Rozmowa z GRZEGORZEM TABASZEM – po. dyrektora Wydziału Ochrony Środowiska

- Pierwsza i najważniejsza misja jaką powierzył Panu prezydent to walka z sądeckim smogiem. Nie czuje się Pan trochę z tym wyzwaniem jak szewczyk Dratewka?

- O ile pamiętam zakończenie bajki, szewczyk Dratewka smoka skutecznie weliminował…

- Ponoć jedyne, co możemy w tej kwestii zrobić, to prosić mieszkańców o niepalenie. Proszą od kilku lat wszelkie możliwe instytucje, proszą media, prosi sąsiad sąsiada. Nie działa. Ma Pan jakiś pomysł na proszenie, które przyniesie skutek?

- Niepalenie śmieci jest najszybszym, najtańszym sposobem na szybkie ograniczenie części zanieczyszczeń powietrza. Parafrazując słynne powiedzenie pewnego polityka: Wystarczy nie palić śmieci…

- Co oprócz składu powietrza, którym oddychamy, chciałby Pan zmienić w Nowym Sączu, aby żyło się tutaj lepiej? Marzą się panu miejskie łąki, a może ule na dachach budynków?

- Ule dla dzikich pszczół mają olbrzymie znaczenie dla przyrody i bynajmniej nie muszą być na dachu. Wystarczy okno o południowej wystawie. Co do kwietnych łąk, w planach mamy zagospodarowanie Kamienicy. Łąki będą.

- Z czego będzie Pan musiał zrezygnować po przyjęciu propozycji kierowania wydziałem ochrony środowiska i co dyrektor Tabasz będzie robił po godzinach spędzonych w pracy w urzędzie?

- Niestety, opowiadacz przyrodniczy i sądecki przyrodnik zamilknie… Ćwierć wieku pisania o przyrodzie weszło mi w nawyk. Będzie mi tego brakowało. Bardzo. Coś za coś… Po godzinach wrócę do lasu. Nawet w nocy. Las to najlepsza terapia na zmęczenie.

WIŚNIAMAŁALIP

Wypowiedz się w tej sprawie