Zbyt zimno w Beskidzie Sądeckim. Pszczoły nie pracują. Miodu nie będzie.

W tym roku raczej nie będziemy mogli liczyć na miód wielokwiatowy i z mniszka lekarskiego - alarmują sądeccy pszczelarze. Pozostałe będą w mniejszej ilości niż w roku poprzednim. Przedłużająca się zimna i deszczowa aura spowodowała, że pszczoły mniej intensywnie pracowały. Część z nich nie przetrwała tego okresu.

O zbiory miodu martwi się między innymi pszczelarz ze Starego Sącza Czesław Śmierciak, który wraz z żoną prowadzi pasiekę składającą się z 70 rodzin pszczelich.

-Kapryśna wiosna spowodowała, że owady prawie cały miesiąc nie latały. Pierwsze możliwości zbioru miodu już utraciliśmy z drzew owocowych, które kwitły w tym czasie. Chodzi o między innymi o czereśnie, wiśnie czy śliwy. To samo dotyczy mniszka lekarskiego. Pszczoły nie wykorzystały z nich nektaru i w związku z tym nie będzie z nich miodu - ubolewa Czesław Śmierciak.

- Innych będzie tez zdecydowanie mniej, bo pszczoły są bardzo osłabione. Część z nich nie przetrwała niesprzyjającej aury - dodaje Stanisław Kowalczyk, prezes Karpackiego Związku Pszczelarzy w Nowym Sączu.

- Częste opadu deszczu czy przymrozki bardzo zaszkodziły owadom. Są duże straty. Szacujemy wstępnie, że może to być nawet czterdzieści procent mniej pszczół na terenie działania Związku. W niektórych przypadkach pasieki poleciały nawet w stu procentach. Hodowcy są przerażeni, ratują to co mają. Intensywnie próbują odbudować to, co do tej pory stracili. Odbije się to zapewne na ilości miodu, ceny jednak powinny pozostać na ubiegłorocznym poziomie. Klient nie jest winny naszym stratom - tłumaczy Stanisław Kowalczyk.

Pszczelarzy wsparł niedawno Popradzki Park Krajobrazowy w Starym Sączu, który rozdał bezpłatnie ponad sto domków z kokonami murarki ogrodowej.  To gatunek pszczół samotnic. Pomagają pszczołom miodnym w zapyleniu roślin, są bardzo pracowite. Do zapylenia jednego hektara sadu potrzebujemy około półtora tysiąca pszczół samotnic, natomiast w przypadku miodnych musimy ich mieć nawet od 80 do 120 tysięcy.

Czesław Śmierciak przyznaje , że w rozwój pasieki trzeba włożyć ogromny trud. Ale jak podkreśla - warto się poświęcić.

-Zająłem się intensywną pracą w pasiecie, kiedy przeszedłem na emeryturę. Teraz to jest moja pasja - mówi.

 

WIŚNIOWSKI3

Wypowiedz się w tej sprawie