Pierwsze było Podegrodzie, potem Stary Sącz i Sącz zwany Nowym

Pierwsze było Podegrodzie, potem Stary Sącz i Sącz zwany Nowym

Jego bohaterem z dzieciństwa był Lancelot, z legend o Królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu. Do dziś nosi w sobie niespełnione marzenie o byciu rycerzem. Napisał podręcznik historii i już pisze kolejny. Na co dzień uczy historii w Zespole Szkół Akademickich im. Króla Bolesława Chrobrego oraz w Zespole Szkół Katolickich im. bł. Piotra Jerzego Frasattiego. O rycerskich (i nie tylko) ciekawostkach, opowiada historyk, dr Sławomir Wróblewski.

 

– Jako mały chłopiec marzyłeś, by w przyszłości zostać rycerzem?

– A skąd wiesz? (śmiech). Tak, to było powołanie, z którym się minąłem. Wszystko zaczęło się już w dzieciństwie, od świata legend arturiańskich. Książki, filmy, klocki lego z serii rycerskiej. I zabawy w rycerzy. Żałuję, że w wieku mojego dorastania nie było u nas jeszcze tak popularne odtwórstwo historyczne. Dziś bawimy się w rycerzy, powiedzmy, profesjonalnie. Jako młody chłopak nie miałem okazji w to wejść, a potem zaczęły się studia, praca. Z lekką zazdrością patrzę dziś na rekonstruktorów historycznych, często na osoby starsze ode mnie. Miałem okazję z nimi współpracować w naszej szkole Chrobrego, podczas obchodów 1000-lecia koronacji Bolesława Chrobrego na króla Polski.

– Masz swojego ulubionego rycerza, którego mógłbyś postawić za wzór? Czyżby Lancelota?

– I znowu zgadłaś! Lancelot! Oczywiście nie był on rycerzem idealnym, jak wiemy narobił trochę głupot, ale…

– Ale z miłości, więc możemy go usprawiedliwić.

– A nawet musimy! (śmiech)

– O rycerstwie ziemi sądeckiej napisałeś w 2013 r. w swoim doktoracie. Dużo było tych rycerzy na Sądecczyźnie?  

– Wspólnie z prof. Jerzym Rajmanem, uzgodniliśmy, że napiszę właśnie o rycerstwie. Pracę magisterską pisałem pod kierunkiem prof. Feliksa Kiryka na temat zamków, akurat ziemi sandomierskiej. Wiadomo: zamki i rycerze jakoś się ze sobą wiążą. Ale nie każdy rycerz mieszkał w zamku. Ten doktorat o rycerstwie był trochę pionierską pracą. Profesor Rajman kazał mi poszukać tego rycerstwa na ziemi sądeckiej. Okazało się, że rycerzy było tutaj całkiem sporo, choć nie byli oni wszędzie równo reprezentowani. Sądecczyzna w średniowieczu była w posiadaniu Księżnej Kingi, potem były to dobra klasztorne. Ziemie nadawane rycerzom to północno-wschodnia część Sądecczyzny, region Pienin, może trochę Podhale i dzisiejsza Lubowla, Podoliniec, jak również ziemia czchowska, okolice Iwkowej, Korzennej oraz okoliczne góry w Beskidzie Wyspowym. Te ziemie były osiedlane troszkę później i często nadawane rycerzom.

– Jurand ze Spychowa, Zbyszko z Bogdańca, Zawisza Czarny z Garbowa. A z Sądecczyzny kto?

– Postać chyba najbardziej kojarzona z Sądecczyzną, która istniała w rzeczywistości, to Zyndram z Maszkowic. Jak się okazało, nie pochodził on jednak z Sądecczyzny. Wykazały to ostatecznie niedawne badania prof. Marcina Przybyły, które, w miejscu, gdzie miał stać zamek Zyndrama, odsłoniły osadę z epoki brązu. Żadne średniowieczne źródła pisane nie wiążą Zyndrama z Sądecczyzną, nie ma nic. Pewnie był z innych Maszkowic.

– To w takim razie kto z tego naszego regionu?

– Powiem, że najsłynniejszy polski rycerz, Zawisza Czarny z Garbowa, który był przez kilka lat związany z Sądecczyzną. W latach 20. XV w., blisko końca swojego życia, nabył zamek w Rożnowie, dziś to ten w ruinie. Wznieśli go rycerze z rodu Gryfitów, którzy popadli potem w kłopoty finansowe. Jak Zawisza osiedlił się w tym zamku, wybrał się na wyprawę z królem węgierskim przeciw Turkom. Poległ w bitwie pod Gołąbcem, na Bałkanach, w 1428 r. Na rożnowskim zamku została jego rodzina. Wnuczka Zawiszy, Barbara z Rożnowa, wyszła dwukrotnie za mąż: najpierw za Stanisława Tęczyńskiego, a potem za Jana Amora Tarnowskiego. Piękny nagrobek Barbary znajduje się w katedrze tarnowskiej. Nie każdy o tym wie, a to „nasza” Barbara z rodu Sulimczyków, bo Zawisza był herbu Sulima. Poza tym, nasz sądecki alchemik, Michał Sędziwój, wywodził się z rodu Sędzimirów (Sędziwojów) herbu Ostoja, z Łukowicy. A tenże ród to nic innego jak ród szlachecki, rycerski.

– A dlaczego w ogóle tak kochasz średniowiecze? 

– Sam często zadaję sobie takie pytanie. Ktoś powie, że średniowiecze to czasy prymitywne. Ja powiem: surowe. To określenie mniej pejoratywne, a oddające specyfikę czasów. Im głębiej wchodzę w średniowiecze badawczo, tym bardziej wydaje mi się ono ważniejsze dla naszej cywilizacji i kultury. Nawet na naszym małopolskim, czy sądeckim podwórku, wiele miejscowości wywodzi się z XIII-XIV w. Tak samo parafie, kościoły, zabytki, cały nasz sądecki gotyk. Twórczość związana z klasztorem starosądeckim, mająca bardzo wysoki poziom jak chodzi o rozwój kultury w ogóle. Pociąga mnie w wiekach średnich, przynajmniej w oficjalnym przekazie, że były to czasy pięknych wartości, jak choćby te zawarte w kodeksie rycerskim. Ideały, do których dążono (ze skutkiem lepszym lub gorszym), były wspaniałe. Ówczesne wartości wydają mi się też prawdziwsze, jakby bliższe naturze człowieka.

Współpracowałeś z „Rocznikiem Sądeckim”, piszesz do „Studiów Sandecjana”, redagujesz kwartalnik „Sądeczanin Historia”. Nad jakim tematem aktualnie pracujesz?

– Obecnie kończymy pracę nad nowym numerem kwartalnika. Numer będzie kolejowy, a ja napisałem o dawnej sieci dróg Sądecczyzny. Nawiązałem też współpracę z Kurierem Starosądeckim. Równolegle, wraz z Leszkiem Migrałą, pracuję nad tak takim cyklem tekstów: opisuję średniowieczne dzieje tych miejscowości na Sądecczyźnie, które dziś są siedzibami gmin. Publikuję je w roczniku „Studia Sandecjana”. Oddałem już Podegrodzie, Łącko, a w najbliższym numerze opisuję Muszynę. Już pracuję nad kolejnym tekstem o historii Piwnicznej.

– Na publicystyce historycznej nie poprzestajesz. Napisałeś ostatnio podręcznik do historii dla klasy czwartej szkoły podstawowej, wydany przez wydawnictwo Nowa Era.

– I chyba całkiem nieźle to wyszło. W związku z tym, że zmienia się podstawa programowa, zostałem zaproszony do współautorstwa podręcznika dla klas czwartych. Już został zaakceptowany przez ministerstwo i od września tego roku będzie obowiązywał w szkołach. Wkrótce będę też pisał podręcznik dla klasy piątej, a ta jest szczególnie bliska mojemu sercu, ponieważ będę miał przyjemność opracować kilka rozdziałów dotyczących średniowiecza.

– Na koniec powiedz proszę jakie masz zdanie w sprawie odbudowy ruin sądeckiego zamku? Pojawiły się ostatnio kolejne wizualizacje… Co o nich sądzisz?

– To bardzo ciężki, ale ważny temat. Na początek oddzielmy dwie rzeczy. Odbudowa zamku to jedno, a badania i różne koncepcje początków zamku, a nawet tego, co było tam wcześniej, to drugie. Według mnie te dwie kwestie niepotrzebnie są łączone przez osoby zajmujące się tematem. Osobiście jestem przekonany, że prawdziwą jest teoria Andrzeja Żakiego, iż pierwszy ośrodek sądecki, tzw. pierwszy Sącz, to był gród w dzisiejszym Podegrodziu. Dlaczego tak jest? Można by długo mówić, ale nazwa miejscowości nie jest przypadkowa. Najpierw był gród w Podegrodziu, potem Stary Sącz, a potem Sącz zwany Nowym, założony przez Wacława II Czeskiego w 1292 r. Taka jest kolej rzeczy. Zamek sądecki powstał w swoich zrębach w czasie lokacji miasta, był to typowy zamek miejski, ściśle zespolony z murami, jakkolwiek jest to dyskusyjne. Najwcześniejsza forma zamku jest nie do końca znana. Potem w czasach kazimierzowskich był rozbudowywany, w kolejnych epokach przebudowywany do naprawdę pięknej formy w czasach swej świetności. Co do genezy, w tym miejscu nie było wcześniej żadnego grodu, może jakieś osadnictwo, mogła być jakaś otwarta osada. Ale absolutnie nie było tam wcześniej żadnej budowli obronnej.

Jeśli chodzi o sprawę odbudowy, to kiedyś w Polsce było takie przekonanie, że zamków nie należy w ogóle odbudowywać, że pożądane są trwałe ruiny. Potem zaczęto te zamki odbudowywać. Nie trzeba daleko szukać, mamy zamek Tropsztyn w Wytrzyszczce. W związku z jego odbudową w latach 90. XX w. były duże kontrowersje, związane z użyciem nowoczesnych materiałów takich jak żelbet. Inna rzecz to fakt, że badania archeologiczne nie zawsze pokażą nam pełen obraz, na podstawie którego można zamek odbudować. Jedna sprawa to jak zamek wyglądał, a druga, jak go odbudujemy oraz pytanie czy warto i należy? Nie mam tu jakoś twardego zdania. Funkcjonuje taka opinia, że zamek sądecki z czasów austriackich był brzydki. Ja jestem daleki od tego zdania. Była to budowla o prostej bryle, mury i dach dwuspadowy. Odbudowuje się Rytro, Muszyna, także trochę dalej od nas odbudowano Korzkiew, Mirów, Bobolice. Czy odbudować zamek sądecki? Myślę, że tak, ale w jaki sposób, to już kwestia dyskusyjna. Najnowsza koncepcja jest chyba dość rozsądna. Ostrożnie jestem za odbudową, należy to jednak zrobić najlepiej jak można. Po co tkwić w ruinie, która swoją drogą jest niestety ruiną postępującą.

Agnieszka Małecka
Fot. z arch. S. Wróblewskiego.  
Rozmawiała Agnieszka Małecka

Nowy, letni numer DTS – pobierz i czytaj!

Filmoteka dts24

211 Videos