Sandecja gorsza od spadkowicza z Ekstraklasy

Po 2,5 miesiąca przerwy ekipa Sandecji Nowy Sącz wróciła do gry o stawkę na własnym stadionie. Kibice zobaczyli ciekawe widowisko, w którym nie brakowało bramek, dobrych okazji i... kardynalnych błędów. Starcie zakończyło się zwycięstwem gości

WSB2020

Po porażce w Niecieczy w składzie gospodarzy doszło do kilku zmian. Na obronie w miejsce zawieszonego Grzegorza Barana pojawił się Michal Piter-Bučko, Miłosza Kałahura na wahadle zastąpił Adrian Danek, a swój debiut w biało-czarnej koszulce zanotował Brazylijczyk, Thiago. Legniczanie, którzy w zeszłym tygodniu bezbramkowo zremisowali z Odrą Opole zagrali dokładnie w takim samym ustawieniu, co w pierwszej kolejce. Nim zabrzmiał pierwszy gwizdek sędziego kibice wywiesili transparent: "Michałowski i Kozioł - zero honoru... Kasa się liczy, c..j, że spod stołu". To nawiązanie do domniemanym zamieszaniu dotyczącym odejścia bramkarza do Korony Kielce.

Początek spotkania był bardzo wyrównany, piłka krążyła głównie w środkowej strefie boiska. Lekką przewagę optyczną zdawali się mieć gospodarze, a dobre wrażenie na sympatykach Sandecji zrobił nabytek z Ameryki Południowej; dobrze rozgrywał futbolówkę między kolegami z zespołu. Pierwsi zagrozili jednak legniczanie, a konkretniej Ojamaa, który po wrzutce w pole karne uderzył z woleja, a piłka poleciała ponad poprzeczkę bramki. W 14. minucie akcja przeniosła się pod drugie pole bramkowe; Chmiel podał z lewej strony na 20. metr do Thiago, a Brazylijczyk minimalnie chybił.

W drugim kwadransie nadal gospodarze starali się przeważać, a Miedź szukała okazji do kontry. Jedna z nich przyniosła bramkę; Marquitos podał ze środka na lewą stronę do Ojamyy. Estończyk minął dwóch obrońców, po czym uderzył w lewy, dolny róg dając swojej ekipie prowadzenie. Kibice mogli jedynie westchnąć, a sympatycy z sektora F pocieszali zawodników wołając, że "nic się nie stało". W 28 minucie mogło być 1-1. Indywidualną akcją popisał się Małkowski, którego uderzenie na linii pola karnego musnęła poprzeczkę. Chwilę później "Biało-czarni" dopięli swego; bohater ostatniej akcji zagrał wysoką piłkę z rzutu wolnego na głowę Pitera-Bučki, a słowacki obrońca z najbliższej odległości pokonał Załuskę.

Przewaga podopiecznych Tomasza Kafarskiego trwała w najlepsze. W 34 minucie bliski jej udokumentowania był Danek, ale jego próba z 25. metra byłaby liczona jako podwyższenie, gdyby było to rugby lub futbol amerykański (tam punkty liczy się za strzał ponad poprzeczkę). Na 300 sekund przed końcem pierwszej połowy całe starania poszły na marne. Niefortunną interwencją "popisał" się Socha, który czubkiem prawego buta pokonał Bielicę. Futbolówka odbiła się jeszcze od wewnętrznej części prawego słupka, dzięki czemu Miedź ponownie objęła prowadzenie. Zapewne nie w taki sposób z kibicami swojego nowego klubu chciał przywitać się obrońca z numerem 21.

Druga połowa zaczęła się od szaleńczej pogoni sądeczan za wyrównaniem. Świadczyło o tym bardzo ofensywne nastawienie od pierwszych sekund. W 51 minucie znakomitą szansę miał wprowadzony w przerwie Korzym; po podaniu z lewej strony od Kichowicza uderzył z 10. metra, ale dobrą i ofiarną interwencją popisał się obrońca gości. Z czasem do głosu zaczęli dochodzić goście. Pod koniec pierwszego kwadransa tej części gry Danielewicz posłał mocną "bombę" z okolic 25. metra. Bielica popisał się efektowną paradą, dzięki której można było gdzieniegdzie usłyszeć westchnienie będące oznaką spadającego z serca kamienia. Po chwili w poprzeczkę zza pola karnego trafił Marquitos. Na szczęście Sandecji piłka spadła na linię bramkową i udało się ją wybić.

W 67. minucie stężenie jednego wulgaryzmu na trybunach przekroczyło jakiekolwiek normy. To dlatego, że właśnie wtedy Korzym spróbował przelobować Załuskę, który wyszedł zbyt daleko od swojej bramki. Futbolówka trafiła jednak w górną siatkę. Później gra na krótki czas się uspokoiła. Moment spokoju zwiastował jednak, że za moment rozpęta się futbolowa burza. Dwie okazje w ciągu trzech minut zmarnował Makuch; najpierw minimalnie spudłował zza pola karnego, potem nie wyszedł mu lob na wysokości "wapna". Na 4 minuty przed końcem regulaminowego czasu gry Małkowski zagrał z prawej strony do Korzyma, ale i tym razem nie udało się uzyskać upragnionego wyrównania.

Sandecja Nowy Sącz - Miedź Legnica 1-2 (1-2)

Bramki: Michal Piter-Bučko 30' - Henrik Ojamaa 18', Tadeusz Socha 40' (s).

Żółte kartki: Michal Piter-Bučko, Radosław Kanach, Michał Walski, Thiago - Jan Ostrowski, Marquitos, Grzegorz Bartczak, Henrik Ojamaa, Nemanja Mijušković.

Sandecja: Daniel Bielica - Tadeusz Socha, Michal Piter-Bučko, Marcin Flis - Dominik Kun, Radosław Kanach (71' Michał Walski), Thiago, Adrian Danek (77' Bartłomiej Dudzic) - Damian Chmiel (46' Maciej Korzym), Mateusz Klichowicz, Maciej Małkowski.

Miedź: Łukasz Załuska - Paweł Zieliński, Grzegorz Bartczak, Nemanja Mijušković, Artur Pikk - Marquitos (86' Adrian Purzycki), Jan Ostrowski (46' Partyk Makuch), Krzysztof Danielewicz, Petteri Forsell, Henrik Ojamaa - Valērijs Šabala (66' Roko Mišlov).

Sędziował: Paweł Malec (Łódź).

Widzów: 1950.

Fot. J

erzy Cebula

FORD OSO

Wypowiedz się w tej sprawie

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w Polityce prywatności oraz regulaminem, dostępnymi na stronie internetowej.