Sądecczyzna. Marek Żurowski, człowiek „orkiestra”, nauczyciel czterech pokoleń

Sądecczyzna. Marek Żurowski, człowiek „orkiestra”, nauczyciel czterech pokoleń

Marek Żurowski, Łomnica-Zdrój, Piwniczna, nauczyciel muzyki, człowiek orkiestra

– Szkoda, że nie mogli państwo być na naszej ostatniej Wigilii. Moglibyśmy dać koncert czterech pokoleń – mówi w rozmowie z portalem DTS24 pan Marek Żurowski, człowiek któremu setki sądeczan zawdzięczają muzyczne wykształcenie. Mieszka w Łomnicy-Zdroju. Przez 10 lat pracował w piwniczańskim Miejsko – Gminnym Ośrodku Kultury a jeszcze dłużej (bo przez ćwierć wieku) w Orkiestrze Polskiego Radia i Telewizji.

Pan Marek Żurowski jest emerytem. Ma 84 lata. Nauczanie płynie przez jego krew i nie zamierza z tej misji rezygnować. Muzykę kocha ponad wszystko. W uczniach ceni zapał do pracy i pasję. Do dziś przyjmuje uczniów we własnym domu.

– Nauczanie rozpocząłem mając już 20 lat. Najpierw były to krakowskie szkoły: podstawowa, średnia czy obecna Akademia Muzyczna. Dokształcałem ludzi, którzy kochali grać i chcieli się uczyć. Przez 24 lata pracowałem w Orkiestrze Polskiego Radia i Telewizji w Krakowie. Byłem jej inspektorem. Do pracy przyjmował mnie Jerzy Gert założyciel Orkiestry – mówi pan Marek Żurowski w rozmowie z naszą redakcją.

Jak sam przyznaje, dzięki muzyce miał okazję zwiedzić pół świata. Jako aktor-muzyk Teatru Starego w Krakowie często brał udział w artystycznym tournee. W zależności od sztuk były to wyjazdy na Litwę, do Anglii, Francji, Włoch, Hiszpanii. Ale zdarzały się także wyprawy do Ameryki Północnej, Południowej czy Japonii. Miał okazję wystąpić w setkach spektakli, w których grywał na skrzypcach, altówce, mandolinie, saksofonie. Jednym z nich jest przejmująca sztuka „Wybuch” według pomysłu i reżyserii Andrzeja Wajdy.

– Ale niezależnie od wszystkiego miałem swój zespół, który założyłem razem ze znajomymi muzykami. Bywało i tak, że przez 3 lata, niemal dzień w dzień graliśmy w Hotelu Cracovia – dodaje Marek Żurowski. Jego napięty harmonogram (praca w Teatrze, Filharmonii i Orkiestrze) przerwała choroba. Wtedy zdecydował się na stałe zamieszkać w wybudowanym przez siebie domku w Łomnicy. – Nasza ostatnia Wigilia była wspaniała. Były moje dzieci, które także kształciły się muzycznie. Syn grał na skrzypcach. Córka na pianinie i flecie. Wnuczka przyjechała na Wigilię z mężem, który jest gitarzystą. Jeśli chodzi o prawnuczki to jedna skończyła Szkołę Muzyczną w Myślenicach a druga zaczęła się tam edukować. Szkoda, że nie mogli państwo być na naszej ostatniej Wigilii. Moglibyśmy dać koncert czterech pokoleń – mówi Marek Żurowski dla portalu DTS24.

Pan Marek pracował w piwniczańskim Miejsko – Gminnym Ośrodku Kultury przed ponad dekadę. Jak sam mówi, w zeszłym roku nie zawiadomiono go, aby była potrzeba dalszego korzystania z jego wiedzy. – Trudno. Niech młodzi przyjmują stery. Mam uczniów, których przyjmuję prywatnie w domu. Niektórzy przyjeżdżają do mnie w odwiedziny z Krakowa. To wszystko jest bardzo miłe. Czasami sam się w tym gubię: pani listonosz mówi do mnie „profesorze”, bo okazuje się, że była moją uczennicą. Przychodzą do mnie dzieci moich uczniów, to także przyjemna sprawa. Ale niestety muszę przyznać, że obserwuję tendencję spadkową. Mam tutaj na myśli to, że przestały działać pewne wartości. Kiedyś wszystko było jakieś takie naturalne: zaangażowanie, chęć, pasja. Teraz już tylko wybiórcze rodziny są muzykalne – zauważa.

W Piwnicznej miał okazję grać w zespole Antoniego Leśniaka, którego bardzo ceni. Zajmował się między innymi opracowywaniem nut. Wspomina też Edwarda Grucelę jako rzeźbiarza a jednocześnie muzyka. – Było nas kilku zapaleńców. Ale było też zapotrzebowanie. Ogólnie były to jakieś inne czasy. Miałem orkiestrę złożoną ze skrzypków, gitarzystów, akordeonistów. W sobotę przychodziło nawet po 30 dzieci. Chciały grać, uczyć się, serce rosło. Była też kapela dorosłych, takie prawdziwe góralskie środowisko. Teraz jest już nieco inaczej a ja sam ograniczyłem działalność do udzielania korepetycji.

Rady dla młodzieży
Pan Marek Żurowski sam kształcił się w bardzo wymagających czasach. Jego nauczycielem był organista ze Lwowa. To było zaraz po okupacji. Rodzice zauważyli, że chce grać i robili co się da, aby stwarzać mu warunki. Dziś sam edukuje gry na akordeonie, skrzypcach, altówce, gitarze czy mandolinie. Jest człowiekiem „orkiestrą”.

– Mój nauczyciel akompaniował mi. To były inne czasy, zaraz po okupacji. Wiele zawdzięczam rodzicom. Cenili moje zaangażowanie i robili co się da, abym mógł się kształcić. Nauczyciel miałby dziś ponad sto lat. Z tego co wiem to jestem spadkobiercą po prababci Otawowej. Przychodziłem do niej, gdy byłem mały. Tata zanosił jej leki, bo chorowała. A ja prosiłem prababcię o nutki, rozpisywała je a ja brałem do rąk skrzypeczki – mówi pedagog pokoleń, po czym dodaje:

– Jakie rady dla młodzieży dzisiaj? Cenię pasję prosto z serca. Jeśli ktoś jest zaangażowany całym sobą i kocha grać to ma szanse stać się kimś wielkim. Dużą rolę odgrywają rodzice. W dużej mierze dzieci są uzależnione właśnie od nich. Na szczęście są jeszcze rodziny, w których widzę tę iskierkę  – kończy Marek Żurowski w specjalnej rozmowie dla DTS24.

Czytaj także: Poważny wypadek w Łomnicy-Zdroju. Droga zablokowana. Konieczne wsparcie helikoptera LPR

Fot: MiejskoGminnyOśrodekKulturyPiwniczna

Share on twitter
Share on facebook