Znak drogowy wywołał dyskusję. Czy koty w Nowym Sączu to skomplikowany problem?

Znak drogowy wywołał dyskusję. Czy koty w Nowym Sączu to skomplikowany problem?

Pojawienie się na ulicy Zygmuntowskiej w Nowym Sączu znaku ostrzegającego kierowców o kotach, wzbudziło powszechną ciekawość. Ponadto w komentarzach rozgorzała dyskusja na temat sposobu opieki nad tymi zwierzętami. Konkretnie spór dotyczył wypuszczania ich, aby swobodnie przemieszczały się po okolicy wedle uznania.

Idea nowego znaku właściwie nie ma przeciwników, ma ona budować świadomość. Kierowcy podkreślają, że jest on dobrze widoczny, a ustawienie tego ostrzeżenia popierają również władze Schroniska dla bezdomnych zwierząt w Nowym Sączu. – Na pewno ten znak przykuwa wzrok, sama przejeżdżając pierwszy raz zwróciłam uwagę. Dobrze, że taka informacja jest, ona przecież pobudza wyobraźnię. Powiedzmy sobie szczerze, że jeździmy na pamięć i mało skoncentrowani, a widać to zwłaszcza przy tych wszystkich remontach. Informacja o tym, aby zwracać uwagę na koty na pewno nikomu nie zaszkodzi, a może tylko pomóc – powiedziała nam Joanna Otto, dyrektorka placówki przeznaczonej do pomocy zwierzętom.

Zapytaliśmy również o to, jak to jest z tym swobodnym życiem kotów mających właściciela. Czy powinny one sobie tak biegać po okolicy, czy też lepiej trzymać je we własnym domu. Tak naprawdę ilu rozmówców w Internecie, tyle jest opinii. – Faktycznie jest to kwestia sporna. Warto zwrócić uwagę na ustawę. Prawo mówi wprost, że koty traktujemy, jako zwierzęta wolno żyjące, a wręcz dzikie i swobodnie polujące – wyjaśnia nasza rozmówczyni.

Zwierzęta te są podatne na różnego rodzaju choroby.

– Koty wychodzące najczęściej żyją krótko. Nie chodzi tutaj tylko o zagrożenia komunikacyjne, ale też mamy dzikie zwierzęta, jak lisy czy dziki podchodzące do miasta. W starciu z nimi koty przegrywają. Mało tego, jest dużo chorób, jakimi te zwierzęta się od siebie szybko zarażają. Nie muszą się pogryźć, nie musi być zadrapań. Tak jest choćby z białaczką, która jest przenoszona przez ślinę. Jest to choroba śmiertelna, a jej leczenie może kosztować wiele tysięcy złotych i najczęściej nie jest ono skuteczne – wytłumaczyła Joanna Otto.

Profilaktyką w walce z chorobami kotów są szczepionki, ale jak się okazuje, to również jest bardzo trudny temat w Nowym Sączu. Właściciele tych czworonogów często nie sięgają po ten sposób i bagatelizują możliwość wystąpienia problemów w przyszłości.

 – Nie ma świadomości szczepień. Te wolno biegające koty często nie są zaszczepione, zarażają się od siebie. My jako schronisko mamy obowiązek, kiedy jest u nas kot, to musimy podać mu szczepionkę przeciwko wściekliźnie. Inaczej nie możemy takiego zwierzęcia wydać. U nas w Małopolsce nie ma jeszcze takiego obowiązku, aby właściciel swojego kota szczepił, choć w Warszawie na przykład taki przepis już funkcjonuje. Warto to zrobić, bo jest to koszt jedynie około 40 złotych, a należy pamiętać, że zarażony wścieklizną kot jest usypiany, natomiast jeśli zarazi się człowiek, to bardzo ciężko choruje. Można sobie obejrzeć filmy w Internecie dla pobudzenia własnej świadomości – dodała dyrektorka schroniska.

Co ważne, władze tej placówki w temacie kotów mają związane ręce. – Nie odławia się kotów, tak jak psów. My w schronisku możemy zabezpieczyć tylko te chore osobniki, albo po wypadkach. Nie mamy takiej typowej kociarni. Trzeba zwrócić uwagę też na inny aspekt, a mianowicie w pomieszczeniach, gdzie jest ich kilka, tam bardzo łatwo rozprzestrzeniają się choroby, o których rozmawialiśmy. Zwłaszcza te wirusowe – argumentowała Joanna Otto.

Akcja sterylizacji i podrzucanie kotów do Nowego Sącza.  

– Oczywiście prowadzimy cyklicznie akcję sterylizacji, ale też kastracji kotów wolno żyjących. Trzeba przyznać, że zainteresowanie jest mówiąc delikatnie, raczej średnie. To trwa już od kilku miesięcy, nie pierwszy rok już też przecież działamy w temacie. Tak naprawdę, licząc ten czas wszystkie koty powinny być teoretycznie po zabiegach. Niestety zdarza się mnóstwo podrzutków z innych gmin, które takich programów nie prowadzą. Miałam już kilka nieprzyjemnych rozmów z innymi miejscowościami, bo oni nie widzą w tym problemu, aby na nas przerzucić odpowiedzialność za dane zwierzę. My też przecież mamy ograniczone zarówno środki, jak i swoje moce przerobowe – wyjaśniła nasza rozmówczyni.

Przy schronisku prężnie działa również Stowarzyszenie do walki z bezdomnością zwierząt „Przytul mnie”. Dobrze wygląda także współpraca z regionalnym oddziałem Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, ale mimo wszystko nawet połączone siły tych organizacji nie są w stanie zabezpieczyć całego powiatu w wymienionym temacie.

Kontrowersyjne przepisy dla schroniska.

– Są pewne regulacje i zapisy prawa, które może są trudne do zrozumienia, niezbyt przyjemne do wykonywania, ale my musimy się stosować. Chodzi o ciężarne zwierzęta. Kiedy do nas trafiają, to mamy pewne obowiązki. Kiedy młode nie zdążyły się jeszcze u nas urodzić, to musimy dokonać eutanazji aborcyjnej. Natomiast jeśli już pojawią się na świecie, to mamy właściwie czternaście dni, aby je uśpić. To przecież drastyczne. Dlaczego ktoś podrzucając zwierzęta do Nowego Sącza nakłada na nas tę odpowiedzialność? Przecież akcja sterylizacji właśnie po to jest, aby zapobiegać takim sytuacjom. Zwierzę po takich przeżyciach też wariuje, szaleją hormony, to jest czysta biologia. Ktoś, kto nie ma z tym styczności nie jest świadomy, a warto się zastanowić – powiedziała dyrektorka sądeckiego schroniska.

Darmowe czipowanie zwierząt, z którego nikt nie korzysta.

Jak zapewniła nas nasza rozmówczyni, zainteresowanie akcją jest właściwie zerowe. – Oczywiście prowadzimy taki program u siebie. Zabieg polega na wszczepieniu do mięśnia w karku specjalnego czipa, który w przypadku zaginięcia, pomaga nam odnaleźć właściciela. Sprawa jednak wygląda tak, że 99 procent trafiających do nas psów tego nie ma. Dlaczego? Trudno stwierdzić, bo u nas jest to darmowe, ale mają zmienić się przepisy i już od nowego roku nie będziemy się tym zajmować. Wówczas, kiedy na właściciela nałoży się obowiązek czipowania psa, to będzie musiał sobie radzić prywatnie, a jest to koszt ponad 150 złotych – podsumowała Joanna Otto, która kieruje Schroniskiem dla bezdomnych zwierząt w Nowym Sączu.

Czytaj także: Znaki z kotami opanują Nowy Sącz? Wiemy, za czyją sprawą

fot. DTS24

Filmoteka dts24

217 Videos