Rozmowa z sądeckim historykiem dr. Jakubem Bulzakiem autorem książki „Sącz mimo wszystko stoi przy Kościele. Sądeckie parafie 1945-1956”.
Autor, kiedy trzyma pierwszy egzemplarz swojej nowego książki, to zwykle jest podekscytowany tą sytuacją. Pan również?
Oczywiście, że tak! Trzymam w ręku owoc jakiegoś etapu życia, coś się domyka. No więc jeśli ten owoc wygląda tak imponująco…
I waży pewnie półtora kilograma…
Więcej! Specjalnie ważyłem, a z ważenia wyszła fajna data związana ze szwedzkim potopem – 1657 gram.
A ile nocy musiał Pan poświęcić, by powstał taki obfity i dojrzały owoc? Już wiemy ile waży, a ile ma stron?
599 stron, ale trudno mi powiedzieć, ile to było nieprzespanych nocy.
To proszę podać w latach.
Będzie łatwiej – jakieś 13 lat. Jest to książka tzw. „podoktorska” czyli powstająca po obronieniu pracy doktorskiej. Jest taki zwyczaj, żeby doktorat nie tylko leżał w archiwum uczelni, tylko żeby na jego bazie przygotować publikację i udostępnić ją ludziom, którzy mieliby ochotę zgłębić temat.
Czyli skoro książka powstawała jako doktorat, to niemal „sama się napisała”.
Tak, bo co tam blisko 500 tysięcy stron dokumentów, które przeczytałem, przeanalizowałem, omówiłem, zadałem pytania badawcze i streściłem na wspomnianych 599 stronach książki, która leży przede mną. Ale ja rzeczywiście jestem nocnym markiem, więc to faktycznie w znacznej części działo się nocami.
Naliczyłem chyba sześciu redaktorów tego dzieła.
To komitet redakcyjny, który przeczytał, zaopiniował i podjął decyzję o druku tomu, którego Muzeum Ziemi Sądeckiej się nie będzie wstydzić. Przede wszystkim jednak Muzeum Ziemi Sądeckiej sfinansowało ten druk. I za to jestem niezmiernie wdzięczny (…)
Po się wydaje takie grube tomy o sądeckich parafiach, do kogo się je adresuje?
Do tych, którzy chcą poznać historię i wyciągnąć z niej wnioski. Bo ja jestem zwolennikiem tego poglądu – moim zdaniem jedynie słusznego – że poznawanie historii nie ma sensu ze względu na przeszłość, ale ma sens ze względu na przyszłość. Z historii powinniśmy wyciągać wnioski i coś zmieniać w przyszłości. Unikać starych błędów, albo zachować się mądrzej o doświadczenie poprzednich pokoleń (…)
Zapytam o to, co padło w tytule: dlaczego Nowym Sącz mimo wszystko stoi przy Kościele?
To jest cytat z wpisu do kroniki parafialnej, który poczynił ks. Władysław Lesiak, opisując uroczystość powitania go w Nowym Sączu jako przyjeżdżającego proboszcza. Opisał to bardzo precyzyjnie, jak go na dworcu kolejowym witano, na całej trasie przejazdu bryczką kogoś spotykał, Rynek był szczelnie wypełniony tłumem, podobnie jak plac przed bazyliką. I on puentuje ten wpis – a jest rok 1949, czyli mocna polityka antywyznaniowa i antykościelna nowej władzy, która się już mocno zainstalowała – iż pomimo całej tej sytuacji politycznej „Sącz mimo wszystko stoi przy Kościele”. W kontekście prowadzonej indoktrynacji sądeczanie pozostali wierni religii.
Panie doktorze, czy sądeczanie są religijni? Obecnie, bo, że w połowie XX wieku religijni byli, to nie ulega chyba wątpliwości.
Trzeba by przeanalizować bieżące statystyki…
Oczywiście, ale jeśli popatrzymy okiem nieuzbrojonym, to?
Okiem nieuzbrojonym widać spadek. Ale jeśli odwołamy się do tej książki, to wysoki był pułap, z którego się spada. Kiedy się spada z wysoka, to się dłużej leci. Spadek na pewno widać. Dla mnie smutną ilustracją tej sytuacji, spadku przywiązania sądeczan do Kościoła, były niedawne uroczystości pogrzebowe dwóch proboszczów parafii św. Kazimierza – ks. Czachora i krótko później ks. Siedlarza. To byli długoletni proboszczowie, mający rozległe kontakty duszpasterskie, towarzyskie, społeczne. No więc takie pogrzeby powinny się wiązać z koniecznością zamykania ulic, a przynajmniej z obstawą policyjną ze względu na tłum ludzi. Zwłaszcza jeśli się pamięta…
Ja akurat pamiętam zamknięte ulice podczas pogrzebów ks. Lisowskiego i ks. Durdy.
Właśnie te pogrzeby. W obydwu uczestniczyłem i podczas pogrzebu ks. Lisowskiego stałem gdzieś daleko na ulicy Ducha taki był tłum wokół kościoła. A kiedy kondukt ruszył, to ulica Lwowską była wypełniona ludźmi po horyzont. Podobnie z drugim wspomnianym pogrzebem ks. Durdy, kiedy tłum wypełnił szczelnie na całej długości ul. Długosza. Obydwie uroczystości zgromadziły wiele tysięcy ludzi. Jeśli porównamy to z tymi ostatnimi pogrzebami, to mamy jakiś miernik, jak to jest obecnie z frekwencją i jak licznie – wróćmy do cytatu – sądeczanie stoją przy Kościele (…)





































































































































































































