Średniowiecze wciąż w modzie

Ciepłe słoneczne popołudnie. Przy jednej z uliczek okalającej starosądecki rynek słychać szczęk oręża. Na piętrze jednego z budynków ma swoją siedzibę Sądeckie Rycerstwo Zakonu Księżnej Kingi, które właśnie odbywa jedno ze swoich cotygodniowych spotkań. Członkowie bractwa stanowią grupę ludzi zafascynowanych historią, a rycerstwo, które łączy jak rodzina, jest dla nich czymś więcej niż hobby.


Początki bractwa stanowią fascynację korzeniami historycznymi Ziemi Sądeckiej, która od zawsze była powiązana z istotnymi momentami w historii Polski. Ich starosądecka przygoda rozpoczęła się w 2014 roku. Dzięki życzliwości burmistrza Jacka Lelka oraz Centrum Kultury i Sztuki otrzymali wspaniałą siedzibę w budynku „Galerii pod Piątką”.

BOCHENSKI

Kandydat w lnianych gatkach

Starosądeckie bractwo oparło swój regulamin na „wyciągu” z reguły Zakonu św. Jana Jerozolimskiego, czyli Joannitów bądź też Szpitalników. Struktura Bractwa, również oparta jest na regule zakonu. Wyróżnia się kilka poziomów, które trzeba osiągnąć, by stać się pełnoprawnym rycerzem lub zostać pełnoprawną damą dworu.

Pierwszym z nich jest poziom kandydata, który obserwuje wszystko, co dzieje się w bractwie, czasami wyjeżdża na spotkania czy pokazy.

Kandydat zobowiązany jest do zorganizowania sobie tzw. stroju cywilnego. Składają się na niego: lniane gatki, sznurowane nogawice, koszula oraz pasek. Jeżeli kandydat zorganizuje sobie strój i odbędzie półroczny lub roczny staż, będzie uczestniczył w pokazach, wtedy zostaje awansowany na nowicjusza, stając się tym samym formalnym członkiem stowarzyszenia ze wszystkimi prawami i obowiązkami.

Nowicjusz w pikowanej kurtce

Kolejnym stopniem jest nowicjusz - posiada on większe niż kandydat prawa, ale także i obowiązki. Kandydat musi aktywnie uczestniczyć podczas pokazów w życiu obozowym, powinien także posiadać jakieś elementy zbroi np. przeszywany kaftan stanowiący pierwszy element zbroi, który każdy musi mieć.

- Z reguły w średniowieczu stalą okuci byli tylko najbogatsi rycerze, natomiast głównym uzbrojeniem biedniejszych była właśnie ta pikowana kurtka zwana przeszywańcem, która oprócz tarczy stanowiła często jedyną ochronę korpusu oraz rąk - wyjaśnia Piotr Radzik, wiceprezes Sądeckiego Rycerstwa Zakonu Księżnej Kingi.

Brat w hełmie i pancerzu

Po rocznym lub półtorarocznym stażu nowicjusz mianowany jest specjalnym glejtem na uroczystym zgromadzeniu na brata.

Brat ma obowiązek skompletowania sobie prawie pełnego rynsztunku bojowego, na który składają się rękawice, całe nogi płytowe, nagolennice tzw. bigwanty oraz oczywiście osłony rąk, osłony dłoni, a także hełm i pancerz na korpus.

W bitwach czy pokazach brat może uczestniczyć dopiero po ukończeniu 18. roku życia, ponieważ są to niereżyserowane kontaktowe walki.

Stopniem wyższym jest starszy brat, który ma obowiązek przede wszystkim wyróżniać się wiedzą historyczną. Musi wiedzieć, czym się zajmuje i co odtwarza, znać poszczególne elementy uzbrojenia, historię powszechną rycerskiego średniowiecza, którą, jak większość naukowców uważa, należy liczyć od bitwy pod Hastings w 1066 roku.

Najwyższy stopień struktury stanowi rycerz. Zarówno starszy bart jak i rycerz mają prawo już do bezpośredniego uczestnictwa nie tylko w pokazach, ale i turniejach. Wiąże się to także z większymi obowiązkami - trzeba poświęcić dużo czasu swojemu treningowi oraz treningowi nowicjuszy, braci, a także kandydatów głównie w treningu bojowym.

Dwórka z jałmużniczką

Do bractwa należą także kobiety. W ich przypadku także obowiązuje pewna hierarchia historyczna.

Kandydatka musi skompletować sobie podstawowy strój, na który z reguły składają się sznurowane nogawice oraz tzw. giezło, czyli cienka lniana suknia z paskiem. Dobrze odebrane będzie, jeśli skompletuje sobie także jałmużniczkę, czyli specjalny rodzaj materiałowej sakiewki, z reguły są to bardzo ładnie wyszywane torebki z lnu i wełny, które każda dama powinna sama przygotować.

