Pani Teresa szuka siostry, którą adoptowano w 1954 roku

Teresa Skierka dowiedziała się od umierającej matki, że ma siostrę bliźniaczkę, która trafiła do rodziny adopcyjnej. Teraz, po 62 latach, próbuje ją odnaleźć. Śladów szukała przez ponad dwa tygodnie w Krynicy-Zdroju oraz w Muszynie, gdzie ona i jej siostra w 1954 r. przyszły na świat…

wsb3

– Łudziłam, się, że dzięki wizycie w Muszynie i Krynicy coś mi się uda wyjaśnić. Niestety, nie trafiłam na żaden ślad – opowiada nam pani Teresa.

Jej mama zmarła 26 lutego tego roku. Na łożu śmierci wyjawiła, że miała jeszcze jedno dziecko.

–  Z mamą byłam bardzo blisko związana, byłam tylko z nią… Informacja, którą mi przekazała, mocno mną wstrząsnęła. Nie umiem sobie od tej pory z tym poradzić. Postanowiłam przyjechać do Krynicy-Zdroju i poszukać śladów zaginionej siostry bliźniaczki. 

Jadwisię zabrali rodzice adopcyjni

– Pierwszym domem, w którym przed laty mieszkałam w Krynicy razem z mamą, była willa Lotos. Mama pracowała tam na stołówce dla pracowników willi. Potem pracowała w Starym Domu Zdrojowym. Zawsze przewijało się tam wiele osób. Podczas moich poszukiwań, spotkałam sporo starszych osób, które pamiętają moją mamę – Zofię Adamczyk. Wszyscy potwierdzają, że mama miała dwie córki – mnie i moją siostrę – opowiada pani Teresa.

Rodzice adopcyjni Jadwisi

– Jadwisię, bo tak najprawdopodobniej siostra miała na imię, zabrali rodzice adopcyjni, jacyś kuracjusze czy wczasowicze, który akurat przebywali w Krynicy-Zdroju – dodaje.

Fakt, że kobieta urodziła bliźniaczki usunięto z metryki, aby wyszło na to, że mamą Jadwisi była wczasowiczka.

– Rodzice adopcyjni byli ludźmi wykształconymi, majętnymi, starszymi od mamy, która urodziła nas w wieku 20 lat. On był lekarzem. Nie znam ich nazwiska. Ci ludzie nie mogli mieć dzieci, więc zapewne bardzo się ucieszyli, że dostali moją siostrę. A mama oddała dziecko, bo było nam wtedy bardzo ciężko… Nie byłaby w stanie wychować nas dwóch, przynajmniej tak wtedy myślała. Gdy 8 listopada 1954 r. przyszłyśmy na świat, mamy nie było stać nawet na wózek. Wtedy wszystkie dzieci rodziły się na porodówce w Muszynie, w Krynicy nie było jeszcze oddziału położniczego – opowiada pani Teresa.

– Podejrzewam, że siostra ani o naszym rozdzieleniu, ani o moim istnieniu nic nie wiedziała. Została zabrana i wywieziona w nieznane mi miejsce z oddziału położniczego – dodaje.

Jedyna fotografia siostry

– W księgach parafialnych nie sprawdzałam, bo siostra została wywieziona i była chrzczona gdzie indziej. Na fotografii, którą rozesłałam w świat nie ma żadnego podpisu ani pieczątki. Skąd to zdjęcie się wzięło – też nie wiem. Jak chodziłam do podstawówki, koleżanki przynosiły do szkoły różne zdjęcia rodziny. Ja nie miałam takiego zdjęcia, to była droga sprawa, mamy nie było na to stać. Pewnego razu znalazłam jednak tę jedną, jedyną fotografię. Zapytałam mamę, kto na niej widnieje. Ona odparła, że ja razem z jakimiś wczasowiczami. Potem mama zabrała zdjęcie, nie chcąc, bym je gdzieś zapodziała czy zniszczyła. Nie widziałam go przez lata. Dopiero teraz, kiedy porządkowałam rzeczy w związku z chorobą mamy, ponownie wpadło mi w ręce. Jest na nim moja siostra bliźniaczka. To jedyny jej wizerunek jaki mam. Niesamowite że zdjęcie zachowało się przez te wszystkie lata… 

A może Ty pomożesz odnaleźć Jadwisię?

Teresa Skierka z domu Wysocka,  siostra poszukująca adoptowanej bliźniaczki pozostawiła do siebie kontakt: kom. 793 08 11 54

Fot. UM Muszyna.

KOMORA
ZESZYTYBOBO
Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zamiast wzruszającego wstępu

Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz

10 lat temu (słownie dziesięć) 30 września ukazał się pierwszy numer „Dobrego Tygodnika Sądeckiego” (zwanego dalej DTS). Z tej okazji dokładnie 10 lat później oddajemy do rąk Czytelników nową odsłonę naszego portalu dts24.pl.

A wracając do jubileuszu, po długiej i burzliwej naradzie nie doszliśmy jednak do porozumienia – cieszyć się czy martwić z tego powodu? Cieszyć, bo to zawsze miło dojść do jakiegoś punktu. Martwić, bo choć wytrwali w marszu, to jednak jesteśmy starsi o dekadę.

Świętowanie jubileuszy pachnie naftaliną starej szafy, a już na pewno muzealną ekspozycją. A do muzeum jeszcze nam niespieszno. To już na cmentarz było zdecydowanie bliżej, wszak jakiś czas temu w konkurencyjnych mediach ukazały się dwa nasze nekrologi. I jak tu nie wierzyć w mądrości ludowe? Mówią, że umarłeś? Wróży ci to długie życie. O tych nekrologach DTS to byśmy już nawet nie pamiętali, ale Jerzy Wideł przypomniał na 27 stronie. Wiadomo, Wideł mieszka najbliżej cmentarza i pasjami czytuje nekrologi.

Zatem jubileusz bierzemy z marszu, bez ckliwych przemówień, ronienia łzy, ani też bez zbędnego zadęcia. Ot, pogrzebaliśmy trochę w starych zdjęciach, pofatygowaliśmy się sprawdzić co słychać u kilku bohaterów tekstów z tamtego 30 września i w zasadzie tyle. No dobrze, poprosiliśmy jeszcze prasoznawców i speców od mediów o krótki wykład, jak to jest z tą prasą lokalną (str. 14-15). Wychodzi na to, że ciągle nieźle. Przedwczesne również okazały się pogłoski o rychłej śmierci papieru jako nośnika różnych treści. DTS oczywiście nie upiera się, że wersja papierowa gazety jest nieśmiertelna i oddamy nie za nią życia. Wszak coraz więcej naszych czytelników wybiera niepapierową wersję gazety. Papier to jednak papier – prestiż i elegancja. A w internecie każdy stragan z jarzynami ma dzisiaj swoją stronę (z całym szacunkiem dla warzyw, powinno się je zjadać trzy razy dziennie).

Trendy są zresztą lekko odwrotne, a przecież wiadomo, że dziś wszelkie trendy wyznacza Facebook. No więc Facebook jakiś czas temu uznał, że dla swoich najlepszych klientów stworzy ekskluzywny, bezpłatny magazyn „Grow”. No, bo papier to prestiż (chyba już wspominaliśmy), a nie byle post na osi czasu. DTS identycznie – dla naszych najlepszych na świecie Czytelników tworzymy ekskluzywny, bezpłatny magazyn. Bo chcemy, żebyście poczuli się docenieni. Czy to nie jest piękne – wcale nie musicie być najlepszymi biznesowymi partnerami Marka Zuckerberga, by ktoś wyłącznie z myślą o Was tworzył ciekawe treści.

No i to by chyba było na tyle, jeśli chodzi o 10-lecie ukazania się pierwszego numeru DTS. Tyle się przez te lata wydarzyło ciekawych rzeczy (najważniejsze przypominamy na str. 16), ale przecież nie będziemy się tu wzruszać minionymi dokonaniami. Wyznajemy raczej starą piłkarską zasadę „Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz”. I cóż z tego, że wygrałeś już 100 meczów. Najważniejsze jest to, czy masz plan, jak wygrać dziesięć i dwadzieścia następnych. Nasze głowy pełne są pomysłów na najbliższe tygodnie i miesiące, potrzebujemy tylko sprzyjających warunków, aby je zrealizować. No i co mamy teraz napisać, że czasy są ciężkie, a przyszłość niepewna. Tyle to wiemy, przecież wszyscy mają pod górkę. A kto akurat ma z górki, też musi uważać, żeby się za mocno nie rozpędzić, bo potem wielkość guza jaki można sobie nabić jest wprost proporcjonalna do osiągniętego rozpędu.

Cieszymy się, że możemy robić dla Was coś ciekawego i pożytecznego. Od 10 lat napędzamy się naszym wrodzonym optymizmem, na równi zresztą jak reklamami, które na naszych łamach zamieszczacie. No i tu trafiamy na błędne koło filozoficznie – nie byłoby tak wielu Reklamodawców, gdyby DTS nie miał tak wielu Czytelników. Nie byłoby tak licznych Czytelników, gdyby Reklamodawcy nie utrzymywali gazety na zadowalającym wszystkich poziomie. Prawda, jaka piękna puenta?

Oczywiście chcielibyśmy Was wszystkich uścisnąć z okazji urodzin, ale pamiętamy, że trzeba zachować dystans społeczny. Nie znaczy to wcale, że podchodzimy do tego wszystkiego z dystansem. Wręcz przeciwnie. Wzruszamy się!

Redakcja DTS

Przeczytaj jubileuszowe wydanie „Dobrego Tygodnika Sądeckiego”: