W sądeckim Vitbergu popłynęły łzy

Najpierw zaszkliły się oczy wiceprezes Doroty Chrząstowskiej, później właściciela firmy – Jacka Sikory. Dlaczego? Czasem tak dzieje się, gdy ktoś zaczyna patrzeć i dostrzegać, słuchać i słyszeć, gdy próbuje zrozumieć drugiego człowieka i wczuć się w jego położenie. W przedsiębiorstwie produkującym urządzenia do wibroterapii gościła ekipa programu „Kryptonim szef”.

To program oparty na brytyjskim formacie „Undercover boss”. Schemat scenariusza polega na tym, że managerowie kierujący firmami wcielają się w pracowników najniższego szczebla, by doświadczyć osobiście jak wygląda praca w ich przedsiębiorstwach. Wcześniej zostają ucharakteryzowani w ten sposób, aby nie zostali rozpoznani. Polską edycję – „Kryptonim szef PL” – można oglądać w niedzielne wieczory w Fokus TV. W Nowym Sączu nakręcono odcinek 4.

Firma Vitberg działa od trzydziestu lat, w swojej fabryce zatrudnia około 300 ludzi. Jak opowiada Jacek Sikora – jej siłą od początku byli ludzie i wyjątkowa, serdeczna atmosfera w pracy. W niełatwych dla biznesu czasach, to co najważniejsze, zaczęło się gubić…

Właściciel zdecydował się na odważny eksperyment. Obawiał się jednak, że jest zbyt charakterystyczny i pracownicy natychmiast rozpoznają go po posturze. Zdecydował więc, że w rolę nowego pracownika powinna wcielić się wiceprezes Dorota Chrząstowska. Podjęła wyzwanie. Długie ciemne włosy zamieniła w burzę blond loków. Makijaż i okulary dopełniły dzieła metamorfozy. Dorota została wprowadzona do działu montażu oraz do szwalni i krojowni, gdzie miała zostać przyuczona do wykonywania obowiązków pracownika produkcji.

W codzienne czynności wdrażało ją czworo ludzi.

Elżbieta kiedyś usłyszała od szefa, że jest słabym ogniwem firmy. Bardzo ją to zabolało. Okazało się, że na swoim skromnym, ale bardzo ważnym stanowisku przy maszynie do szycia daje z siebie wszystko, Piotr pracuje w tej firmie niemal od początku. Sukces przedsiębiorstwa jest między innymi jego zasługą, ale nigdy nie doczekał się awansu. Tomek niedawno dostał wypowiedzenie. Życie go nie rozpieszcza. Pracodawca –  jak się okazało – również. Choć ma pożegnać się z firmą, zadanie przyuczenia nowej pracownicy podejmuje z pokorą i wyjątkowym zaangażowaniem. Nie użala się nad sobą. Okazuje się jednak, że urządzenie na jakim pracuje jest wybrakowane, co powoduje spore problemy. Pod opieką Edyty Dorota przekonała się, że codzienne obowiązki w Vitbergu bywają niczym forsowny trening na siłowni. W pewnym momencie zrobiło jej się się słabo.

Jak zakończył się eksperyment? Nie zdradzimy nic ponad to, że popłynęły łzy z kilku par oczu, a Jacek Sikora wyznał:

Zagalopowałem się. To nie produkty są najważniejszą wartością firmy, tylko ludzie.

Co na to jego podwładni?

Zobacz TUTAJ

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.