Kiedyś o postaciach takich, jak Eugeniusz Pawłowski mawiano, że to człowiek renesansu. Nauczyciel, językoznawca, literat, harcerz, aktor, radiowiec, przewodnik PTTK, człowiek wielu talentów i aktywności. Spokrewniony z Bolesławem Barbackim. Wspomnienie o słynnym sądeckim malarzu autorstwa Eugeniusza Pawłowskiego publikujemy dzięki uprzejmości Tomasza Bani.
Bolesław Barbacki był moim ciotecznym bratem, jako syn Heleny Barbackiej, rodzonej siostry mojego ojca. Ale w skutek dużej różnicy wieku kontakty moje z Bolkiem były bardzo niewielkie. Ojciec odwiedzał czasem siostrę, a po jej śmierci szwagra Leona Barbackiego i zabierał wtedy ze sobą obu synów. Wówczas też uczestniczyłem zresztą biernie w zabawach starszych kuzynów i gonitwach po zielonych terenach posesji. Gdy przyszły moje lata gimnazjalne Bolek kończył już studia i stawał się szybko obiecującym artystą malarzem. Wzrastałem więc nie tylko w atmosferze kultu jego talentu, kultu szczerzonego w rodzinie przez ciotki, zwłaszcza przez Stanisławę Drzymuchowską, która szczególnie ukochała utalentowanego siostrzeńca. Nie tylko za jego talent, ale przede wszystkim za dobroć i uczynność dla wszystkich członków rodziny, zwłaszcza tych którzy jego pomocy najbardziej potrzebowali. Z tej życzliwości korzystałem także i ja gdy już w miarę upływu lat zacierała się różnica wieku.
Byłem już profesorem (bo taki tytuł nam przysługiwał) gimnazjum I w Nowym Sączu, Bolek już szeroko znanym portrecistą a przy tym filarem teatru Towarzystwa Dramatycznego, jego współtwórcą, dyrektorem, reżyserem i znakomitym aktorem, którego grą zachwycałem się wraz z innymi wielbicielami jego talentu. A że moje zamiłowanie teatralne ciągnęły mnie i do tego rodzaju zajęć na terenie szkolnym do organizowania przedstawień doraźnych zespołów szkolnych korzystałem z pomocy reżyserskiej mojego brata ciotecznego i muszę przyznać, że Bolek proszony o pomoc nigdy mi jej nie odmówił, jakkolwiek na pewno robił to niechętnie – nie tylko z braku czasu i nawału różnych zajęć, ale także z jego stosunku do bądź co bądź nieudolnych poczynań tego rodzaju luźnych zespołów amatorskich. Po prostu nie wierzył w konkretne udanie się takich imprez. Ale mimo wszystko pomocy udzielał zarówno bezpośrednio na próbach jak i w swojej wspaniałej pracowni Willi Marii gdzie prowadziliśmy interesujące rozmowy na różne tematy. Tu nauczył mnie Bolek zasad perspektywy, tu wyjaśnił istotę impresjonizmu w sztuce, tu wtajemniczał mnie w różne zagadnienia reżyserii czy zagadnień sztuki dramatycznej.
Więcej przeczytasz w najnowszym wydaniu DTS: https://www.dts24.pl/dts-2025-08-23/


































































































































































































