Umiesz liczyć? Licz na siebie

Jeśli ktoś chce likwidować szkołę i ktoś o tym napisze, to zawsze się klika. W sieci klika się, a wszędzie, gdzie się da – protestuje się. To norma ogólnoświatowa i ponadczasowa. Gdy Nowy Sącz obiegła wieść, że w ratuszu urodził się plan likwidacji podstawówki, rozpętała się oczywista burza.

Kilka lat temu dane mi było przeżyć serię kilkudziesięciu takich burz, bo wraz z zespołem sądeckiej fundacji Tarcza podróżowałam po Polsce, aby pomagać ratować szkoły metodą, którą nazwałam „na feniksa”. W maleńkich szkółkach, co do których w samorządach już pozapadały „wyroki”, likwidacja rzeczywiście była dramatem. Gdyby okazała się ostateczna - dzieci musiałyby dojeżdżać do szkół odległych o kilka kilometrów, rodzice – martwić się jak je po lekcjach odebrać, nauczyciele zostaliby bez szans na pracę w zawodzie. A gmin, które ledwie wiązały koniec z końcem i balansowały na krawędzi bankructwa, nie stać było na utrzymanie placówek. Wszyscy doskonale o tym wiedzieli. Gdyby nie opcja „feniks” - tych cudownych szkółek już by nie było. Opcja polegała na tym, że gmina szkołę likwidowała, a lokalna organizacja pozarządowa - już istniejąca albo zupełnie nowa - odtwarzała ją w tym samym budynku i prowadziła za tę samą rządową subwencję oświatową, która wcześniej spływała na konto gminy. Najprościej tłumacząc – miejscowi ludzie przejmowali szkołę w swoje ręce i brali za nią pełną odpowiedzialność. Łatwo nie było. Nauczycielom – bo tracili przywileje wynikające z karty nauczyciela i rodzicom – bo w wielu miejscach musieli wesprzeć nauczycieli i mocno zaangażować się w „odradzanie feniksa.”

Zwykle okazywało się, że gdy wszyscy zakasali rękawy i rozgrzali swoją kreatywność, małe szkółki wskrzeszone z jeszcze ciepłych popiołów zaczęły rosnąć w siłę. Dlaczego? Bo ludzie, którzy przejęli je w swoje ręce doskonale wiedzieli, że tylko od nich zależy jakie będą pensje, jaki będzie poziom nauczania i jaka będzie przyszłość szkoły. Gdy nauczyciele wspólnie z rodzicami wzięli się do pisania projektów, przy budynkach szkół zaczęły rosnąć wybudowane dzięki dotacjom place zabaw, w ofercie pojawiły się ciekawe zajęcia pozalekcyjne, darmowe wycieczki. Remonty, niemożliwe do wykonania wcześniej, nagle stawały się realne. Doskonałym przykładem takiej nauczycielsko-rodzicielskiej kreatywności jest maleńka szkółka w miejscowości Bugaj w gminie Biecz ocalona dzięki odwadze i pomysłowości ludzi, którzy wzięli jej los w swoje ręce i pokazali klasę.

Protestować jest łatwo. Kłopot w tym, że protest, nawet jeśli okaże się skuteczny, problemu nie rozwiązuje. Bynajmniej nie namawiam, aby sądecką jedynkę czynić feniksem. Ale podpowiadam, że warto mieć w głowie takie oto przysłowie: umiesz liczyć? Licz na siebie.

Pobierz bezpłatnie cały numer:

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie