Rozmowa z Krzysztofem Kolbą „Żuczkiem” – pochodzącym z Limanowej lekarzem medycyny zakonnej
– Skąd wzięło się Twoje zainteresowanie medycyną naturalną? To konsekwencja wcześniejszej fascynacji kulturą Indian?
– Myślę, że fascynacja kulturą Indian była początkiem tej drogi. Czytając o Indianach, często spotykałem informacje o tym, jakich ziół używali do leczenia, a uczestnictwo w różnych ceremoniach prowadzonych przez Indian, dało mi przedsmak przekonania, że poza medycyną klasyczną i lekami można się uzdrawiać na wiele innych sposobów. Późniejsza fascynacja kulturą hawajską, mądrością Tolteków uświadomiła mi, że w zasadzie cała moc jest w nas, możemy sami bez problemu usuwać drobne dolegliwości jak bóle głowy, skurcze, problemy żołądkowe i to bez żadnych specyfików. Przetestowałem wiele metod na swojej indiańskiej ścieżce.
– Jesteś certyfikowanym lekarzem medycyny zakonnej. Wyjaśnisz, jak zdobywa się taki tytuł, co się za nim kryje?
– Trzeba najpierw wstąpić do zakonu (śmiech). Podjąłem tę decyzję kilka lat temu. Dało mi to sposobność do poznania cudownych zakonników i dostęp do wiedzy, która nie jest powszechnie udostępniana. Żeby zostać lekarzem medycyny zakonnej, trzeba uczyć się w tym kierunku, nie dostaje się takiego tytułu ot tak. Ukończone studia pedagogiczne, dodatkowe studia z zielarstwa i fitoterapii, certyfikowany kurs masażu lomi lomi nui i świadectwa ludzi, którym pomogłem, przekonały opata naszego zakonu cystersów do przyznania mi tytułu lekarza medycyny zakonnej. Daje mi to uprawnienia do pomagania ludziom w miarę moich możliwości i umiejętności. Wszystkie moje usługi i wyroby zielarskie są darmowe, ale przyjmuję wolne datki i to działa. Jestem również w gronie innych lekarzy medycyny zakonnej i poznaję wiele różnych metod leczenia. Jeśli ja nie umiem pomóc, wiem, gdzie odesłać po dalszą pomoc.
– Twoje podejście ma charakter holistyczny? Ciało i dusza ze sobą współgrają? Nie ma zdrowego ciała, jeśli choruje dusza?
– Zdecydowanie tak, choć uściśliłbym i powiedział, że to raczej ciało i umysł. Dusza się temu przygląda i czasem kiwa głową z dezaprobatą, jeśli można tak powiedzieć. Zaryzykuję nawet poważniejsze stwierdzenie: większość chorób (nie licząc zatruć, czy zmian genetycznych) wynika z choroby duszy (umysłu). Wszystko zaczyna się w głowie, potem tylko ciało sygnalizuje, że w głowie jest coś bardzo niedobrze. Niepotrzebny i długi stres, martwienie się, narzekanie, pospiech, brak harmonii między pracą a odpoczynkiem – to główne powody chorób.
– Wierzysz, że da się współcześnie żyć w zdrowiu i spokoju, bez stresu i tego ciągłego zabiegania? (…)



























































































































































































































