11-letni Rafał został postrzelony. W jego głowie nadal tkwi pocisk. Potrzebna pomoc

W marcu 11-letni Rafał został postrzelony przez swojego kuzyna. Minęło już osiem miesięcy, a w jego głowie nadal znajduje się śrut, który rozerwał oko chłopca, przebił się przez oczodół i utkwił w kości, tuż przy mózgu. Jego rodzice żyją w ciągłym strachu. Z niepokojem spoglądają w przyszłość. Mama wstaje w nocy i sprawdza, czy syn nadal oddycha. Martwi się. Nikt nie chce się podjąć usunięcia pocisku. To bardzo ryzykowna operacja. Z drugiej strony - ogromnym  ryzykiem jest także życie z pociskiem w głowie. Kolejnym zmartwieniem jest oko, którego tkanka zaczęła zanikać. Rodzice proszą o pomoc  dla chłopca. Nie tylko finansową, ale także fachową. Mają nadzieję, że znajdzie się lekarz, który jeszcze raz zbada przypadek nastolatka i będzie potrafił pomóc, podpowie co robić. Ale po kolei... 

Kliknij tutaj ---> POMOC DLA RAFAŁA

23 marca br. cała rodzina Semlów, mieszkająca obecnie w Nowym Sączu, pojechała w odwiedziny do babci  - na działkę do Lipnicy Wielkiej. Nieopodal mieści się także ich własny domek. Marzyli, że wkrótce uda im się do niego wprowadzić i stopniowo remontować wnętrze.

Prezydent w tekście

Była piękna pogoda, 11-letni Rafał wraz ze swoim wujkiem wybrali się na przejażdżkę quadem ,,za górkę" - do 15-letniego kuzyna chłopca.

Nastolatkowie, gdy tylko nadarzała się okazja, spotykali się. Tym razem ich spotkanie rozpoczęło się tragedią.

Kuzyn sięgał po broń z szafki i przypadkiem nacisnął spust. Tak wynika z opowiadań poszkodowanego 11-latka i jego wujka. Broń wystrzeliła, a śrut rozerwał oko, przebił się przez oczodół i utkwił w kości czaszki. Siostra pani Sylwii przyjechała na działkę i powiedziała, że kuzynka zadzwoniła (siostra sprawcy) informując, że Rafał się przewrócił i rozciął brew.

- Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy na pogotowie do Jasiennej. Początkowo nikt nie przyznał się, że syn został postrzelony z wiatrówki - wspomina ze łzami mama chłopca.

Kiedy na pogotowiu ratownik zapytał, z czego postrzelono chłopca, siostra sprawcy powiedziała, że z pistoletu na plastikowe kulki. Zespół karetki zabrał chłopca i jego mamę do szpitala w Nowym Sączu i wezwał też policję.

Było około południa...

Oko było dosłownie rozszarpane. Wszystkie informacje o stanie dziecka rodzice uzyskiwali od funkcjonariuszy policji. Lekarz zlecił badanie tomografem. Jednocześnie szukał miejsca w szpitalach. W grę wchodziły Katowice lub Warszawa. Katowicki szpital zgodził się na przyjęcie pacjenta. Około 17.30 nastolatek wraz z mamą został przetransportowany do tamtejszej kliniki.

- Najpierw dotarliśmy na konsultacje. Z oka cały czas lała się krew. Rafał był blady, osłabiony, wymiotował. Zszyto mu powiekę, twardówkę, spojówkę - opowiada mama.

Kolejne dni miały być decydujące. Lekarz poinformował rodziców, że jeżeli nie będzie poprawy, trzeba będzie amputować uszkodzone oko. Mama rannego chłopca opowiada, że w rozpaczy zaczęła modlić się do świętej Rity i prosić ją o opiekę nad cierpiącym synkiem.

Nazajutrz nadeszła oczekiwana poprawa. Okazało się, że nie ma konieczności usuwania oka. Specjaliści poinformowali jednak rodziców, że nie ma szansy na wyciągnięcie śrutu, który przebił się przez oczodół. Stwierdzili, że to cud, że dziecko żyje.

Po 14 dniach od dramatycznego zdarzenia, Rafał został wypisany do domu i  musiał zacząć mierzyć się z nową rzeczywistością. Lekarz zastrzegł, że nie daje gwarancji, iż ze nic złego nie będzie się działo w sytuacji, gdy w głowie chłopca tkwi ciało obce.

Trudny powrót do domu

Rafał ma dwóch braci: 13-letniego Daniela i 7-letniego Oskara. Chłopcy bardzo przeżywali, kiedy dowiedzieli się, że ich braciszek został postrzelony. Płakali, szczególnie młodszy Oskar, który najzwyczajniej w świecie tęsknił za swoim bratem. Kiedy wreszcie zobaczył go w progu domu, podbiegł i przytulił się do niego.

Nastolatek zmienił się, stał się bardziej wrażliwy, zamykał się w sobie, nie mógł zrozumieć, dlaczego właśnie jego spotkało nieszczęście. Chciał by wróciło życie sprzed 23 marca, chciał być jak inni rówieśnicy...

W jednej sekundzie zostało mu odebrane wszystko, co lubił. Musiał zapomnieć o jeździe na rowerze, o przejażdżkach na quadzie z wujkiem, o skakaniu, bieganiu, czytaniu, pisaniu, oglądaniu telewizji, o życiu, które znał dotychczas. O wszystkim, co robią chłopcy w jego wieku. Nie mógł wyjść na zewnątrz. Każda infekcja mogła być dla niego poważnym zagrożeniem. Rodzicom serce rozpadało się na kawałki, gdy patrzyli jak Rafał kilkanaście razy dziennie stawał ze łzami w oczach przed lustrem i patrzył na siebie... To już nie był ten sam chłopiec. Kiedyś żywiołowy, roześmiany...

Mamo, ja nie widzę 

Rodzice nie chcieli zaakceptować faktu, że ich dziecko musi żyć ze śrutem w głowie. Szukali pomocy lekarzy, którzy zajmowali się podobnymi przypadkami i podjęliby się operacji usunięcia pocisku. Mama chłopca znalazła lekarza w Białymstoku, umówiła się na prywatną wizytę i pojechała  tam z mężem mając nadzieję, że usłyszy, iż specjalista podejmie się zabiegu i zabierze tykającą ,,bombę" z głowy chłopca. Rafał został w domu, gdyż w tamtym okresie, jego stan nie pozwalał na tak długą podróż.

- Niestety... pan doktor powiedział coś, czego może nie chcieli nam powiedzieć katowiccy lekarze. Obejrzał zdjęcia, płytkę z wynikami badań. Poinformował nas, że śrut wystaje z kości koło mózgu i każda próba dostania się do niego, może skończyć się uszkodzeniem mózgu i paraliżem. Jest też ryzyko utraty oka. Powiedział, że ingerując, możemy narobić więcej szkód - wraca myślami do bolesnych wspomnień mama chłopca.

Lekarz opowiedział, jak wyglądałby zabieg. Trzeba byłoby wykonać nacięcie koło oka, przebić się przez kość i próbować tą drogą dotrzeć do pocisku. Ale istnieje ryzyko, że podczas zabiegu mogłaby się załamać ścianka kości koło mózgu. Specjalista przyznał, że podejmie się operacji, ale tylko wtedy, gdy będzie ona ostatecznością, czyli, gdy stan zdrowia chłopca gwałtownie pogorszy się. Od tego czasu co trzy miesiące rodzina jeździ na prywatne kontrole do Białegostoku i do centrum okulistycznego w Katowicach. Trzeba także powtarzać tomografię głowy, by lekarz na bieżąco monitorował sytuację. Rafał bardzo przeżywa każdą wizytę, wracają traumatyczne wspomnienia...

