Dosyć wątpliwe przyjemną atrakcję otrzymali pasażerowie korzystający z usług naszego narodowego przewoźnika kolejowego, którzy zdecydowali się pociągiem pokonać w niedzielę trasę Gdynia Główna – Krynica Zdrój. Musieli oni bowiem przymusowo spędzić kilka nocnych godzin w Warszawie, czego nie uwzględniono wcześniej w scenariuszu tej podróży. Co więcej, przeżyli również chwile grozy, kiedy ewakuowano ich z wagonów, a na peronie tłumnie zaczęli gromadzić się strażacy i funkcjonariusze policji. Dramaturgii całej tej sytuacji dodawał uporczywy zapach spalenizny oraz unoszący się spod taboru dym, który nieprzyjemnie drażnił oczy i bardzo wyraźnie utrudniał oddychanie.
Całe zamieszanie miało miejsce na stacji Warszawa Centralna. Zaalarmowane służby przystąpiły do zapewnienia bezpieczeństwa uczestnikom podróży, a także opanowaniu niebezpiecznych okoliczności. Co tam się wydarzyło? Spod wagonu numer 22 zaczęły wydobywać się szare kłęby, które pochodziły najprawdopodobniej z akumulatorów.
– Na miejscu szybko pojawiły się wezwane służby. Pasażerów ewakuowano z zagrożonego wagonu, ale również z tych sąsiednich. Strażacy polewali wodą elementy, z których wydobywał się dym. Następnie lokomotywa z wagonami ruszyła na stację Warszawa Zachodnia i tam trwało oczekiwanie na kolejną lokomotywę z wagonem zastępczym. Finalnie pociąg relacji Gdynia – Krynica zakończył trasę w Krakowie. Tam od pociągu odpięto trzy wagony zmierzające w stronę Krynicy i one tam utknęły. Pasażerowie już na trasie zostali poinformowani, że po dotarciu do Krakowa będą musieli przesiąść się na inny pociąg o 7:50, czyli czekać 1,5 godziny na kierunek do Krynicy. Do stolicy Małopolski ten skład dotarł około 6:20 – relacjonowała dla DTS24 jedna z pasażerek.
Co ciekawe, to nie pierwsza w ostatnim czasie niewątpliwie dziwna sytuacja, która powoduje duże opóźnienie na tej trasie. W ubiegły czwartek (26 czerwca), tym razem pociąg jadący z Krynicy Zdroju do Gdyni Głównej również utknął nocą w stolicy, a nadprogramowy postój trwał ponad trzy godziny na stacji Warszawa Centralna. Powodem tej „atrakcji” była ponoć awaria urządzenia sterującego ruchem. Z pytaniem o obie opisane powyżej sprawy zwróciliśmy się do zespołu prasowego PKP Polskich Linii Kolejowych S.A i obecnie cierpliwie czekamy na odpowiedź.
Według relacji podróżnych obsługa pociągu wraz z konduktorem robili wszystko, aby w obu tych sytuacjach w jakiś sposób załagodzić negatywne skutki tych niedogodności. Informowali o szczegółach zdarzenia, wynikających z tego powodu problemach, czy po prostu rozdawali napoje. – To nie zmienia faktu, że turyści, którzy przed weekendem wybrali się pociągiem nad morze i wracali w niedzielę, niestety przeżyli swojego rodzaju deja vu. Przecież łącznie niemal dziewięć godzin straciliśmy na oczekiwanie. Na tym jednak nie koniec. Przecież kilka osób zmierzało na lotniska do Krakowa i Katowic. Presja czasu wprowadzała dodatkową nerwowość – dodała pasażerka.
Czytaj także: To nowe miejsce grozy, czy raczej tunel wstydu? [ZDJĘCIA]












































































































































































































































