Sandecja przełamała złą passę

Kolejna wygrana Sandecji w Fortuna 1 Lidze. W piątkowy wieczór "Biało-czarni" rozgrywali swoje wyjazdowe spotkanie z Miedzią Legnica. Po końcowym gwizdku Daniela Kruczyńskiego sądeczanie mieli spore powody do radości, ponieważ przełamali serię sześciu kolejnych meczów poza Nowym Sączem bez zwycięstwa.

wsb3

Szkoleniowiec gości, Tomasz Kafarski postawił na niemal taki sam skład, jak w dwóch ostatnich domowych meczach. Jedyną, wymuszoną zmianą było pojawienie się na boisku Radosława Kanacha w miejsce zawieszonego na trzy mecze Macieja Małkowskiego. Nieco więcej roszad dokonał Dominik Nowak; do składu powrócił Artur Pikk, na przeciwnym skraju obrony zagrał Paweł Zieliński, a od pierwszej minuty szansę otrzymał Patryk Makuch. Warto przypomnieć, że legniczanie ostatnie spotkanie rozgrywali dwa tygodnie temu, przeciwko GKS-owi 1962 Jastrzębie. W tamtym starciu padł remis 2-2.

W pierwszych minutach gry oba zespoły starały się jak najszybciej zyskać przewagę, co było widać w kolejnych atakach. Najgroźniej pod obiema bramkami było po próbach Walskiego, Pikka i Łukowskiego, którzy pozwalali wykazać się bramkarzom w dogodnych sytuacjach. Swojego szczęścia próbowali także m.in. Gabrych, oraz Kanach, a u przeciwników Ojamaa i Kort. Z upływem czasu to sądeczanie zaczęli sprawiać wrażenie mających optyczną przewagę. Oprócz tego skutecznie radzili sobie z przerywaniem kontrataków rywali.

Drugi kwadrans stał pod znakiem coraz większej liczby okazji ze strony Miedzi; szczęścia zabrakło kolejno Marquitosowi i Makuchowi. Groźnie pod bramką Sandecji było też w 25 minucie; wówczas niewiele brakowało, a interwencja jednego z obrońców "Biało-czarnych" po dośrodkowaniu Korta skończyłaby się trafieniem samobójczym. Na szczęście dla gości futbolówka nieznacznie przeleciała ponad poprzeczką. Powody do rozczarowania na ławce rezerwowych gości były 240 sekund później, kiedy po wrzutce Chmiela z prawego skrzydła, po którym minimalnie po strzale głową pomylił się Gabrych.

Wspomniany atak sądeczan był jednym z niewielu, kiedy mogli pokusić się o objęcie prowadzenia; znacznie więcej było ich po stronie podopiecznych Dominika Nowaka; niecelnie strzelali Kort i Marquitos, a Bielica z trudem musiał interweniować po próbie zza pola karnego w wykonaniu Makucha. Kilkukrotnie młodego golkipera Sandecji wyręczali dobrze ustawieni obrońcy, którym udawało się blokować strzały swoich przeciwników. Pośród nielicznych okazji gości najczęściej uderzał Gabrych, ale precyzja pozostawiała wiele do życzenia. Jeśli jednak udało się umieścić piłkę w siatce, to arbiter liniowy uznał, że jeden z atakujących piłkarzy "Biało-czarnych" był na pozycji spalonej.

Co nie udało się w pierwszej połowie, udało się na początku drugiej; z lewej strony pola karnego znajdował się Korzym, który pewnym, mocnym uderzeniem dał prowadzenie ekipie gości. Chyba nie w taki sposób ten mecz wyobrażali sobie sympatycy na stadionie im. Orła Białego w Legnicy, którzy nie kryli rozczarowania takim obrotem spraw. Na domiar złego, po pięciu minutach Załuska po raz kolejny musiał wyciągać piłkę z siatki, tym razem po próbie Kanacha wewnątrz pola karnego, w okolicach "wapna". Po serii dwóch skutecznych ciosów Sandecji przebudzili się gospodarze; w 60 minucie, mimo precyzyjnego podania od Śliwy z prawej strony nikt nie był w stanie przechwycić piłki podanej jak na tacy.

Kolejnym udokumentowaniem ofensywy Legniczan była niewykorzystana okazja Šabali; Łotysz stanął naprzeciw Bielicy po tym, jak bramkarz gości sparował futbolówkę przed siebie. Skutek tej okazji był mizerny; piłka poleciała ponad poprzeczkę. Jak się okazało, wszelkie starania Miedzi poszły na marne, kiedy w 65 minucie Walski pokonał Załuskę po tym, jak skrzętnie skorzystał z podania od Gabrycha, który wcześniej przebiegł kilkadziesiąt metrów. Jeśli ktoś myślał, że podopieczni Tomasza Kafarskiego odpuszczą resztę meczu, to musiał czuć się srogo zawiedziony, ponieważ próba Damiana Chmiela z 71 minuty z rzutu wolnego wywołała sporo zamieszania w polu karnym klubu z Legnicy.

W ostatnim kwadransie działo się znacznie mniej w porównaniu do reszty starcia. Warto wspomnieć o minimalnym pudle po główce w wykonaniu Flisa z 84 minuty i ofiarnej interwencji defensywy Sandecji po strzale Śliwy w polu karnym. Gra wyraźnie się zaostrzyła, o czym świadczą pokazane dopiero wtedy dwie pierwsze żółte kartki tego pojedynku, które obejrzeli obaj środkowi obrońcy klubu z Legnicy. Jedną z ostatnich szans w tym meczu miał Klichowicz, który wycelował ponad poprzeczkę, mimo dogodnego miejsca na oddanie uderzenia, a po chwili honorowego gola dla Legniczan zdobył Šabala. Ostatecznie piłkarze z Nowego Sącza mogli odetchnąć z ulgą, ponieważ po raz pierwszy od sześciu wyjazdowych spotkań mogli cieszyć się ze zdobycia trzech punktów.

Miedź Legnica - Sandecja Nowy Sącz 1-3 (0-0)

Bramki: Valērijs Šabala 90+2' - Maciej Korzym 47', Radosław Kanach 51', Michał Walski 65'

Żółte kartki: Božo Musa, Nemanja Mijušković

Miedź: Łukasz Załuska - Paweł Zieliński, Božo Musa, Nemanja Mijušković, Artur Pikk (76' Marcin Warcholak) - Patryk Makuch (58' Maciej Śliwa), Marquitos, Adrian Purzycki, Dawid Kort - Henrik Ojamaa (54' Valērijs Šabala), Jakub Łukowski.

Sandecja: Daniel Bielica - Michal Piter-Bučko, Dawid Szufryn, Marcin Flis - Dominik Kun, Michał Walski, Radosław Kanach, Thiago, Damian Chmiel (90+2' Miłosz Kałahur) - Mariusz Gabrych (76' Mateusz Klichowicz), Maciej Korzym (87' Kamil Ogorzały).

Sędziował: Daniel Kruczyński (Żywiec).

Widzów: 3180

Fot. Jerzy Cebula (zdjęcie archiwalne)

WIŚMAŁA2020

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.