Słuchaj, kićka, czyli z Religą przy stole

Słuchaj, kićka, czyli z Religą przy stole

W filmie „Bogowie” o pionierskich, dokonanych w latach 80. przez zespół prof. Zbigniewa Religi, udanych przeszczepach serca w Polsce, pada zdanie, że pierwszymi pielęgniarkami, zatrudnionymi w klinice kardiologii w Zabrzu, były dziewczyny z Nowego Sącza.

Na ekranie pokazano trzy, ale w rzeczywistości było ich więcej. Oto nazwiska, które udało się ustalić: Krystyna Abramczyk, Zofia Ciuła, Ewa Dzięgiel, Maria Klimczak, Jadwiga Nędza, Anna Nosal, Krystyna Obrzut, Elżbieta Ogórek i Grażyna Tokarz. Wszystkie one trafiły na oddział kardiologiczny, zaś jedyną, która wylądowała na kardiochirurgii u samego prof. Religi została Bogumiła Ciarach z Grybowa.

Zebranie na wagę życia

Tradycji pielęgniarsko-lekarsko-medycznych w rodzinie nie miała żadnych. Ale kiedy jej ojciec nie otrzymał wystarczającej pomocy i umarł, postanowiła, że wyuczy się w tym kierunku. Liceum medyczne wybrała zatem ze względów egoistycznych, żeby nieść pomoc rodzinie i znajomym, ale kiedy je ukończyła, krąg osób, którym była w stanie pomóc, ogromnie się poszerzył.

Wybrała liceum medyczne ze względów utylitarnych, ale w trakcie nauki przyszło zamiłowanie do tej pracy. Dziś, kiedy kształcenie pielęgniarek odbywa się głównie w trybie pomaturalnym, policealnym i podyplomowym trzeba wyjaśnić ideę dawnych liceów medycznych. Były to placówki łączące przedmioty licealne i zawodowe. Dlatego nauka w medyku trwała 5 lat, a nie standardowe 4, jak w zwykłym liceum ogólnokształcącym. Nauka nie tylko, że trwała o rok dłużej, ale ze względu na to, że uczennice (bo były to niemal wyłącznie dziewczyny) musiały opanować także przedmioty zawodowe oraz odbywać praktyki w szpitalach – godzin lekcyjnych było nie 6 dziennie, lecz przeważnie 8. Uczniowie zwykłych LO wychodzili ze szkół zazwyczaj przed godz. 14, a uczennice medyków – po godz. 15.

Wiosną 1984 r. odbyło się w nowosądeckim medyku zebranie, które zadecydowało o życiu Bogumiły. Obie piąte klasy spędzono przed oblicze pana, którego przedstawiono jako doktora nauk medycznych Stanisława Pasyka, dyrektora Wojewódzkiego Ośrodka Kardiologii w Zabrzu. A on ogłosił nabór pielęgniarek do tego szpitala. Na pewno roztaczał mit Śląska jako miejsca, w którym spodziewać się można lepszych zarobków oraz krótszej ścieżki do własnego mieszkania. No i próbował znęcić wizją pionierstwa, na jakie miała się porwać nowa klinika kardiologiczna w Zabrzu. Mieli tam pracować zdolni lekarze, prosto po stażach w najlepszych ośrodkach zagranicznych, nawet w USA, ludzie pełni entuzjazmu i kipiący najnowszymi ideami. Zaś za dewizy zarobione na sprzedaży węgla niebawem miał tam trafić najlepszy dostępny wówczas sprzęt na świecie.

Pytanie: dlaczego dyrektor Pasyk, wkrótce profesor Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach, zarzucił sieć na pielęgniarki właśnie w Nowym Sączu, skoro liczne licea medyczne funkcjonowały przecież znacznie bliżej? Bogumiła Ciarach tłumaczy, że nowosądecki medyk miał wtedy bardzo dobrą opinię. A skąd o tym wiedział akurat Pasyk? Odpowiedź jest prosta: bo pochodził z Zamieścia koło Tymbarku!

Z hurtowni szampanów na kardiochirurgię

Dlaczego Bogumiła zareagowała na wezwanie dyrektora Pasyka? Po pierwsze, dlatego, że zgłosiły się jej najbliższe koleżanki: Krysia Abramczyk i Ewka Dzięgiel. Ta druga tak bliska, że wkrótce także bratowa. A po drugie, dlatego, że uwiodła ją wizja wzięcia udziału w wyjątkowym projekcie.

Ale dlaczego tylko ona z gromadki absolwentek nowosądeckiego medyka wylądowała w zespole kardiochirurgicznym prof. Religi? Bo sobie pojechała na Węgry. Ale nie na wycieczkę turystyczno-krajoznawczą, lecz do roboty. W szeregach OHP, czyli Ochotniczego Hufca Pracy. A robota była szampańska, bo w hurtowni szampanów.

Toteż właśnie z powodu chęci zysku Bogumiła stawiła się w Zabrzu dopiero we wrześniu 1984 r., czyli miesiąc po koleżankach, które zagospodarowano na kardiologii. A ona w czasie rozmowy kwalifikacyjnej zawinszowała sobie, że wolałaby kardiochirurgię. Bo jak mówi, już w trakcie praktyk szkolnych w szpitalu w Nowym Sączu „dostała bakcyla”. Czyli najbardziej spodobało jej się na bloku operacyjnym. Więc gdy nareszcie zjawiła się w Zabrzu, to trafiła pod skrzydła pielęgniarki oddziałowej bloku – Małgorzaty Kłosiewicz.

I to ona zaprowadziła kandydatkę do gabinetu Religi, który nie był jeszcze wtedy profesorem, lecz dopiero docentem. Padły konwencjonalne zdania, a w efekcie ten odważny, jak się miało wkrótce okazać, chirurg przyjął do zespołu 20-letnią, świeżo upieczoną absolwentkę. Wprawdzie jeszcze zieloną, ale też przecież bez rutynowych nawyków, taką, którą mógł dopiero ukształtować na miarę potrzeb i wymagań. Miała być instrumentariuszką.

Porywy serca

Ale nie mogła od razu stanąć przy stole, bo (…)

Cały tekst Ireneusza Pawlika przeczytasz w świątecznym wydaniu „Dobrego Tygodnika Sądeckiego”. Za darmo!

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY
Play Video about Ewa Nowel

Kiedy zobaczysz ten film na pewno zagłosujesz na Ewę Novel 

Play Video about Jubiler Sezam Nowy Sącz

Jubiler Sezam – majówka rabatów

Temat dnia

GENIALNI LOKALNI GLOBALNI

BIZNES MISJA

Najczęściej wyświetlane

Reklama

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.