Stypendium od prezydenta Dudy dla rodziny strażaka z Podegrodzia

W Pałacu Prezydenckim w Warszawie odbyła się uroczystość wręczenia stypendiów rodzinom żołnierzy, policjantów i strażaków. Wśród wyróżnionych znalazła się rodzina strażaka Stanisława Zygmunta z Olszany w gminie Podegrodzie.

Powodem tego szczególnego potraktowania rodziny Zygmuntów był wypadek sprzed 19 lat, który zdarzył się podczas pełnienia służby. Stanisław Zygmunt został ranny.

BOCHENSKI

- Podczas jednej z akcji strażackich zostałem ranny. Nie mogłem już wrócić do służby. Miałem wtedy 33 lata - mówi 52-letni dziś były strażak.

- To nie jest kredyt, to nie jest pożyczka, tu nie ma długu. Tu dług został zaciągnięty kiedyś przez tych, dla których wasze mamy, wasi ojcowie służyli, poświęcali się dla ludzi, dla społeczeństwa, dla bliźnich – mówił prezydent Andrzej Duda, zwracając się do stypendystów - dzieci, których rodzice zginęli lub zostali ranni w czasie pełnienia służby.

Słuchały go dzieci żołnierzy, którzy pełnili służbę w Iraku, było też dziecko taternika i strażaka.

- Do Warszawy zostaliśmy zaproszeni wraz z mężem i synem. O zaproszeniu powiadomiła nas Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Sączu. Jesteśmy chyba jedyną rodziną z okolicy, którą spotkał taki zaszczyt. Nie rozgłaszaliśmy tego wydarzenia, jednak uroczystość była transmitowana w telewizji i niektóre osoby z sąsiedztwa nas rozpoznały - opowiada Małgorzata Zygmunt.

Prezydent wraz z małżonką przekazali dyplomy stypendialne 48 dzieciom rannych lub poległych na służbie żołnierzy, strażaków i pracowników służb publicznych. Stypendia zostały ufundowane przez Fundację „Dorastaj z Nami”.

- Nie dostaliśmy żadnych pieniędzy. Stypendium nie wiąże się z żadnymi korzyściami finansowymi. Jest to to zupełnie inna forma wsparcia. Chodzi o to, że gdy kiedyś któryś z naszych synów zapragnie kontynuować naukę, państwo pomoże sfinansować edukację  - tłumaczy żona pana Stanisława.

Małgorzata i Stanisław Zygmuntowie mają dwóch synów: Macieja i Wojciecha.

- Starszy jest w klasie maturalnej, drugi w liceum. Młodszy - Maciek marzy o przyszłości w wojsku. Stypendium może posłuży na zakup munduru, albo jakiegoś kursu...  - zastanawiają się rodzice.

- Mąż był ratownikiem strażackim i nurkiem. Pewnego razu pojechał na akcję w okolice Gródka nad Dunajcem, gdzie ktoś utopił samochód w zalewie. Mąż był jedną z osób, która go wyciągała. Podczas akcji został poważnie ranny, groziła mu amputacja nogi. Miał wtedy 33 lata. Przez dwa miesiące przebywał ma Oddziale Intensywnej Terapii. Miał niedotlenienie mięśnia sercowego. Potem wymagał długiej rehabilitacji i leczenia. Bardzo walczył o swoją sprawność, nigdy jednak nie wrócił do pracy. Otrzymał  pierwszą grupę inwalidzką i całkowity zakaz pracy. Ja byłam wtedy w ciąży z naszym starszym synem Wojciechem - opowiada Małgorzata Zygmunt.

- Zdarzenie sprzed 19 lat, zabroniono nam nawet nazywać wypadkiem. Była to okoliczność, z jaką każdy żołnierz, strażak, czy policjant musi się liczyć udając się na akcję mającą na celu uratowanie drugiego człowieka. Jest tego świadom. Jeśli na tym ucierpi, konsekwencje zawsze ponosi rodzina, która często nie jest w stanie normalnie funkcjonować po takiej tragedii - dodaje.

***

Fundacja „Dorastaj z Nami” powstała 28 kwietnia 2010 r. Na początku niosła pomoc dzieciom ofiar katastrofy smoleńskiej. W 2013 roku rozszerzyła działalność obejmując pomocą dzieci żołnierzy i funkcjonariuszy służb mundurowych, którzy zginęli lub zostali ranni w czasie pełnienia służby. Fundacja „Dorastaj z Nami” w ciągu siedmiu lat przekazała ponad 2,5 mln zł na rzecz 200 dzieci.

fot. z arch. rodziny Zygmuntów.

Jan Duda

Wypowiedz się w tej sprawie