Musiałem być na tej sesji Rady. Podszedłem w zwyczajowej czapce-niewidce. Pod Kasztanem natarł na mnie rój trzmieli i dzikich pszczół. Tam to dzieje się … Chciałem pogadać z mieszkańcami, ale pewien szerszeń był mocno upierdliwy i wygonił mnie do holu ratusza. Strażnicy uciszyli intruza gaśnicą pianową, ale szerszeń przeżył. Nie życzmy nikomu nagłej śmierci, nawet gdy czyni nam źle.
Z racji poprzedzających wypadków wszedłem rozczochrany do sali ratuszowej. Nadziałem się od razu na ciekawą część sesji, a ona była nawet „nadzwyczajna” z okazji ważnego uhonorowania i lekcji religii.
Odbywała się laudacja na cześć Pana Andrzeja Czerwińskiego: posła, prezydenta, radnego, ministra, wiceministra, ojca, męża, menedżera, dziadka, inżyniera, szwagra, piłkarza, brata, sądeczanina i wreszcie człowieka.
Ile tytułów może zebrać pojedynczy człowiek w jednym życiu? Dużo. To kwestia rozmachu. No i poetyki sądeckich sesji.
Pan Prezydent wygłosił zgrabną laudację i na tym mogło się skończyć. Ale do mikrofonu „podszedł”… Pan Radny Ziaja Krzysztof. Nie certolił się. Nie porównuję go do tego szerszenia. Chciał dobrze. Ale czy na pewno tak wyszło?
Ogłosił, że nie ma „moralnego prawa” oceniać Pana Andrzeja Czerwińskiego. Moralne prawo? Dlaczego? To brzmi dwuznacznie. Co takiego uczynił Pan Czerwiński, że Pan Radny Ziaja zastosował taką ambiwalencję? Co on wie o przeszłości Pana Czerwińskiego? Dopiero potem zrozumiałem jaki to kontekst…
No i jeszcze mówi, że „Pan Andrzej Czerwiński był jaki był”. To jaki był Pan Andrzej Czerwiński, skoro „był jaki był”? Jaki „był”, do diabła? Czy Pan Radny Ziaja rozumie znaczenie słów?
Pan Czerwiński zakręcił się na krześle, a ja miałem ochotę zakrzyknąć do Pana Ziai: proszę mówić wszystko, jak leci!
Ale wtem Pan Radny Ziaja zmienił front. Mówił nadal ezopowo. Rzekł, że Pan Czerwiński przeszedł z fazy „lubiany” do fazy „lubiany i podziwiany”. Sprytna konstrukcja, ale znów zagadka.
Lubienie nie jest równe podziwowi – to jasne. W literaturze polskiej i filmie mamy na to liczne przykłady: Nikodem Dyzma, Jan Piszczyk, Franek Dolas, Adam Miauczyński, no i Cześnik Raptusiewicz.
Z fazy lubienia do podziwu przechodzili zaś: Andrzej Kmicic, Jacek Soplica oraz Mateusz Birkut. Czy przejdą do takiej fazy Jarosław Kaczyński i Donald Tusk? Tego nie wiemy, ale cała Polska ma taką nadzieję!
Pan Radny Ziaja jest niezwykle erudycyjny i ma gadane… I to wszystko „we współczesnym świecie” – tak mówił. Afekt czy perwersja? Przyjaźń czy kochanie?
Pan Radny Ziaja chciał zaprezentować Pana Czerwińskiego niechybnie jak Chodkiewicza przedstawiano po bitwie chocimskiej. Mocna sprawa. Przerzut nie jest ważny. Ciekawe, co na takie laudacje powie Pan Czerwiński. Czy będzie kontent? Mimo wszystko.
A Pan Kądziołka stwierdził krótko, że nad honorami dla Pana Czerwińskiego klub naszych sądeckich PiS-owców będzie głosował „zgodnie z przekonaniami”. Dobre. Mogli zabić, a dają jednak cukierka. Jak Stalin – zachowali się hojnie. Nie ogłosili dyscypliny klubowej.
Wreszcie przemówił Pan Radny Artur Czernecki, Falkowa Rex. Nie wymienił jednak nazw wszystkich sądeckich potoków, w których rozlewała się powódź w naszym mieście, a Pan Czerwiński był przy wszystkich powodziowych potokach. Rzekł Pan Radny: „Byłem niejednokrotnie świadkiem rozmów jego”. No i że był „szczególnie działający”.
A Pani Mularczyk trochę przekornie. Miała wyrzuty, ale podyktowała je zgrabnie: że to, że tamto. A tak w ogóle – że mu się nie należy. Pan Radny Gajdosz nie miał wątpliwości o zasługach na wielu płaszczyznach. Pan Czernecki był zgodny.
Nikt jednak rzucił na spontanie, że trzeba podrzucać Pana Andrzeja Czerwińskiego w górę, na środku sali, jak po wygranym meczu i strzelonej bramce. To by się dopiero działo. Media obiegłyby te kadry. Szkoda.
Wniosek jest prosty – trzeba przygotowywać się do przemówień i laudacji. Jeszcze lepiej! Czy ktoś ma w naszym mieście kompetencje, aby przygotowywać naszych radnych do takich laudacji? Kurka wodna!
Niech mi będzie wolno, więc i ja uhonoruję Pana Czerwińskiego kurkową nagrodą. Tak dla zrównoważenia tych sesyjnych laudacji. Od ciśnienia kręci się w głowie i trzeba je upuścić.
