W Nowym Sączu operujemy niemal non stop

W Nowym Sączu operujemy niemal non stop

Rozmowa z Dominikiem Chorągwickim zastępcą kierownika poradni urologicznej w szpitalu im. Śniadeckiego w Nowym Sączu.

– Trudno się z Panem umówić, ciągle jest Pan zajęty, często operuje. To jest codzienność na sądeckiej urologii?

– Tak, operujemy niemal non stop, mamy dużo operacji. Dysponujemy jedną salą operacyjną i nie jesteśmy licznym zespołem, więc można powiedzieć, że nieustannie operujemy. W zeszłym roku, wykonaliśmy 1150 zabiegów operacyjnych na sądeckim oddziale urologii. To dość dużo, jak na taki mały szpital.

– Z czego wynika taka duża liczba operacji?

– W Nowym Sączu jest dość liczna populacja zarówno mężczyzn jak i kobiet z chorobami urologicznymi. Są to głównie osoby starsze, pacjenci z wszelkiego rodzaju chorobami układu moczowego w tym z nowotworami czy kamicą. Takich przypadków jest bardzo dużo. To pokazuje jak bardzo urologia jest w Nowym Sączu potrzebna. Istnieje bardzo duże zapotrzebowanie na takie zabiegi i na tego typu specjalizację, bo jest po prostu dużo ludzi cierpiących na choroby urologiczne. Do niedawna wielu sądeczan wyjeżdżało na te operacje do Krakowa, Tarnowa, Mielca i do innych szpitali. Obecnie nie ma takiej potrzeby. Ludzie decydują się na zabiegi w Nowym Sączu, bo jest to dla nich wygodniejsze. Tu również mają dobrą opiekę. Dysponujemy najnowszym sprzętem, mamy dobrych specjalistów, więc przeprowadzamy coraz więcej zabiegów. Ilość chorych w populacji się nie zwiększyła, ale świadomość ludzi na temat chorób urologicznych tak, więc pacjenci po prostu dużo chętniej do nas przychodzą.

– W ostatnich latach dużo się na sądeckiej urologii zmieniło…

– Tak, w lipcu 2024 r., oddziałowi grodziło zamknięcie. Nie można było znaleźć kadry lekarskiej, która zapewniłaby całodobową opiekę urologiczną i szpital oddał podwykonawstwo spółce Neo Hospital z Krakowa. Skontaktowała się ze mną Pani Prezes, z prośbą, żeby zebrać potrzebny zespół i podjąć się kontynuacji funkcjonowania oddziału. I to się udało. Udało się zebrać nowych, młodych specjalistów. Mamy teraz w Nowym Sączu zupełnie nowy skład lekarski. To młodzi, doskonale wyszkoleni specjaliści, którzy dają na miejscu pełny zakres usług urologicznych, zarówno endoskopowych, laparoskopowych jak i robotycznych.

– Istniało niebezpieczeństwo, że urologia przestanie w Nowym Sączu istnieć?

– Istniało takie ryzyko. Problem polegał na tym, że ciężko było ściągnąć specjalistów do Nowego Sącza i oddział nie zabezpieczał wcześniej dyżuru całodobowego. Zwyczajnie brakowało lekarzy. Nie było łatwo ściągnąć urologów, którzy coś potrafią, są w stanie objąć całodobowy dyżur i wziąć na siebie odpowiedzialność za oddział.

– Dlaczego nie było łatwo ściągnąć specjalistów do Nowego Sącza?

– Przede wszystkim dlatego, że Nowy Sącz słabo jest skomunikowany z Krakowem, gdzie w większości szkolą się specjaliści z urologii. Kiedy ktoś kończy specjalizację z urologii, to jest już dobrze po trzydziestce, najczęściej ma rodzinę, mieszkanie, zwyczajnie jest gdzieś zakotwiczony życiowo. Dlatego nie jest łatwo przekonać takiego specjalistę do przeprowadzki do Nowego Sącza.

– Panu łatwo przyszła decyzja zamiany Krakowa na Nowy Sącz?

– Bardzo trudno. Te negocjacje o zmianie trwały dość długo. Plan na początku wydawał w ogóle nierealny. Długo trwało zanim zebraliśmy ekipę chętnych ludzi. Teraz jeden kolega dojeżdża z Oświęcimia, kolejny musiał się przenieść z Legnicy, a reszta chłopaków dojeżdża z Krakowa. Ja dojeżdżam z Mszany Dolnej, co logistycznie i czasowo nie jest łatwe. Zwłaszcza, że dużo operujemy, bardzo dużo interwencji podejmujemy w trybie dyżurowym, ale mamy fajny zespół, co nas bardzo motywuje. No i mamy również możliwości, aby realnie pomagać pacjentom na najwyższym poziomie. Mamy do dyspozycji, dzięki środkom z KPO, najnowszy sprzęt endoskopowy i laparoskopowy. Dzięki spółce NeoHospital mamy do dyspozycji robota Da Vinci, który umożliwia operowania na najwyższym poziomie. A kolejka pacjentów do zabiegów jest coraz dłuższa, ponieważ w tej chwili najbliższa urologia jest w Tarnowie.

– Ile lat ma Pański statystyczny pacjent i z czym najczęściej trafia na oddział?

– Najczęściej są to pacjenci z kamicą układu moczowego i z kamieniami w moczowodach, z tak zwanymi kolkami nerkowymi, często też zakażeniem układu moczowego czy urosepsą. Dużo pacjentów trafia z krwią w moczu jako pierwszorazowy objaw nowotworu pęcherza moczowego. Jeżeli chodzi o pacjentów planowych, których kwalifikujemy do operacji, to są najczęściej chorzy około 60-70. roku życia z nowotworami pęcherza moczowego, nerki czy z nowotworami prostaty. Tym pacjentom wykonujemy zabiegi zarówno endoskopowe, zabiegi laparoskopowe, jak i w asyście robota chirurgicznego.

– Problemy urologiczne pojawiają się wraz z wiekiem?

– Zasadniczo tak. Jeśli jednak chodzi o zakażenia i kamicę, to te problemy nie muszą być związane z wiekiem. Z wiekiem związane są natomiast nowotwory zwłaszcza urologiczne. Bardzo rzadko operujemy młodych ludzi z nowotworem prostaty. Natomiast u chorych starszych jest to najczęstszy typ nowotworu.

– Wśród czynników sprzyjających rozwojowi prostaty wymieniane jest m.in. palenie papierosów. Ktoś może sobie zadać pytanie – gdzie palenie, a gdzie prostata? Odległe problemy w ludzkim organizmie.

– Teoretycznie tak się może wydawać, ale nic bardziej mylnego. Wszystkie toksyny, które wdychamy są filtrowane przez nasze nerki i magazynowane w pęcherzu moczowym. Tam działają drażniąco i mogą mieć długotrwałe działanie skutkujące tworzeniem nowotworów.

– Każdy mężczyzna po 50. powinien się przygotować na kłopoty z prostatą?

– Na pewno nie każdy zachoruje na nowotwór prostaty, ale każdy powinien być wyczulony na ten problem. W dzisiejszych czasach mamy doskonałe narzędzia diagnostyczne, żeby rozpoznawać zarówno łagodne rozrosty prostaty, jak i zmiany nowotworowe i skutecznie je leczyć. Dlatego nie należy się tego bać. Trzeba się badać, bo obecnie jesteśmy w stanie rozpoznać chorobę na bardzo wczesnym etapie i całkowicie ją wyleczyć. Obawiać się powinni ci, którzy się nie badają i zgłaszają do urologa już na etapie, kiedy nowotwór jest bardzo zaawansowany. Wtedy mamy coraz mniej możliwości leczniczych i bardzo często nie jesteśmy w stanie wyleczyć nowotworu.

– Chciałem zapytać też o nietrzymanie moczu. W telewizji można zobaczyć reklamę, na której dwóch facetów w średnim wieku, biega sobie beztrosko, a w dole ekranu pojawiają się męskie pieluchy dla aktywnych. Zjawisko nietrzymania moczu to jest problem nasilający się w ostatnich czasach, skoro zauważa je przemysł farmaceutyczny?

– Mężczyźni mają najczęściej problem nie z nietrzymaniem moczu, ale z jego zatrzymaniem. Dzieje się tak ponieważ prostata, czyli narząd, który znajduje się pod pęcherzem z wiekiem może przerastać, uciskając pęcherz moczowy i powodując trudności w oddawaniu moczu. I to się objawia słabym strumieniem moczu, dosłownie wyczekiwaniem na mikcję, czy uczuciem niepełnego opróżnienia pęcherza, a w skrajnych przypadkach do całkowitego zatrzymania moczu, które wymaga cewnikowania i niekiedy leczenia operacyjnego. Problem nietrzymania moczu przez mężczyzn z kolei to sprawa często wtórna do leczenia chorób nowotworowych prostaty. Przeciwnie u kobiet, u których wysiłkowe nietrzymanie moczu to problem dość powszechny.

[…]

Cały wywiad przeczytasz w specjalnym wydaniu dts ZDROWIE

[pobierz za darmo]

 

Rozmawiał Wojciech Molendowicz

Fot. Archiwum prywatne Dominika Chorągwickiego

Filmoteka dts24

207 Videos