- Niejednokrotnie kłóciłam się z lekarzem, który mówił, że Rafał już nie widzi i widział nie będzie. Podczas którejś z wizyt lekarz zapytał: a co? przeszczepi mu pani oko?   Tak... gdybym mogła mu oddać swoje, zrobiłabym to - mówi kobieta. Codziennie prosi Boga, aby ono nie zanikło. Wierzy, że tak będzie.

Po trzech miesiącach od wypadku syn wyznał: ,,mamo, ja nie widzę". Rodzice od początku o tym wiedzieli, jednak chłopiec robił wszystko żeby ich nie martwić. Oni też nie naciskali, nie dopytywali. Ta chwila kosztowała go dużo cierpienia, bólu, bo musiał przyznać nie tyle przed najbliższymi, co przed samym sobą to, przed czym tak uciekał myślami.

 Pierwszy dzwonek przyniósł radość i przerażenie

Po wypadku nastolatek całkowicie przestał w siebie wierzyć. Wstydził się, kiedy ktoś na niego patrzył. Nie chciał także, aby odwiedzali go koledzy i widzieli jego uszkodzone oko. Mijały tygodnie. Chłopiec przez ten czas wylał morze łez, co bezradnym rodzicom każdorazowo łamało serce. Pojawił się też inny problem: z powodu jego nieobecności w szkole istniała groźba, że nie będzie mógł przejść do następnej klasy. Mama postanowiła i na tym polu o niego walczyć. Pomocną dłoń podała pedagog Szkoły Podstawowej nr 7 w Nowym Sączu, do której wcześniej chłopiec uczęszczał.

Nauczyciele przychodzili do domu i wykładali Rafałowi materiał, tłumaczyli, a on leżąc na łóżku odpowiadał im. Nie mógł ani czytać, ani pisać, co jeszcze bardziej utrudniało nadrabianie zaległości. Dzielna mama sama również uczyła syna. Buntował się, ale była twarda. Udało się. Mimo półrocznych zaległości, które ma jeszcze z języka angielskiego. Otrzymał promocję do kolejnej - piątej klasy.

Nadszedł wrzesień, pierwszy dzwonek. Z jednej strony chłopiec był szczęśliwy, że wraca do szkoły i swoich kolegów, z drugiej - obawiał się reakcji rówieśników. Stał przed lusterkiem i wpatrywał się w swoje odbicie

- Mamo, jak wyglądam? - pytał. Oczywiście nie mógł nosić tornistra, książek, czytać i pisać, ale mógł być wśród przyjaciół i to dawało mu radość. Nauczyciele przygotowali klasę na powrót Rafała, wytłumaczyli uczniom, że chłopiec miał wypadek. Przestrzegli dzieci, aby nie były zbyt ciekawskie i nie dopytywały go, chyba że sam zechce opowiedzieć co się się stało. Rówieśnicy przywitali go z radością, szczególnie jego przyjaciel z ławki.

- Oni są jak papużki nierozłączki, albo razem rozrabiają, albo razem są grzeczni - dodaje mama.

Mam dość! 

16 września lekarka pozwoliła Rafałowi czytać i pisać, ale nie za dużo, żeby nie przesilił zdrowego oka. Nauczyciele pilnują także, aby zawsze siedział w pierwszej ławce. Chłopiec bardzo lubił szkołę, ale po wypadku zaczął wycofywać się. Niezwykle trudne są dla niego lekcje wychowania fizycznego. Kiedy inni chłopcy grają w piłkę, on może się tylko przyglądać. Nauczyciele starają się uatrakcyjnić mu ten czas proponując różne zajęcia, ale to nie to samo. Samo wstawanie do szkoły jest ciężkie. Chłopiec musi wstać o 5 rano, by przyjąć dawkę kropli do oczu, które powinny być zaaplikowane od 7-17.

- Rafał ma już dość. Buntuje się, że już ma dość kropli, dość lekarzy, dość wizyt, chce by było jak dawniej - mówi mama.

Koledzy i koleżanki starają się być dla niego jak najlepsi, ale nie mogą go ochronić przed całą szkołą. Szczególnie bolesna była sytuacja, gdy został nazwany ,,jednookim". Nie chciał wrócić do szkoły po tym incydencie. Szczególnie jest mu trudno, kiedy przychodzi poniedziałek, gdy po weekendzie w domu, musi się znów zmierzyć z kolejnymi wyzwaniami, ze spojrzeniami rówieśników. Rafał zwyczajnie wstydzi się przed swoimi kolegami. Każdorazowo, gdy staje przed lusterkiem i wpatruje się w nie, mamie pęka serce, ale nie pokazuje tego po  sobie. Płacze tylko wtedy, gdy chłopiec nie widzi...

Rafał oprócz szkolnego przyjaciela, ma sąsiada, 24-letniego Dawida studiującego w Krakowie, który na weekendy przyjeżdża do domu. Student odwiedzał chłopca w szpitalu. Jest dla niego jak starszy brat. Zabiera go do znajomych, na spacery, do galerii. Wiele mu tłumaczy, podnosi na duchu i daje nadzieję. Uczy go także salsy. Ta znajomość bardzo pomogła chłopcu, który walczy o to, aby odzyskać radość życia. W każdej wolnej chwili rodzina jeździ także do babci na działkę. Siostrze pani Sylwii urodziła się córeczka - Emilka. Rafał bardzo lubi się nią opiekować. Kiedy jest w Lipnicy, zapomina na chwilę o tym, co się wydarzyło.

Nic nie jest dobrze 

Pozornie wszystko jest w porządku. Tata pracuje, mama wychodzi z domu ,,zakładając" uśmiech na twarz. Ktoś, kto spojrzy na taki obrazek, a nie zna całej historii, nie domyśla się jak jest naprawdę i że każdy dzień, to cierpienie i strach o życie. Rodzice są bezsilni. Chcą swojemu dziecku, ulżyć w cierpieniu, wziąć je na siebie...

Początkowo mama chłopca chciała zamknąć go pod kloszem, mieć go pod opieką cały dzień. Wszystko po to, by nie pozwolić już nikomu skrzywdzić jej synka. Kiedy już zaczął wychodzić na zewnątrz, co było dla niego powodem do radości, nieustannie dzwoniła, pisała sms-y, wypatrywała przez okno, drżała z niepokoju. Zaczęło to również ciążyć chłopcu, więc postanowiła nieco ,,odpuścić" z kontrolą, mimo iż nadal pozostawał strach.

- Zrozumiałam, że nie mogę go ukryć przed całym światem - dodała.

Wierzy, że limit cierpienia Rafał już wyczerpał. Tak bardzo został skrzywdzony, że nic złego już nie może go spotkać. Zawierzyła również świętej Ricie, której oddała syna w opiekę już w szpitalu, gdy groziła mu amputacja oka. Rafał ma zdjęcie świętej w telefonie komórkowym, ma również medalik z jej postacią. Na nadgarstku chłopca można również dostrzec bransoletkę z napisem ,,Jezu, Ty się tym zajmij".

Rafał dopytuje, czy można przeprowadzić operację i wyciągnąć śrut. Czy jest szansa, aby znów widział.

Jak na nie odpowiedzieć dziecku?

- Ja wierzę, że wszystko będzie dobrze - mówi ze łzami pani Sylwia.

Kiedyś chłopiec poszedł z babcią na zakupy. Zauważył reakcję ludzi  i zapytał: ,,babciu, dlaczego oni wszyscy tak na mnie patrzą?".

Jest bardzo wrażliwy na tym punkcie. Nie lubi gdy ktokolwiek mu się przygląda. Kiedy rozmawia z kimś, spuszcza wzrok.

Pilnie potrzebna pomoc

- My nie chcemy nic dla siebie, my mamy ręce i sobie poradzimy, ale chcemy zabezpieczyć Rafała na tyle, żeby można było bez przeszkód kontynuować jego leczenie - mówi mama nastolatka.

