Opowieści Oberżyświata Kategoria: TEQUILA. TEQUILA PATRON AÑEJO

Opowieści Oberżyświata Kategoria: TEQUILA. TEQUILA PATRON AÑEJO

Wiosnę, która jakby bliżej, wypadałoby uczcić trunkiem słonecznym. Niech to będzie meksykańska tequila!

Historia agawowego destylatu jest długa i nieco skomplikowana, bo więcej w niej domysłów niż udokumentowanej wiedzy. Wpierw Aztekowie zaczęli w czasach prekolumbijskich robić wino z soku niebieskiej agawy. Używali go prawdopodobnie nie dla rozweselania gawiedzi, ale dla celów liturgicznych. W końcu otumanianie się alkoholem pomaga uwierzyć w różne fantasmagorie. Gdy Hiszpanie dotarli z Europy na Jukatan, byli już mocno od alkoholu uzależnieni. Wino agawowe było jednak słabiutkie i smakiem nie przypominało wina europejskiego. Transport wina z Hiszpanii nie był prosty ani tani. Więc Hiszpanie zaczęli wino azteckie destylować. Trunek był to podły, ale tani. Biedakom wystarczał przez stulecia. I pewnie pozostałby regionalnym napitkiem, gdyby nie amerykańska prohibicja (1919-1933). Amerykanie przemycali alkohol od sąsiadów, whisky z Kanady, rum z Karaibów, a z Meksyku tequilę. Meksyk był też apetyczną destynacją wakacyjną, Więc Amerykanie upijali się tam na potęgę. Tequila była tanią gorzałą wyrabianą w domowych gospodarstwach. Smak miała okrutny, więc mieszano ją z cytrusowymi sokami i cukrowym syropem. Tak narodziła się Margarita, czyli po naszemu Stokrotka. Najwięksi desperaci pili tequilę czystą, a podniebienie oszukiwali zabawnym rytuałem. Mianowicie po łyknięciu agawowego bimbru lizali sól i gryźli ćwiartki limony. I to się przyjęło! A nawet zaczęło być modne. Żeby było zabawniej otumanieni tequilą Amerykanie (szczególnie „dzieci kwiaty” w latach 60-tych) wierzyli, że alkohol ten zawiera meskalinę, czyli psychodelik. Ta bzdura  – po prostu agawę w Meksyku nazywa się meskalem – pomogła w popularyzacji ciągle podłej wódki.

Skoro Amerykanie tequilę polubili (do dzisiaj są jej najliczniejszymi konsumentami!), producenci zaczęli bardziej dbać o jej jakość. Ustalono pewne reguły, które miały decydować o prawach do owej nazwy. Od prawie stu lat tequilą nazywamy wódkę, która wyrabiana jest w co najmniej 51 procentach z niebieskiej agawy. Koniecznie w regionie Jalisco, wokół miast Tequila i Guadalajara. Z bulw agawy (potężne, ważą ponad 60 kg) wyciska się sok i odparowuje miąższ aby zwiększyć ilość naturalnych cukrów. Następnie szczepi się pulpę drożdżami by sprowokować i przyspieszyć fermentację. Zwykle na tym etapie dodaje się też brązowy cukier, melasę, aby było szybciej i taniej. Destylacja w alembikach doprowadza spirytus do mocy nieco ponad 50 procent. I już. Po krótkiej stabilizacji (około miesiąca) w tankach ceramicznych rozcieńczana jest wodą do mocy 40 procent i rozlewana do butelek. Tak powstaje tequila bezbarwna, nazywana też srebrną. Jeżeli jednak spirytus trafi do dębowych beczek, nabywa innych wartości smakowych i zmienia kolor. Taka tequila nazywana jest złotą. Ponieważ pod koniec XX wieku sprzedaż meksykańskiej wódki z agawy rosła niebywale, prymat ekonomii ciągle lekceważył jej jakość. Tequilę nagminnie mieszano z wódką zbożową. Doszło do tego, że w większości butelek, które trafiały na rynek, prawdziwego destylatu z agawy było zaledwie… 10 procent. Po przełknięciu krzywiliśmy się, ale cóż począć? Poddaliśmy się modzie. Ale zaczęliśmy też rozglądać się za destylatem lepszym…

