PTTK na Ukrainie

Po kilku latach przerwy w długi majowy weekend (29 IV – 3 V) Koło Grodzkie PTTK Oddział „Beskid” wybrało się na wycieczkę w ukraińskie Karpaty. Upływ czasu sprawił, że lista uczestników została zamknięta błyskawicznie. W planach były Lwów, Beskidy Pokuckie i Gorgany. Wyjazd okazał się bardzo udany, a przejazd „gruzawikami” wszyscy zapamiętają do końca życia.

Pierwszym etapem podróży był Lwów zwiedzany pod opieką miejscowej przewodniczki. Na początek Cmentarz Łyczakowski, na którym spoczywają prochy wielu zasłużonych Polaków.

Prezydent w tekście

Przygnębiające wrażenie wywarł na nas wojskowy pogrzeb jednej z ofiar wojny domowej we wschodniej Ukrainie jaki miał miejsce w kwaterze wojskowej cmentarza, znajdującej się obok Cmentarza Orląt Lwowskich. Według wyjaśnień naszej przewodniczki to właśnie tutaj chowani są polegli żołnierze pochodzący ze Lwowa. Jak określiła to jedna z uczestniczek wyjazdu, jeszcze nigdy nie czuła się tak blisko wojny jak  w tym miejscu. Następnie przyszła pora na zwiedzanie lwowskiej starówki.

Kolejnego dnia pogoda niezbyt sprzyjała górskim wędrówkom dlatego  naszym celem stała się Kołomyja. W budynku, jakżeby inaczej, o kształcie wielkiego jajka, znajduje się muzeum pisanek. Okazało się, że jest tu również Polonia. Działają, mimo trudnych warunków, polska szkoła sobotnia, do zwiedzenia której zostaliśmy przypadkowo zaproszeni, oraz dziecięcy zespół folklorystyczny. Na zakończenie zobaczyliśmy zabytkową drewnianą cerkiew wpisaną na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Po powrocie do Jaremcza turyści udali się na krótki spacer po  Skałach Dobosza (Ołeksa Dowbusz albo też Dobosz był to taki ukraiński Janosik ukrywający się w górach, jaskiniach i uroczyskach karpackich, który stał się postacią prawie legendarną). Był to krótki trening przed zaplanowanym na poniedziałek wejściem na najwyższą górę Beskidów Pokuckich - Rotyło (1483 m.).

W miarę mozolnego zdobywania wysokości pogoda poprawiała się, a z częściowo zaśnieżonego szczytu roztaczał się piękny widok na białe szczyty Czarnohory i spowijające doliny morze mgieł. Na podszczytowej polanie zachwycały licznie kwitnące szafrany ( jest to  lokalna odmiana różniąca się nieco od naszych krokusów).

2 maja nastąpił wyjazd wynajętymi „marszrutkami” (czyli busami) do Bystryci (przed wojną miejscowość ta znana z walk polskich legionistów, w czasie I wojny światowej nazywała się Rafajłowa). Kilkanaście lat temu udało nam się tam dojechać autobusem. Obecnie jest to niemożliwe ze względu na niesamowitą ilość dziur w drodze . Tam czekały na nas „limuzyny” marki „Ził” czyli wspomniane na wstępie „gruzawiki”. Na nich, kurczowo trzymając się burt ciężarówek uczestnicy wyjazdu wyjechali tzw. Drogą Legionów na wysokość 960 m. Nazwę swą zawdzięcza ona temu, że zbudowali ją w 5 dni(!) polscy legioniści  wykładając ją drewnianymi balami i kamieniami, które można jeszcze dzisiaj zauważyć. Dalej turyści musieli podążyć pieszo bo nawet ciężarówki nie były w stanie wyjechać na Przełęcz Rogodze Wielkie ( in. Przełęcz Legionów). Na przełęczy stoi pamiątkowy krzyż poświęcony legionistom, który przetrwał czasy komunizmu, a w okolicznych lasach do dziś świetnie widoczne są okopy z czasów I wojny światowej. Z Przełęczy Legionów turyści powędrowali na Taupiszyrkę (1499 m.), by z pokrytego miejscami ponad metrową warstwą śniegu podziwiać najwyższy szczyt Gorganów – Sywulę. W drodze powrotnej do Bystricy ciężarówki wywiozły nas jeszcze na widokową Połoninę Jaworczyk.

Na zakończenie odbył się wieczór huculski. Przy dźwiękach regionalnej muzyki i pysznych miejscowych przysmakach wycieczkowicze bawili się znakomicie.

Koło Grodzkie PTTK w Nowym Sączu serdecznie zaprasza zainteresowanych na kolejne wycieczki. Najbliższa to Magura Spiska 7 maja, potem Beskid Sądecki – tradycyjna Jajecznica 14 maja.

Tekst: W. Godek. 

Fot. R. Sokół. 

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie