SCENA SŁOWIK: Hawraman. Puszczanie latawców [RELACJA]

SCENA SŁOWIK: Hawraman. Puszczanie latawców [RELACJA]

Wieczór, choć pozornie zwyczajny, krył w sobie wielkie obietnice – tajemniczą aurę, zapowiedź uczty, jakby zarezerwowanej wyłącznie dla wybranych. Michał Chojecki (Koncerty na dworze/polu) i Maciej Szajkowski, magicy chwil niezwykłych, otworzyli wrota do tej wyjątkowej podróży, do twórczości zespołu Hawraman, którego brzmienia, niczym zaklęcia, przeniosły nas w surowe, górzyste pejzaże Kurdystanu – dalekie od blichtru muzycznego mainstreamu, ale pełne głębokiego szacunku dla natury i historii tego małego-wielkiego świata.

Spóźniony Słowik, tym piękniejszy, im mocniej wychodzi poza coś więcej niż tylko miejsce, stał się portalem do odległych krain. To nie był zwykły koncert; to był rytuał: celebracja piękna, prostoty, natury i duchowego sprzężenia z przeszłością – subtelny dialog z czasem, gdzie minione splatało się z teraźniejszością w magicznym uścisku dźwięków. Mieliśmy niezwykły przywilej doświadczyć tej muzycznej podróży, w której eteryczny wokal Adela Naderiego oraz melodie dobiegające z tak egzotycznych instrumentów, jak setar Foada Pishvy i daf Arada Emamgholiego, wirowały w przestrzeni, nie tracąc przy tym kontaktu z rzeczywistością.

Adel Naderi | Fot. Bartosz Szarek

I wtedy naszła mnie myśl, że może ten wieczór wcale nie był tak „nie nasz”, jak pierwotnie zakładałem. To jak puszczanie latawca – wiecznie żywy symbol, czytelny pod każdą szerokością geograficzną, który przypomina, by mierzyć wysoko, stawiać sobie najdalsze cele, ale nie zapominać o korzeniach, o tym, skąd wyszliśmy i gdzie stoimy.

I tak oto twórczość Hawraman przez niemal dwie godziny wypełniała przestrzeń, przenosząc nas w odległe miejsca, ale i w głąb nas samych. To, co z początku zdawało się być zwykłym występem, szybko przerodziło się w coś niezwykle intymnego – jakby każdy dźwięk miał w sobie kod, który rezonował z czymś głęboko ukrytym. Setar Foada Pishvy zdawał się prowadzić nas po delikatnej linii między wtedy a teraz, a rytmiczne uderzenia dafu Arada Emamgholiego trafiały w serce z nieuchwytną precyzją. Jednak to wokal Adela Naderiego reżyserował obraz środowego wydarzenia – jego głos, miejscami surowy, miejscami pełen duchowej głębi, unosił się ponad wszystkim, niczym pradawna opowieść niesiona wiatrem. Brzmiał jak echo minionych czasów, a jednocześnie miał w sobie tę świeżość, która mogła przemówić do każdego, bez względu na pochodzenie. Jego śpiew nie tylko malował wieczór, ale wyznaczał granice świata, które na chwilę udało nam się przekroczyć – świata, gdzie duch i natura mogą współistnieć w doskonałej harmonii.

Foad Pishva, Adel Naderi i Arad Emamgholi | Fot. Bartosz Szarek

Hawraman to prawdziwe studium emocji, gdzie każde uderzenie, szarpnięcie czy wokaliza pchają nas coraz głębiej – nie tylko w świat kurdyjskiej tradycji, ale i naszych własnych wspomnień i doświadczeń. Ten koncert miał w sobie coś, co wykraczało poza zwykłe doznania słuchowe. Był jak proces odnajdywania harmonii w chaosie codzienności – przewodnik, który pokazywał, że piękno może być jednocześnie prostotą i tajemnicą, a to, co lokalne, może kryć w sobie uniwersalny wymiar.

Wydarzenia organizowane przez Michała Chojeckiego zawsze niosą za sobą coś więcej niż muzykę – tym czymś jest doświadczenie, które rezonuje w duszy i zapada w pamięć. Adel Naderi, Foad Pishva i Arad Emamgholi podarowali nam niepowtarzalną okazję, by przekonać się na własne uszy, jak głęboka, bogata i bliska może być etniczność. Ten wyjątkowy rodzaj muzycznej alchemii sprawił, że publiczność nie tylko wysłuchała, ale także poczuła się częścią czegoś większego, nieuchwytnego, co wykracza poza czas.

Foto/wideo: Bartosz Szarek

Filmoteka dts24

217 Videos