Z czytaniem „Cyklopedii” Johana Tella jest trochę jak z jazdą na rowerze. Dosiadasz nowej szosówki, przed tobą najpiękniejsza trasa, ale nagle naciskasz hamulec, przelatujesz przez kierownicę i zostawiasz na asfalcie górną jedynkę. Koniec frajdy, dalej już jest tylko ból.
No więc czekasz na zapowiadaną „Cyklopedię”, planujesz spędzić z nią noc… A książka, przy której rozpakowywaniu trzęsły ci się ręce, okazuje się tabletką nasenną z gwarancją bólu głowy nazajutrz. Ale są też dobre strony „Cyklopedii”. Już w sierpniu mam wybraną najgorszą książkę 2022 r. w prywatnym rankingu. A z tą górną jedynką to nie był żart. Zęby bolą od czytania niektórych fragmentów. Proszę bardzo: (…)


































































































































































