Przed Państwem (i przede mną) butelka tequili Patron Añejo. Dlaczego? Bo stał się cud! Zaczęto robić tequile dobre i bardzo dobre, a stało się to na naszych oczach. Dzisiejszy mój wybór jest tego emblematycznym przykładem. Właśnie Patron jest dla mnie tego najlepszym wzorem. Marka Patron istniała od połowy XX wieku, bardzo przeciętną tequilę produkowała firma Casa 7 Leguas. W 1989 roku prawa do marki kupił John Paul DeJoria. Chętnie bym się z nim napił. Bo to facet fascynujący! W wieku 30 lat był nikim, spał w samochodzie. W wieku 40 lat obracał milionami. Dzisiaj jest miliarderem, inwestorem w wielu branżach i znanym filantropem. Miał odwagę tworzenia nowych brandów i ulepszania już istniejących. Zarobił gigantyczne pieniądze dzięki pociągowi do odrobiny luksusu nas wszystkich. Mnożył więc forsę na kosmetykach (dla ludzi i zwierząt), na biżuterii, na motocyklach i jachtach dla snobów. Angażował się w przedsięwzięcia medialne, tworzył nowe trendy, a następnie wchodził tam z luksusowym towarem. Wiedział, że Amerykanie i świat cały pije marną tequilę, więc postanowił tworzyć wódkę z agawy najwyższej jakości. Oczywiście odpowiednio droższą. Tak aby nie wstydzić się jej spożywania, ale być z tego dumnym.

Nie wiem za ile kupił ze wspólnikami markę Patron (pewnie kilka, kilkanaście milionów), ale wiem, że po trzech dekadach, w roku 2018 sprzedał brand za… pięć miliardów dolarów! Oto cudotwórca. Nabywcą był alkoholowy gigant firma Bacardii.  John Paul DeJoria przede wszystkim pod brandem Patron stworzył tequilę tzw. klasy premium. Nowoczesna technologia i stosowny reżim. Żadnych podróbek, żadnego mieszania. Wódeczność powstaje w stu procentach z bulw agawy. Starzona jest w nowych dębowych beczkach z Francji, z Węgier, oraz w amerykańskich beczkach, w których wcześniej leżakowała whiskey. Do dzisiaj Patron chwali się, że w jego wyrobach jest zero cukru, zero soli, zero glutenu, zero tłuszczu, zero protein. Dołożono do tego snobistyczne karafkowe opakowanie. Taka tequila stała się pożądana na najlepszych stołach. Na salonach nie pija się już Margarity w wersji dla ubogich (tequila + sok z limony + syrop cukrowy),  ale miesza ją z Cointreau lub Grand Marnier, dosładza syropem z agawy i uzupełnia różnymi zaklęciami aromatyzowanym dymem. Inni producenci tequili, żeby nie tracić dystansu, musieli naśladować Patrona i poprawić jakość.

Moje podniebienie nie potrzebuje dolewania do tequili likierów pomarańczowych. Dobry produkt traktuję z szacunkiem. Choć rytuał nieco poprawiłem. Najwięcej satysfakcji czuję, gdy wpierw mam w ustach odrobinę miałkiej soli, dopiero potem kieliszek zimnej tequili (ale nie mrożonej!) i ćwiartka cytryny lub limony na koniec. A najbardziej tequila mi smakuje, gdy po kąpieli wychodzę z morza i w ustach jeszcze mam smak wody morskie. Wtedy jestem w przedsionku raju. Gdyby jeszcze była tańsza…

Ktoś spyta, dlaczego odmiana Patron Añejo? Otóż añejo to po hiszpańsku stary. Nie jest wprawdzie stara jak ja, ale 12 miesięcy w kolejnych beczkach czyni ją godną polecenia. Ale wyboru każdy powinien dokonać na własny rachunek i na własny gust, a Patron ma kilkanaście odmian. Co może niektórych smakoszy zdziwi, złocistą tequilą lubię też przy stole kontrastować smak z marynowanymi śledziami, świeżymi ostrygami, limonkowym ceviche, oraz niektórymi daniami cytrynowej kuchni indochińskiej.

 

WRAŻENIA: barwa jasnego bursztynu; klarowność idealna; ślad na kieliszku oleisty; aromat mocny, rzekomo waniliowy, ale bardziej fermentacji owocowej; smak potężny – owocowy, pikantny, etylowo-taninowy, z lekką goryczką, ale z wędzoną, słodkawą końcówką; moc 40%.

 

SERWOWANIE: tequila lubi grube szkło, więc albo ciężki kieliszek, albo szklaneczka do whisky; chłodna 5-6 stopni Pana Celsjusza (mrozimy tylko podłą tequilę); jako się rzekło przyda się towarzystwo soli i soku z cytryny lub limonki; w szklance na lodzie popijamy niespiesznie; w long drinkach świetnie łączy się z sokami z wszelkich cytrusów; trunek zdecydowanie towarzyski i rozrywkowy.

PRZEMYSŁAW OBERŻYŚWIAT OSUCHOWSKI

© GOZDAWA PROJEKT, Przemysław Osuchowski, Kraków 2025

tagi: PATRON, TEQUILA, MEKSYK

Filmoteka dts24

217 Videos