Jeśli kandydatka będzie miała odpowiedni strój, po stażu półrocznym lub rocznym zyskuje tytuł dwórki. Natomiast najwyższym stopniem jest już pełnoprawna dama dworu. Do jej obowiązków należy przede wszystkim utrzymanie dobrych relacji w ramach stowarzyszenia. Dama uczestniczy w pokazach dworskich, ucztach dworskich.

- Często, kiedy jesteśmy zapraszani na tego typu imprezy, to właśnie dama pełni taką funkcję reprezentacyjną. Jeżeli chce się rozwijać w kierunku bojowym, to z reguły u nas występuje to pod postacią łucznictwa – dodaje Radzik.

Starosądeckiemu Bractwu towarzyszy także sokolnik, który w swojej hodowli posiada kilka sokołów wędrownych, kilka sów, ptaków hodowanych typowo w średniowieczu oraz grajkowie, stanowiący miłe urozmaicenie pokazów.

Zbroje wykuwane ręcznie

Spotkania w siedzibie bractwa odbywają się dwa razy w tygodniu: w piątki o godz. 18. i w soboty o 14.

Piątek to dzień treningowy, trening ten opiera się głównie na przygotowaniu bojowym. Odbywają się także wtedy warsztaty szycia, a każdy potrzebujący pomocy w nadrobieniu zaległości, otrzyma ją od współbraci.

Sobotnie spotkania składają się z kilku elementów, a pierwszym z nich jest wprowadzenie, na którym omawiane są bieżące sprawy, wyjazdy na pokazy i turnieje.

Kolejny to przede wszystkim próba średniowiecznych tańców dworskich.

Następnie, sekcja łucznicza oraz sekcja bojowa doskonalą swoje dotychczas już zdobyte umiejętności. Przeważnie na zewnątrz, lub na sali treningowej toczone są wówczas pojedynki, które stanowią pewnego rodzaju sprawdzian nabytych wcześniej umiejętności.

Niemal wszystkie stroje znajdujące się w siedzibie zostały wytworzone przez członków bractwa, przy pomocy średniowiecznych technik: młotków bukowych, kolistych młotków metalowych, przy pomocy których na zwykłych pniakach odpowiednio wyciętych formuje kawałki stalowej blachy.

- Kupno zbroi to kwestia kilku, kilkunastu tysięcy złotych, dlatego większość rzeczy staramy się wykonywać własnoręcznie. Jesteśmy chyba jedynym bractwem na terenie Małopolski, które pozwala ubrać się w całości w zbroje, jeżeli ktoś wyrazi taką chęć. Większość Bractw tego nie robi, ponieważ zbroje wystawione chociażby na działanie dotyku, bardzo szybko rdzewieją - mówi Radzik

Bractwo uczy odpowiedzialności

- Nasze wyjazdy dzielą się na dwa etapy: kiedy my jako stowarzyszenie, wypełniając nasze cele statutowe zajmujemy się kwestią edukacyjną, czy kwestią zabawową, kiedy podczas uczestnictwa w jarmarku czy festynie, gdzie znajduje się od 400 do 1500 osób, w jakiś sposób trzeba zająć im czas, zabawić ich. Natomiast jeśli chodzi o turnieje, to wygląda to trochę inaczej. Wtedy przyjeżdżają też inne bractwa. Z reguły wtedy już jest współzawodnictwo, a potem jakaś integracja, bardzo często w formie średniowiecznej uczuty, szczególnie kiedy gościmy na jakimś zamku – dodaje.

Bractwo współpracuje z różnymi lokalnymi organizacjami, jak chociażby ze Stowarzyszeniem na Rzecz Osób Niepełnosprawnych „Gniazdo” w Starym Sączu, starosądecką biblioteką publiczną. Aktywnie uczestniczą także w różnego typu marszach, także tych o charakterze patriotycznym i historycznym. Co roku uczestniczą także w misterium Triduum Paschalnego, pełniąc wartę honorowa przy grobie.

Oferta bractwa skierowana jest do osób zainteresowanych historią, ale także tych, które szukają jakiejś swojej innej, alternatywnej ścieżki życiowej. Również do tych, którzy mających jakiś kryzys związany z tym kim są, kim chcą być.

W szeregach bractwa wiele osób przechodzi zauważalną przemianę, sprawdzają sami siebie, swoje możliwości. Młodzi ludzie uczą się odpowiedzialności oraz tego, jak funkcjonować w większym środowisku. Działanie w bractwie rycerskim to nie tylko zwycięstwa, walki, ale dość często to ciężka praca, mnóstwo siniaków, ponadto częste, gorzkie porażki, które po prostu trzeba znosić.

Joanna Myjak
Fot. Joanna Bazielich

Jan Duda

Wypowiedz się w tej sprawie