W kilku słowach potrafi człowieka postawić na nogi

W kilku słowach potrafi człowieka postawić na nogi

Jest nie tylko strażakiem z krwi i kości, ale przede wszystkim wielkim pasjonatem. Jak sam mówi, najważniejsze w tym zawodzie są: wytrwałość, sprawność fizyczna oraz ciekawość świata. Mało kto wie, że on sam wywodzi się z rodziny muzycznej. Do chwili, gdy mieszkał w Piwnicznej-Zroju, grał w Orkiestrze Dętej OSP Podhale. Ma w sobie duszę artysty i pewnie dlatego akcja ratownicza nie kończy się dla niego na niesieniu pomocy i bezpiecznym powrocie do domu. Liczy się jeszcze zgłębienie wiedzy na temat miejsca, w którym dano z siebie wszystko co najlepsze, aby pomóc drugiemu człowiekowi. Jakie jeszcze wartości skrywa w sobie st. bryg. Bogdan Gumulak z Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Sączu?

Początki pracy

Zawodowa przygoda Bogdana Gumulaka nie mogła pójść w innym kierunku. Jego tata pracował w OSP Piwniczna a brat pełni tam służbę do dziś. Urodził się 19 marca 1969 roku w Krynicy-Zdroju, wychowywał się w rodzinie tradycyjnej, gdzie pokoleniowe zainteresowania zawsze były kultywowane. Od roku 1987 jest zawodowo związany z sądecką strażą pożarną. Chciał zdobywać kolejne stopnie, dlatego szybko podjął naukę w Szkole Chorążych Pożarnictwa w Poznaniu. Po jej ukończeniu wrócił do Nowego Sącza. Tytuł inżyniera zdobył w 1996 roku, potem także dołożył magisterkę. Swój pierwszy zagraniczny wyjazd na akcję ratunkową (1999) wspomina z wielkim respektem.

Muzyka jest złotem

– Bogdan zawsze dmuchał w trąbkę – wspomina z uśmiechem st. bryg. Paweł Motyka, prywatnie przełożony i przyjaciel Bogdana Gumulaka. Chwilę potem dopowiada, że nie zna się zbyt dobrze na poszczególnych instrumentach i określenie „dmuchał w trąbkę” używa do każdego rodzaju orkiestrowej aktywności. Sam bohater z precyzją muzycznej przygody kłopotów nie ma żadnych.

– Zaczynałem na klarnecie. Potem grałem także na alcie i tubie. Do momentu, gdy mieszkałem w Piwnicznej-Zdroju, byłem członkiem Orkiestry Dętej OSP Podhale. Faktycznie są to rodzinne tradycje, grali ze mną także moi bracia – mówi Bogdan Gumulak.

Pierwsza wyprawa i wielki respekt

W swojej długoletniej pracy wziął udział w wielu akcjach ratunkowych, nie tylko na Sądecczyźnie, ale także poza granicami kraju. W 1999 roku nastał czas, gdy trzeba było zmierzyć się z pierwszą zagraniczną misją. Padło na Turcję, gdzie doszło do poważnego w skutkach trzęsienia ziemi. Około 500 tysięcy osób pozostało bez dachu nad głową. To była szaleńcza akcja ratunkowa i pierwsza z udziałem sądeckiego strażaka (…)

Cały tekst przeczytasz w specjalnym wydaniu DTS – bezpłatnie pod linkiem:

Reklama