To nie był sportowy wieczór, na jaki liczył Nowy Sącz. Robert Ruchała stoczył swoją drugą walkę w najpotężniejszej organizacji MMA na świecie, ale mimo pozostawienia w oktagonie ogromnego serca i zaliczeniu krwawej batalii, sędziowie wskazali na zwycięstwo rywala.
W nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego, oczy kibiców z naszego regionu zwrócone były na halę Apex Center w Las Vegas. Robert Ruchała, czyli były mistrz KSW i duma nowosądeckich sportów walki, stanął przed szansą na pierwsze zwycięstwo w elitarnym gronie UFC, chcąc zmazać niedosyt, jaki pozostał po jego nieudanym debiucie.
Przed wejściem do klatki Robert nie krył determinacji. W rozmowie dla naszego portalu zapowiadał walkę o uznanie w oczach niedowiarków:
– Chcę udowodnić przede wszystkim sobie, że jestem w odpowiednim miejscu, w najwyższej lidze na świecie. Tym, którzy zarzucają mi brak pełnego zaangażowania, zamierzam pokazać, jak jest naprawdę. Mental jest świetny. Teraz pozostaje zrobić wagę, wejść do klatki i wykonać swoją robotę – mówił nam „Faker” pod koniec marca.
Niestety, sportowa rzeczywistość okazała się brutalna. Po piętnastu minutach twardej wymiany ciosów sędziowie byli jednogłośni, ogłaszając zwycięstwo Jose Delano. Punktacja 30:26 oraz dwukrotne 29:27 nie pozostawia złudzeń, a sytuację dodatkowo skomplikowało odjęcie Polakowi punktu za chwytanie się siatki. Zdecydowanie nie takiego zakończenia oczekiwaliśmy.
Mimo dotkliwej przegranej, nowosądeczanin zachował klasę. Krótko po walce, w bardzo dojrzały sposób odniósł się do swojej sytuacji. – Białe klawisze to chwile szczęścia, czarne to momenty smutku. Najpiękniejsza melodia życia powstaje dopiero wtedy, gdy grają razem. Dlatego nie boję się czarnych klawiszy – to one nadają wszystkiemu prawdziwy sens. Dziękuję za wsparcie wszystkim, którzy są ze mną na dobre i na złe. NIE PODDAM SIĘ – zadeklarował, jeszcze pełen bólu po porażce Robert Ruchała.
Dwie porażki na starcie przygody z UFC to trudny moment w karierze 27-letniego zawodnika, jednak osoby z jego najbliższego otoczenia apelują o spokój. Głos zabrała Joanna Jędrzejczyk managerka Roberta i legenda światowego MMA. – Przegraliśmy, aby zwyciężać! Ten dzień nie zakończył się po naszej myśli, ale to nie jest koniec Robercika w UFC. Robert dał dobrą walkę, choć czegoś zabrakło. Czas na analizę i jeszcze cięższą pracę. Nie wątpię, że on to zrealizuje – podkreśliła była mistrzyni.
W podobnym tonie wypowiedział się Łukasz Jurkowski, ikona polskiej sceny MMA, który widzi w sądeczaninie ogromny potencjał, wymagający jedynie oszlifowania. – Do trzech razy sztuka. Oby. Trzeba to poukładać. Za dużo emocji wnosi do klatki. Głowa do góry małolat. Praca dalej – podsumował krótko popularny „Juras”.
Robert Ruchała wraca z Vegas bez wygranej, ale z bagażem doświadczeń, które w tej lidze ważą najwięcej. Nowy Sącz niezmiennie czeka na kolejny krok swojego mistrza.
Czytaj także: Dariusz Szpakowski w Nowym Sączu. Legenda wesprze Sandecję


























































































































































































































