Patagończyk w Kotlinie Sądeckiej – miłość, góry i nowe życie

Patagończyk w Kotlinie Sądeckiej – miłość, góry i nowe życie

Spotykamy się w jednej z pizzerii na osiedlu Wólki, nieopodal gabinetu fizjoterapii prowadzonego przez Natalię. Diego Umaña, Argentyńczyk z Bariloche w Patagonii, od kilku lat mieszka w Nowym Sączu. Jest ultramaratończykiem. Na swoim koncie ma około 70 maratonów – większość górskich. Gdy tylko czas mu na to pozwala, bierze udział w zawodach na dystansach często sporo dłuższych niż klasyczne 42 km.

Z Diego Umaña rozmawia Wojciech Knapik

– Jak to się stało, że poznałeś Natalię, sądeczankę, z którą teraz dzielisz życie?

– Przez internet. Od lat biegam maratony i jeszcze dłuższe dystanse, głównie po górach. Często wrzucam na Instagram zdjęcia z zawodów i treningów. Pewnego dnia zauważyłem, że jedno z nich polubiła ładna dziewczyna z Polski. Pomyślałem: „Kto to jest?” i postanowiłem do niej napisać. Ku mojemu zaskoczeniu – odpisała. Tak zaczęła się nasza znajomość. Z czasem dowiedziałem się, że jest fizjoterapeutką, co w połączeniu z moją pasją do biegania wydało mi się ciekawym zbiegiem okoliczności. Pisaliśmy do siebie dużo, czasem do późna w nocy.

Mniej więcej w tym samym czasie zapisałem się na bieg ultra w okolicach Chamonix, w masywie Mont Blanc. Zainteresowanie tymi zawodami jest ogromne, dlatego organizatorzy przyznają miejsca poprzez losowanie. Nie wiedziałem, czy uda mi się dostać, ale sama perspektywa pierwszego startu w Europie była ekscytująca. Dotąd brałem udział w zawodach jedynie w Ameryce Południowej – w Argentynie i Peru. Napisałem Natalii, że jeśli się zakwalifikuję, być może uda mi się ją odwiedzić. Odpisała: „OK, OK”, ale chyba nie do końca wierzyła, że rzeczywiście do tego dojdzie.

A jednak – los mi sprzyjał. Dostałem się na bieg. Powiedziałem Natalii, że skoro będę w Europie, to chcę ją zobaczyć i poznać osobiście. To nasze pierwsze spotkanie przeciągnęło się na kilka tygodni. Nie ukrywam – zaiskrzyło od razu. Ewidentnie przypadliśmy sobie do gustu. Po zawodach wróciłem do Argentyny, ale szybko okazało się, że bardzo za sobą tęsknimy.

Tym razem to Natalia zapowiedziała, że odwiedzi mnie w Bariloche. Przyjechała na przełomie 2018 i 2019 roku. Po tym pobycie już wiedzieliśmy, że chcemy iść przez życie razem. I tak trafiłem do Polski, a dokładnie do Nowego Sącza.

– Myślisz, że jesteś jedynym Argentyńczykiem w Nowym Sączu? Spotkałeś tu jakiegoś rodaka?

– Nigdy. Podobno mieszka tu parę osób z Meksyku i Peru, ale osobiście poznałem tylko jednego Peruwiańczyka, który ożenił się z Polką. Inaczej jest w większych miastach, na przykład w Krakowie – tam istnieje mała argentyńska społeczność.

– Zamknij teraz oczy, proszę i spróbuj opisać nam swoje rodzinne miasto, Bariloche. Co widzisz?

(Diego najpierw bierze parę łyków wody mineralnej, jak na sportowca przystało i dopiero po tym zamyka oczy. Wtedy na jego twarzy pojawia się lekki uśmiech).

– Woda, jeziora, natura, błękitne niebo. Ośnieżone szczyty Andów Patagońskich wznoszą się nad taflą jeziora, a wokół rozciągają się lasy. Wśród zabudowań dominują charakterystyczne alpejskie wille – drewniane, z wysokimi spadzistymi dachami. Na wodzie unoszą się łódki i kajaki, a między drzewami wiją się liczne ścieżki i szlaki – idealne do biegania. Inaczej niż w Polsce, gdzie większość tras jest wyasfaltowana, w Bariloche to głównie szutrowe ścieżki, naturalnie wkomponowane w krajobraz. W samym mieście mamy siedem jezior – otaczają nas z każdej strony. Widoki są wspaniałe!

– A jak porównałbyś Bariloche do Nowego Sącza? (…)

  Całą rozmowę przeczytasz w specjalnym wydaniu DTS – dostępnym bezpłatnie pod linkiem:  

Filmoteka dts24

217 Videos