Mówi się o nich z uznaniem — konkretne, świetnie przygotowane, zaangażowane. Pielęgniarki i położne z Limanowej od lat cieszą się opinią jednych z najlepszych w regionie. Może i brzmi to zdanie jak z przewodnika zachwalającego lokalne walory, ale to fakt! Skąd ta reputacja? Może z mocnych lokalnych tradycji, może z dobrej szkoły, a może po prostu — z charakteru. Bo jeśli ktoś raz pracował z dziewczynami z Limanowszczyzny, wie, że można na nie liczyć. Zawsze.
Oddział otolaryngologiczny Szpitala im. S. Żeromskiego w Krakowie przez wiele lat mieścił się w osobnym budynku, oddalonym o kilkadziesiąt metrów od głównego kompleksu. W końcu zapadła decyzja: laryngologia zyska nowe miejsce wewnątrz głównego budynku.
Mission impossible Elżbiety Głowy
Przeprowadzka była nieunikniona – sprzęt, łóżka, dokumentacja, meble… i oczywiście pacjenci. Cała operacja musiała zmieścić się w dwa dni – sobotę i niedzielę. W poniedziałek oddział miał już działać w nowej lokalizacji – jakby był tam od zawsze, nic nie mogło przerwać szpitalnej rutyny: przyjęć, badań, zabiegów. Pacjenci nie mogli nawet zauważyć, że coś się zmieniło. Brzmi jak mission impossible?
Nie dla Elżbiety Głowy, ówczesnej pielęgniarki oddziałowej (staż- 47 lat, pochodzi z Ujanowic k. Limanowej, kształciła się też w Limanowej).
– Hubert, potrzebuję twojej ciężarówki na weekend – rzuciła krótko do syna, właściciela Iveco.
Przez dwa dni – od świtu do nocy jeździła w tę i we w tę Iveco syna na zmianę z dr Jerzym Sobeńko i przeniosła cały oddział. W poniedziałek o 6:50, jak zawsze, stawiła się gotowa do pracy. Cyborg, nie oddziałowa.
– Ela to nie tylko solidna pielęgniarka, ale świetna organizatorka. Prawdziwy zadaniowiec – wspominają współpracownicy. – Przeniosła oddział właściwie własnymi rękami, oczywiście miała pomocników. Ale to trzeba mieć dar przekonywania, aby ściągnąć personel do pracy w niedzielę. O nic nie prosiła, nigdy też nie wypomniała, że kiedy my przyszliśmy w poniedziałek jak gdyby nigdy nic, wszystko już było gotowe: gabinety, sale, sprzęt. Dzięki niej mogliśmy od razu normalnie pracować – diagnozować, operować. Gdyby nie jej zaangażowanie, przeprowadzka zajęłaby tydzień. A tak – pacjenci nawet się nie zorientowali – mówią lekarze. – Oczywiście, wiedzieliśmy, że Ela jest z Limanowej, zawsze to podkreślała. Jej pochodzenie to jak gwarancja jakości – dodają. (…)
Sięgnij po cały tekst w najnowszym wydaniu DTS – za darmo pod linkiem:
Fot. Grzegorz Chajdaś i Fot. Z arch. M. Trebuni



























































































































































































