Po wypadku, rodzina kuzyna, który postrzelił chłopca nie interesowała się jego stanem. Państwo Semla zostali ze wszystkim sami.

W sądzie  odbyła się pierwsza rozprawa związana z tragicznym wydarzeniem. To również ciężkie przeżycie.

Liczy się każdy dzień. Rodzice błagają, by ktoś pochylił się nad historią Rafała, spojrzał jeszcze raz w dokumentację medyczną, skonsultował, sprawdził. Chcą wykorzystać każdą możliwość, nie poddają się, wierzą, że znajdzie się jakiś lekarz, który zechce sprawę zbadać. Oko obecnie jest niewidome, zaczęło robić się przezroczyste, zanika.

Mama wierzy, że znajdą się ludzie dobrego serca, którzy wesprą finansowo leczenie Rafała. Prywatne wizyty, badania i lekarstwa pochłaniają mnóstwo pieniędzy.

Pani Sylwia miesiącami mierzyła się z tym, by prosić o pomoc. Zawsze przecież radzili sobie z mężem sami, nigdy o nic nie prosili.

W końcu przełamała się i opowiedziała nam tę historię. Kosztowało ją to wiele bólu. Niełatwo jest opowiadać o swojej bezradności wobec cierpienia ukochanego dziecka.

Wierzy, że ktoś zechce podać pomocną dłoń. Ma też nadzieję, że jej apel przeczyta jak najwięcej osób, że ludzie zrozumieją... jeśli w domu posiada się jakąkolwiek broń, musi ona być zabezpieczona i niedostępna szczególnie dla dzieci. W szpitalu widziała też dzieci, które straciły wzrok w wyniku uderzenia piłką, czy plastikową kulką z zabawkowego pistoletu.

- Wystarczy sekunda, by doszło do tragedii - ostrzega mama chłopca.

Prosimy o udostępnianie apelu. Chcemy, by ta historia dotarła również do jak największej liczby lekarzy, więc jeśli macie kogoś takiego w swoim otoczeniu, podeślijcie artykuł, może znajdzie się ktoś, kto zechce skonsultować ten przypadek.

Naszych Czytelników prosimy również o wpłaty na rzecz leczenia chłopca. Liczy się każda kwota. Nie odwracaj wzroku, pomóż!

Kliknij tutaj ---> POMOC DLA RAFAŁA

***

Zadaliśmy pytania w sprawie wypadku sądeckiej policji. Otrzymaliśmy następującą odpowiedź:

- Informuję, że 23 marca br. na ternie gminy Korzenna doszło do postrzelenia z wiatrówki w oko 11-letniego chłopca przez drugiego małoletniego. W wyniku tego zdarzenia 11-latek doznał obrażeń ciała powyżej dni 7 i został przewieziony do Szpitala Specjalistycznego w Nowym Sączu. Na miejscu zdarzenia policjanci przeprowadzili czynności procesowe. Sprawa została przekazana do Sądu Rejonowego w Nowym Sączu III Wydział Rodzinny i Nieletnich - brzmi oficjalny komunikat policji w tej sprawie przesłany przez sierż. Monikę Mordarską z Komendy Miejskiej Policji w Nowym Sączu.

Kontakt do autorki: [email protected]

Fot. archiwum rodzinne pani Sylwii

TRADYCJATEXT

1 comment

  1. pewnadobrzezyczacaosoba 8 Listopad, 2019 at 19:12 Odpowiedz

    Smutne. Jesli chodzi o operacje w takich strukturach mózgu najlepiej szukać wśród mikrochirurgow dzialajacycj endoskopow o ile umiejscowienie srutu na to pozwoli. A oko, jesli nie ma ratunku na przywrocenie widzenia to mozliwe jest wprowadzenie implantów. Na pewno poprawilyby wygląd.

Wypowiedz się w tej sprawie