Rozmowa z PAWŁEM MOTYKĄ - zastępcą komendanta miejskiego PSP w Nowym Sączu

- Sporo ostatnio doniesień o pożarach w naszym regionie.

- Kiedy spada temperatura, zaczyna się sezon grzewczy, to zaczynają się pożary ściśle z tym związane. Pierwsza grupa, to pożary sadzy w kominie. W ostatnim czasie nie było dnia, żebyśmy nie wyjeżdżali do takiego pożaru. W kilku przypadkach zdarzyło się, że byliśmy wzywani do pożaru sadzy, a okazywało się, że już niestety płonęły poddasza. Często ogień rozprzestrzenia się też w takiej sytuacji na pomieszczenia mieszkalne. Przykładem może być pożar w miejscowości Dubne. Druga grupa pożarów to te, do których dochodzi w kotłowniach. Niestety kiedy pali się w normalnym piecu, to są tam elementy, które się nagrzewają. Mamy tendencje przechowywania materiałów palnych, jak tektury, gazety, drewno zbyt blisko pieca. To powoduje, że gdy czasem z pieca coś wypadnie lub po prostu materiał jest za blisko i nagrzeje się, może dojść do zapalenia. Takie pożary były między innymi w Paszynie, czy Wielopolu. Często kotłownie są na poziomie piwnic, a obok garaże i może zostać uszkodzony nawet samochód. Dym ma też tendencję do unoszenia się do góry i kiedy pali się w piwnicy, to dostaje się on do mieszkania, a to jest sytuacja bardzo niebezpieczna.

- Czy są jakieś inne zdarzenia, które dominują w sezonie grzewczym?

- Kiedy robi się chłodniej, to pojawiają się też interwencje związane z tlenkiem węgla. W tym roku było ich ponad osiemdziesiąt. Z tego w około dziesięciu przypadkach mieliśmy osoby poszkodowane, u których podejrzewano podtrucie i które zabierano
do szpitala na obserwacje. W ostatnim tygodniu choćby w Kunowie, czy Nowym Sączu pojawiły się zasłabnięcia związane z tlenkiem węgla. Kobieta zasłabła w trakcie kąpieli. Mąż ewakuował ją nieprzytomną z łazienki. Ona trafiła do szpitala, a my wykryliśmy w mieszkaniu wysokie stężenie tlenku węgla. W innym miejscu przy kąpieli zasłabło 8-letnie dziecko.

- Jak możemy przeciwdziałać tym wszystkim sytuacjom?

- Po pierwsze - usuwać zanieczyszczenia z kominów. Najczęściej sadza pali się przy piecach opalanych paliwem stałym. Są tereny w powiecie nowosądeckim, gdzie nie ma innej możliwości ogrzewania, bo nie ma gazu, a inne alternatywne źródła ciepła są droższe, więc ludzie palą cały czas węglem i drewnem. Polskie przepisy budowlane mówią, że w takim przypadku przewody kominowe trzeba czyścić z częstotliwością nie mniejszą niż cztery razy w roku, czyli nie rzadziej niż raz na trzy miesiące.
W sezonie grzewczym radziłbym to robić nawet częściej. Warto usuwać zanieczyszczenia i przeglądać kominy, bo niebezpieczne są też różnego rodzaju pęknięcia, przez które mogą się wydostać iskry, czy tlenek węgla. Warto też przeglądać piece pod kątem niesprawności, nieszczelności, czy przerdzewienia. Przed sezonem grzewczym dobrze to wszystko sprawdzić.

Druga rzecz to porządek w kotłowni. Trzeba pamiętać, że materiał palny należy trzymać w bezpiecznej odległości, najlepiej kilkumetrowej, od elementów nagrzewających się. Często jest na przykład tak, że suszymy mokre drewno na piecu i ono się zapala. Jeśli chodzi o tlenek węgla, to oprócz przeglądów dymowych, wentylacyjnych, piecyków grzewczych należy zaopatrzyć się w czujnik tlenku węgla. Trwa kampania „Czujka na straży Twojego bezpieczeństwa”. Ponieważ tlenek węgla jest bezbarwny, bezwonny i bez smaku, warto mieć urządzenie, które wykryje już minimalne stężenia. Jeśli coś się dzieje, to urządzenia da znać, co pozwoli odpowiednio wcześnie zareagować.

- Czy możemy sami próbować ugasić pożar sadzy?

- Najlepiej od razu zgłosić to straży pożarnej. Dyżurni pewnie wydadzą instrukcję, żeby nie gasić wodą takiego pożaru. Najlepiej pozamykać w piecu wszystko, co się da, aby zmniejszyć dopływ powietrza i może proces spalania ustanie. Najczęściej jednak jest tak, że jak już pożar rozwinie się w kominie, to potrzebna jest straż.
Jeśli ktoś nie zauważy w porę takiego pożaru, to może nawet dojść do popękania komina. Z reguły dajemy zalecenia po pożarach sadzy, aby mistrz kominiarski, czy ktoś z uprawnieniami, sprawdził, czy wszystko nadaje się do użytkowania.

- A co kiedy ogień pojawi się już wewnątrz domu? Co można zrobić oprócz zadzwonienia na numer alarmowy?

- Jeśli pożar jest w początkowej fazie, to można go próbować gasić choćby gaśnicami, ale jeżeli to już jest pożar rozwinięty, to najlepiej nie ryzykować i ewakuować się jak najszybciej, żeby uratować to, co najcenniejsze, czyli życie. Ważne, żeby nikt nie został wewnątrz. Mienie ratuje się potem, to nie jest rzecz najważniejsza. To zawsze można odbudować, odkupić, natomiast jeśli ktoś zginie, czy się poparzy, to tego już nie odwrócimy. Ten rok jest tragiczny, jeśli chodzi o ofiary śmiertelne pożarów, bo były już cztery. Trzy w ubiegłym sezonie grzewczym: w Siedlcach, Skrudzinie i w Witowicach. Niedawno zginął bezdomny w Nowym Sączu. W przypadku pożaru ważne, by szybko zawiadomić straż i zachowując spokój, choć to trudne, opisać dokładne miejsce pożaru. Warto podać jakiś charakterystyczny punkt, który ułatwi nam dojazd, bo często sam numer domu niewiele mówi, a musimy dotrzeć jak najszybciej.

Czytaj „Dobry Tygodnik Sądecki” - kliknij i pobierz bezpłatnie cały numer:

WIŚMAŁA2020

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.