Rozwój firmy, to rozwój pracowników

Społeczne zaangażowanie wraca do przedsiębiorcy
Rozmowa z Andrzejem Wiśniowskim, właścicielem firmy Wiśniowski.

wsb3

– Sądecki Tydzień Przedsiębiorczości to – Pańskim zdaniem – ważne i ciekawe przedsięwzięcie?

– Jako swoisty przegląd stanu sądeckiej gospodarki, faktycznie wydaje się ciekawym pomysłem. To rzadka okazja, by przypomnieć sobie o tym, co nazywane jest społeczną odpowiedzialnością biznesu i oddziaływaniem przedsiębiorstw na najbliższe otoczenie. Wiodące firmy na całym świecie od dawna dostrzegają wymierne korzyści płynące ze ścisłej korelacji ich społecznego zaangażowania, ze swoimi celami strategicznymi. Nie inaczej jest z nasz firmą. Jako jeden z największych pracodawców w regionie – zatrudniamy ok. 1500 osób – od wielu lat kreujemy lokalny rynek pracy. To jeden z elementów naszego zaangażowania w rozwój regionu i w zdrowo pojmowany lokalny patriotyzm gospodarczy. M.in. w taki właśnie sposób rozumiemy rolę przedsiębiorstw zlokalizowanych w regionie. Przecież nie działamy w próżni, tak więc nasze zaangażowanie w sprawy Nowego Sącza i regionu w naturalny sposób wraca do nas. Tutaj mieszkają nasi pracownicy, tutaj kształcą się ich dzieci, tutaj spędzają czas wolny i rozwijają swoje pasje. Im wyższy standard życia i dnia codziennego wszystkich mieszkańców Sądecczyzny, tym lepsze warunki do rozwoju nie tylko naszej firmy. To prosta zależność, którą w wielu krajach już dawno zrozumiano, a u nas ta świadomość jest również coraz wyższa. Dawno skończyły się czasy kapitalistów – bo mam lekkie opory nazwania ich przedsiębiorcami – zorientowanych na maksymalny zysk w minimalnym czasie, bez oglądania się na społeczne koszty takiej działalności. Taki model biznesu miał krótkie nogi.

– Zrównoważony rozwój, czyli to, co wielu określa: „lepiej jeść mniejszą łyżeczką, niż udławić się czerpiąc chochlą”?

– Zdecydowanie tak. Dobrze to widać po naszej firmie na przestrzeni minionych 27 lat. Bez specjalnej analizy socjologicznej można zauważyć, że nasze przedsiębiorstwo nastawione jest na nieustanny rozwój, czyli również na rozwój swoich pracowników, a co za tym idzie także ich rodzin i lokalnego środowiska. Obrazowo określiłbym to tak: każdy rok, to kolejny krok w rozwoju przedsiębiorstwa. Stawiamy sobie coraz ambitniejsze cele, coraz wyżej zawieszamy poprzeczkę, a kiedy nam się to udaje – a udaje się regularnie – nasz sukces oddziałuje na otoczenie. Dlaczego mówię o rzeczach, które komuś mogą się wydać oczywiste? Tylko dla przypomnienia, dla uświadomienia, że przez tych 27 lat wiele firm – choć wszyscy mieliśmy kiedyś równy start – całkowicie zniknęło, zmniejszyło skalę działania, musiało się przebranżowić. Dlaczego? Bo postawiły sobie złe cele strategiczne. Może uznały, że w biznesie można chodzić na skróty, nie zauważając, że działają przecież w konkretnym miejscu i wśród konkretnych ludzi.

– Końcówka roku to nie tylko dla przedsiębiorców czas skłaniający do refleksji i planowania najbliższej przyszłości.

– Zgoda, choć w naszej firmie nie od dzisiaj stawiamy sobie dalekosiężne cele strategiczne. Planowanie z roku na rok, porównałbym – przekładając to na przykład na budżet domowy – do życia z dnia na dzień. Skoro dzisiaj jest dobrze i wystarcza mi na podstawowe potrzeby, to znaczy, że jutro też jakoś będzie. To byłby niewybaczalny błąd. Oczywiście, że z kończącego się 2016 r. płyną dla nas pewne wnioski i gdybym miał je najkrócej zdefiniować, to powiedziałbym tak: mijający rok utwierdza mnie w przekonaniu, że dalszy rozwój jest możliwy, a nawet konieczny. Mamy doskonałe warunki do dalszego rozwoju. Firma dysponuje gruntami, na których możemy budować kolejne hale produkcyjne, możemy doskonalić nasz park maszynowy, optymalizować proces produkcyjny, bo przecież w rozwijającym się przedsiębiorstwie zawsze jest coś do poprawy i udoskonalenia. Jak często mawia Adam Nawałka, selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski, z którą jesteśmy od kilku lat związani – ciągle mamy ukryte rezerwy! Z dalszym rozwojem w naturalny sposób łączy się zwiększenie zatrudnienia, a to z kolei wiąże się z dalszym pozytywnym oddziaływaniem i rozwojem regionu. Dla nas od lat jest to oczywista zależność.

– Wyłącznie optymizm? Przedsiębiorców od niepamiętnych czasów frustrują rozwiązania prawne dla biznesu. Pana nie?

– Frustracja jest dla mnie obcym stanem emocjonalnym. Frustrując się nie można rozwijać firmy, więc zdecydowanie bardziej wolę być realistą, bo to oznacza, że nawet w niesprzyjających warunkach mocno stoi się na nogach. Oczywiście zawsze warto pamiętać o tworzeniu i doskonaleniu warunków przyjaznych dla biznesu. Nie napawa jednak optymizmem fakt, że ciągle mamy do czynienia z sytuacją zwiększania ilości przepisów prawnych. Prawo wciąż nie jest korzystne. Tyle się mówi o wspieraniu przedsiębiorczości, o współpracy, o wspólnym interesie wszystkich grup społecznych, co – niestety – nie zawsze dobrze funkcjonuje w rzeczywistości. Przez szereg lat swej działalności nasza firma nie korzystała z żadnych ulg preferencyjnych, zwolnień podatkowych czy dotacji, wpłacając jednocześni do budżetu milionowe podatki z co najmniej kilku tytułów. Z kolei przy wchodzeniu na rynki zagraniczne napotyka na szereg uwarunkowań utrudniających zdrową konkurencję, która niejednokrotnie jest wspierana przez ustawodawstwo danych krajów np. specjalne strefy ekonomiczne, przepisy dotyczące certyfikacji, polityki wprowadzania towarów, opakowań i wiele innych. Chcąc zdobywać rynki zagraniczne musimy się umieć poruszać w często niesprzyjających dla nas uwarunkowaniach. Ale na tym również polega przedsiębiorczość, aby potrafić sobie radzić w różnych sytuacjach. Bo co innego możemy zrobić – usiąść i narzekać, że jest trudno? Stąd już tylko krok do wspomnianej frustracji, a to – jak powiedziałem – jest mi obcy stan emocji.

– Lokalne uwarunkowania dla biznesu?

– Nie będę oryginalny: dostępność transportowa! Obecna mocno ogranicza rolę Nowego Sącza i całego subregionu w dostępie do dużych centrów przedsiębiorczości. Rozwinięcie węzła transportowego, czyli w praktyce wybudowanie drogi szybkiego ruchu, tzw. Sądeczanki mogłoby mieć istotne znaczenie w podniesieniu konkurencyjności regionu, zwiększając jednocześnie dostępność rynku pracy i usług oraz osiągnięcia jego bardziej korzystnej struktury.

Rozmawiał
Wojciech Molendowicz

MAGIK MAŁA
Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zamiast wzruszającego wstępu

Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz

10 lat temu (słownie dziesięć) 30 września ukazał się pierwszy numer „Dobrego Tygodnika Sądeckiego” (zwanego dalej DTS). Z tej okazji dokładnie 10 lat później oddajemy do rąk Czytelników nową odsłonę naszego portalu dts24.pl.

A wracając do jubileuszu, po długiej i burzliwej naradzie nie doszliśmy jednak do porozumienia – cieszyć się czy martwić z tego powodu? Cieszyć, bo to zawsze miło dojść do jakiegoś punktu. Martwić, bo choć wytrwali w marszu, to jednak jesteśmy starsi o dekadę.

Świętowanie jubileuszy pachnie naftaliną starej szafy, a już na pewno muzealną ekspozycją. A do muzeum jeszcze nam niespieszno. To już na cmentarz było zdecydowanie bliżej, wszak jakiś czas temu w konkurencyjnych mediach ukazały się dwa nasze nekrologi. I jak tu nie wierzyć w mądrości ludowe? Mówią, że umarłeś? Wróży ci to długie życie. O tych nekrologach DTS to byśmy już nawet nie pamiętali, ale Jerzy Wideł przypomniał na 27 stronie. Wiadomo, Wideł mieszka najbliżej cmentarza i pasjami czytuje nekrologi.

Zatem jubileusz bierzemy z marszu, bez ckliwych przemówień, ronienia łzy, ani też bez zbędnego zadęcia. Ot, pogrzebaliśmy trochę w starych zdjęciach, pofatygowaliśmy się sprawdzić co słychać u kilku bohaterów tekstów z tamtego 30 września i w zasadzie tyle. No dobrze, poprosiliśmy jeszcze prasoznawców i speców od mediów o krótki wykład, jak to jest z tą prasą lokalną (str. 14-15). Wychodzi na to, że ciągle nieźle. Przedwczesne również okazały się pogłoski o rychłej śmierci papieru jako nośnika różnych treści. DTS oczywiście nie upiera się, że wersja papierowa gazety jest nieśmiertelna i oddamy nie za nią życia. Wszak coraz więcej naszych czytelników wybiera niepapierową wersję gazety. Papier to jednak papier – prestiż i elegancja. A w internecie każdy stragan z jarzynami ma dzisiaj swoją stronę (z całym szacunkiem dla warzyw, powinno się je zjadać trzy razy dziennie).

Trendy są zresztą lekko odwrotne, a przecież wiadomo, że dziś wszelkie trendy wyznacza Facebook. No więc Facebook jakiś czas temu uznał, że dla swoich najlepszych klientów stworzy ekskluzywny, bezpłatny magazyn „Grow”. No, bo papier to prestiż (chyba już wspominaliśmy), a nie byle post na osi czasu. DTS identycznie – dla naszych najlepszych na świecie Czytelników tworzymy ekskluzywny, bezpłatny magazyn. Bo chcemy, żebyście poczuli się docenieni. Czy to nie jest piękne – wcale nie musicie być najlepszymi biznesowymi partnerami Marka Zuckerberga, by ktoś wyłącznie z myślą o Was tworzył ciekawe treści.

No i to by chyba było na tyle, jeśli chodzi o 10-lecie ukazania się pierwszego numeru DTS. Tyle się przez te lata wydarzyło ciekawych rzeczy (najważniejsze przypominamy na str. 16), ale przecież nie będziemy się tu wzruszać minionymi dokonaniami. Wyznajemy raczej starą piłkarską zasadę „Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz”. I cóż z tego, że wygrałeś już 100 meczów. Najważniejsze jest to, czy masz plan, jak wygrać dziesięć i dwadzieścia następnych. Nasze głowy pełne są pomysłów na najbliższe tygodnie i miesiące, potrzebujemy tylko sprzyjających warunków, aby je zrealizować. No i co mamy teraz napisać, że czasy są ciężkie, a przyszłość niepewna. Tyle to wiemy, przecież wszyscy mają pod górkę. A kto akurat ma z górki, też musi uważać, żeby się za mocno nie rozpędzić, bo potem wielkość guza jaki można sobie nabić jest wprost proporcjonalna do osiągniętego rozpędu.

Cieszymy się, że możemy robić dla Was coś ciekawego i pożytecznego. Od 10 lat napędzamy się naszym wrodzonym optymizmem, na równi zresztą jak reklamami, które na naszych łamach zamieszczacie. No i tu trafiamy na błędne koło filozoficznie – nie byłoby tak wielu Reklamodawców, gdyby DTS nie miał tak wielu Czytelników. Nie byłoby tak licznych Czytelników, gdyby Reklamodawcy nie utrzymywali gazety na zadowalającym wszystkich poziomie. Prawda, jaka piękna puenta?

Oczywiście chcielibyśmy Was wszystkich uścisnąć z okazji urodzin, ale pamiętamy, że trzeba zachować dystans społeczny. Nie znaczy to wcale, że podchodzimy do tego wszystkiego z dystansem. Wręcz przeciwnie. Wzruszamy się!

Redakcja DTS

Przeczytaj jubileuszowe wydanie „Dobrego Tygodnika Sądeckiego”: