Rozmowa prosto z ringu! Łukasz Pławecki o 12 rundach „brudnego boksu” [FILM]

Rozmowa prosto z ringu! Łukasz Pławecki o 12 rundach „brudnego boksu” [FILM]

Te emocje jeszcze nie opadły, a ringowy pył wciąż unosił się w powietrzu! Jako pierwsi na globie – jeszcze między linami, sekundy po ogłoszeniu werdyktu – rozmawialiśmy ze świeżo upieczonym Mistrzem Świata, Łukaszem Pławeckim. To była absolutna, 12-rundowa wojna pełna kryzysów, brudnego boksu i twardej, męskiej walki o charakter. Przeczytajcie niezwykłą rozmowę z sądeckim czempionem, który na gorąco opowiadał o klinczach przeciwnika, łamaniu barier i smaku najcenniejszego zwycięstwa w karierze.

Michał Śmierciak: Łukasz, dokonałeś tego! Tytuł Mistrza Świata jest Twój po 12 ciężkich rundach. Powiedz mi, jak to zrobiłeś? Widać było, że to śmiertelny wysiłek, a jednak się udało.

Łukasz Pławecki: To była bardzo trudna walka. Przeciwnik mocno kontrolował sytuację w pierwszych rundach. Rozegrał to dobrze taktycznie. Troszkę mnie wymęczył, pozwalając mi na kilka mocnych zrywów. Przez to sam włożyłem w to mnóstwo sił i nie było łatwo. Później jednak załatwiłem go jego własną bronią. Zacząłem go klinczować i trochę pomiatać nim po ringu, czym zmęczyłem go jeszcze bardziej. Widziałem, że opada z sił, a potem trzeba było już po prostu dotrwać do końca. Walka mistrzowska na dystansie 12 rund, chyba lepiej być nie mogło. Serio, lepiej tak, niż gdyby to miało skończyć się nokautem w pierwszej rundzie.

Ale szukałeś tego trafienia na początku. W pierwszej, drugiej i trzeciej rundzie te mocne ciosy na głowę latały.

– Tak, zawsze szukam nokautu w pierwszej rundzie, ale jego naprawdę ciężko było usadzić. Miał dobrą taktykę. Po prostu mnie klinczował i bardzo mądrze wymęczał w tym klinczu. Do tego dochodziła świetna obrona, chował się za barkiem, pracował łokciem. Może nie był aż tak groźny w ataku, ale miał defensywę na wysokim poziomie, nie dało się go skończyć ot tak. Trzeba było to po prostu przepchnąć i przewalczyć. Gdybym nie miał świetnej kondycji, gdybym nie był zawodnikiem przygotowanym na pełne 12 rund i gdybym go zlekceważył, to nie byłoby szans. Od szóstej rundy miałem lekkie kryzysy, ale wiedziałem, że dowiozę to do końca, bo on będzie jeszcze bardziej zmęczony.

W pewnym momencie była reakcja sędziego na uderzenie głową. Chyba nie do końca wiedziałeś wtedy, o co chodzi?

– Nie wiem, było kilka takich akcji. Generalnie do teraz boli mnie tu głowa. Wpadaliśmy na siebie, pojawiło się trochę takiego brudnego boksu. No ale takie są walki mistrzowskie. Tu nie chodzi o to, żeby zawalczyć pięknie i tylko pod widowisko. Chodzi o to, żeby pas mistrzowski wylądował na moich biodrach. Jeżeli on mnie faulował, to ja go też klinczowałem. Miecz obosieczny, jak to mówią. Wykorzystałem jego własną taktykę przeciwko niemu, mniej więcej od piątej rundy, i dowiozłem to zwycięstwo.

Czymś Cię zaskoczył?

– Tak, zaskoczył mnie swoją odpornością na nacisk i taką chaotyczną obroną. Gdyby to był normalny zawodnik, który staje za podwójną gardą i zbiera ciosy, to wystrzelałbym go kombinacją 6, 8 czy 10 uderzeń i byłoby po wszystkim. A on się wieszał, klinczował, gdzieś tam uderzył łokciem czy głową. To było naprawdę trudne. Tego nie da się wytrenować na sparingach czy podczas ćwiczenia technik w parach, bo tak się po prostu w sporcie nie robi. To był typowy dirty boxing, ale fajnie. Tak jak mówiłem, walka mistrzowska na dystansie 12 rund. Zawsze chciałem sprawdzić się na takim dystansie. Pierwszy raz w życiu pokonałem mistrza świata, więc uczucie jest cudowne.

Chciałeś brudnej walki, to ją miałeś.

Łukasz: Tak, dokładnie. Chciałem trudnej, ciężkiej walki u siebie w mieście. Jestem mega, mega szczęśliwy, że tak to ostatecznie wyglądało.

Łukasz, wielkie gratulacje! Baw się dzisiaj świetnie.

– Dzięki wielkie! Ty również baw się dzisiaj ze mną.

rozmawiał Michał Śmierciak

Czytaj także: Łukasz Pławecki jest Mistrzem Świata! [FOTORELACJA]

Filmoteka dts24

217 Videos