Pan Andrzej Czerwiński otrzymuje ode mnie honorową „kurkową wiewiórkę”!
Dodam, że trzy wiewiórki to jeden chomik, a trzy chomiki to jeden bóbr. Pamiętamy to wszyscy z przedszkola. Każda wiewiórka się liczy!
Coś tam jeszcze było na sesji. Zmieniali statut jakiejś spółki. Będą powoływać wicedyrektora w spółce sportowej. Czy rzeczywiście potrzeba do tego specjalnej sesji Rady? Pan Radny Targosz o coś pytał. Nie zrozumiałem – to za duże kaskady jak dla mnie. Coś sugerował, ale zawiesił sprawę w próżni. Coś chyba nie gra w STBS „Na Zakolu Dunajca”. Tam także trzeba wicedyrektora, wedle Pana Targosza.
Potem było wreszcie o lekcjach religii. Wszyscy brali pod dwa czasy. Takie to było ważne. Licytowali grubo. Wygrała na punkty zdystansowana dewocja. Podaje od razu wynik, aby się nie drenować i nie przyspieszać czytania.
Pan Radny Rybski o czymś mówił, a nawet protestował. Coś wspominał. Ale o co mu szło? Nie wiem. Zdaje mi się, że był „za, a nawet przeciw”. Był za wychowaniem katolickim i lekcjami WF-u, a przeciw lekcjom religii i WF-u na końcu zajęć. A może odwrotnie? Ja nigdy nie byłem dyrektorem szkoły, ale i jemu nie było wówczas łatwo. Zapamiętałem diagnozę: było i jest „chore”. Dał jednak receptę wychowawczą: odmawiać pacierz z dziećmi i chodzić po górach.
Całkiem jasno w tej sprawie wypowiedział się Pan Radny Rogóż. Oświadczył, że religia uczy szacunku, patriotyzmu i uczciwości. Ciekawa definicja – nic bowiem nie ma o Bogu. Potem wyjawił, że na tej sali są tacy, którzy zaprzeczają nauce religii. Kogo miał na myśli? Nie powiedział. Można się domyślić. W Porębie jest ciągłe napięcie.
Pan Radny Targosz był bardzo retoryczny. Zadawał liczne pytania, które po kolei zawieszał w retorycznej próżni. Potem zdemaskował Pana Prezydenta, że uchwala coś, aby wyszło: „patrzcie, jaki jestem dobry”. Pan Prezydent działa „fasadowo” i wreszcie uchwali, że „można oddychać”. Pan Targosz był bardzo zadowolony z tej metafory. Ładne to było. Rośnie nam sądecki Cyceron.
Pan Radny Olesiak stwierdził, podobnie jak Pan Radny Ziaja, że „nie ma moralnego prawa”, aby zabierać dzieciom lekcje religii. Wybrzmiało to po raz drugi na tej sesji. No i wreszcie zrozumiałem! Sądeccy radni czytają Immanuela Kanta – on wszak pisał: „Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie”. Mocne sprawy.
A Pan Radny Gieniec mówi tak poruszająco. Artykulacyjnie jest nienaganny. Mnie się to podoba i chciałbym tak przemawiać. Aha, Pan Gieniec cytował celnie Zamojskiego i mówił o miłości. Tego się słuchało… Pan Gieniec wygłaszałby wspaniałe homilie.
Dla Pana Radnego Ziai „tematyka religii jest bardzo bliska”, a uchwała „tak po ludzku się zgadza”. Potem bezkompromisowo wziął w obronę sądeckich katechetów. Szlachetne z jego strony, ale „ten typ tak ma”. On zawsze „daje cukierka”.
Pan Radny Dyrek zazwyczaj mało mówi, ale tym razem przemówił. Błyskotliwie porównał lekcje religii do matematyki – i to w kontekście rynkowym. Ja to ledwo zrozumiałem i traktowałem jak swój sukces. Cytował gęsto papieża.
Pan Radny Czernecki był wyjątkowo sekularny, zachowując jednak stały komponent dewocyjno-klerykalny. Potem ukradkiem odczytał strzeliste fragmenty: wiara powinna być wyborem serca i sumienia; powinniśmy stawiać na świadectwo życia, dialog i otwartość. Mocne.
Potem Pan Radny Czernecki wezwał do rozwijania u sądeckich dzieci kompetencji cyfrowych, emocjonalnych i społecznych oraz do zachowania równowagi programowej. No i ważna jest robotyka. Zdawało mi się, że po sali przeszedł szmer – nie pomruk, a szmerek zadziwienia. Powiedział też, że jest w stałym kontakcie z kurią.
Wyszedłem z ratusza oszołomiony. Nie kryję – zatoczyłem się wielkim łukiem przez cały rynek. Wtem podjechała dorożka z dwoma białymi końmi. Woźnica wskazał gestem kolistym, bym wsiadał. Zasiadłem.
Jechałem w kierunku Falkowej, a konie popierdywały wesoło.
Adam Kurek


























































































































































































































