Rozwój to proces, który się nigdy nie kończy

Rozmowa z dr. hab. inż. MARIUSZEM CYGNAREM, rektorem Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nowym Sączu

- Panie Rektorze, 20-lecie uczelni to m.in. okazja do wspomnień. Jest Pan związany ze szkołą od pierwszego dnia jej istnienia?

- Nie, zatrudniony jestem w PWSZ od 2002 r. czyli jesienią zacznę 18 rok pracy w uczelni. Kiedy byłem w trakcie studiów doktoranckich w Krakowie, wiedziałem, że w Nowym Sączu powstaje uczelnia zawodowa i nie ukrywam wiązałem, z tym faktem pewne nadzieje. Mieszkałem wówczas w Gorlicach i kończąc pracę doktorską pomyślałem, że złożę podanie w sądeckiej uczelni. Zostało rozpatrzone pozytywnie. Pierwszego października otrzymałem etat, a w grudniu obroniłem doktorat.

- Pana pierwsze stanowisko?

- Pracę w uczelni zaczyna się od wykładowcy i również dla mnie było to pierwsze stanowisko. Po kilku latach awansowałem na starszego wykładowcę, a w 2014 r., po obronie pracy habilitacyjnej w Politechnice Rzeszowskiej uzyskałem stanowisko uczelnianego profesora nadzwyczajnego.

- Przekraczając pierwszy raz próg PWSZ myślał Pan o tym, że kiedyś zostanie rektorem tej uczelni? A może po prostu tak precyzyjnie zaplanował Pan swoją karierę?

- Nigdy w ten sposób nie myślałem. Wszystko co się po latach wydarzyło na mojej drodze zawodowej, było dla mnie dużym zaskoczeniem. Nie ukrywam, że jeszcze studiując w Politechnice Krakowskiej, miałem inne plany życiowe, inne aspiracje, a swoją przyszłą pracę zupełnie inaczej sobie wyobrażałem. Wówczas bardziej pociągało mnie konstruowanie i projektowanie, wszak moją podstawową dyscypliną była budowa i eksploatacja maszyn. W tamtym okresie fascynowało mnie rozwiązywanie problemów technicznych. Ale życie czasami lubi zaskakiwać, więc otrzymałem propozycję studiów doktoranckich na Wydziale Mechanicznym Politechniki Krakowskiej. Wtedy zaczął się zmieniać mój punkt widzenia na życiową przyszłość i zawodowe plany. Miałem bowiem okazję doświadczyć pierwszych zajęć ze studentami.

- Zaiskrzyło?

- Zdecydowanie zaiskrzyło. Chociaż sam jeszcze byłem studentem-doktorantem, to już bardzo mi się spodobała praca ze studentami. Coraz mniej chciałem być konstruktorem, a coraz bardziej pociągała mnie praca naukowo-dydaktyczna, zajęcia laboratoryjne.

- Nie żałuje Pan? Może byłby Pan dzisiaj konstruktorem w jakimś wielkim koncernie samochodowym? (...) PRZECZYTAJ CAŁĄ ROZMOWĘ W SPECJALNYM WYDANIU "DOBREGO TYGODNIKA SĄDECKIEGO" - kliknij i pobierz bezpłatnie numer:

Car_special_tekst

Wypowiedz się w tej sprawie