Od razu informuję, że niewiele się działo na tej sesji. Nie warto zatem czytać tej relacji. Ale są takie konteksty, że i nuda staje się fascynująca. A ja szedłem pełen nadziei, że będę pisał „cuda”. To w końcu sesja budżetowa. Najważniejsza sesja rady w roku.
Najpierw jednak zrelacjonuję swoje przybycie do sali magistrackiej. Szedłem sobie dumnie przez płytę rynku. Ale czapkę-niewidkę zakładam na skrzyżowaniu Lwowska–Jagiellońska–Rynek. To, w mojej opinii, kluczowe miejsce Nowego Sącza. Tam krzyżują się wszystkie osie triangulacyjne, po których biegnie duch naszego miasta.
Jest jeszcze Kasztan, ale on ma znaczenie totemiczne. Wróble? One są „dobrymi duszkami” naszego miasta. No i Pani Skarbniczka — ona im przewodzi w chórze miłości. Jest w oczywistej zmowie z wróblami. Świadczyła o tym jej kreacja: już nie sylwestrowa, ale… ciasne „body” na górze i góralska spódnica w czerwone serca na czarnym tle. W awersie dama kier, w rewersie dama pik. To należy traktować jako manifest miłości. A romans z księgową wcale nie musi być nudny.
Sesja zaczęła się tematem o sztuce, konkretnie o malarstwie. Jakże się to rymowało z miłością. Wszyscy znają się na sztuce malarskiej. To było bardzo budujące. A parytet został zachowany, gdy Pan Prezydent Bochenek odważnie nazwał panią Iwańską „naszym Nikiforem”. Kurka wodna, spodobało mi się to.
Potem osobiście Pan Prezydent wygłosił wstrząsającą prezentację budżetu miasta na 2026. Wyszły z tego „kwitnące krajobrazy”. Uwiarygodniły to szczere łzy w oczach Pana Prezydenta. Tak powinno się wygłaszać prezentacje budżetowe.
Pan Radny Kądziołka wygłosił dość suche i odwetowe przemówienie budżetowe. Nie czyta chyba Kurka, bo przecież to wszystko onegdaj omówiłem. Przyczepił się do kwestii ogólnych. Główny zarzut: brak strategicznych założeń budżetu. To tak ogólne, że nawet perpetuum mobile można zarzucić brak strategicznego podejścia.
Pan Radny Piech próbował powiedzieć coś więcej. Ale znów opowiadał o zadłużeniu i deficycie. A to nie jest oś ewentualnego ataku na ten budżet. Nadmienił także, że wskaźniki są nieadekwatne, tak w ogóle. Proklamował podejście indywidualistyczne. Takie sytuacyjne. No tak, Pan Piech jest humanistą, a humaniści do kwestii finansowych podchodzą jak poeci. Uszczegóławiają, żeby potem uogólniać. Poczytajcie sobie Herberta.
Potem poszło o spór o 150 milionów. I tutaj zrobiło się ciekawie, bo to był spór z pogranicza logiki i finansów. Pani Skarbniczka mówiła ujmująco, niemal jak przedszkolanka do dzieci: nie trzeba rozumieć, żeby uwierzyć.
O co szło? O to, czy prezydent ma prawo zadłużyć miasto „do 150 milionów”, czy też jest to tylko techniczna korekta zapisu, taka mimochodem A to są dwie różne rzeczy, bo w dokumentach funkcjonują dwa limity.
Pani Skarbniczka zrobiła prosty zabieg uspokajający: wzięła „150 milionów” i rozłożyła je na 25 lat, bo na tyle sięga WPF, a potem jeszcze „pokroiła” to na 49 wydziałów, żeby brzmiało jak drobne kwoty w długim horyzoncie. Nasi Pisowcy opowiadali to odwrotnie: że 150 milionów to w praktyce możliwość zadłużania miasta przez prezydenta do tej kwoty.
I tu jest sedno sporu — nie o matematykę, tylko o znaczenie zapisu. WPF dotyczy wieloletnich zobowiązań i umów, a budżet roczny dotyczy tego, ile długu wolno zaciągnąć w konkretnym roku. Jedni „rozrzedzają” kwotę w czasie i strukturze urzędu, drudzy „zagęszczają” ją do jednego hasła o zadłużaniu. Obie narracje działają na emocje, ale dotyczą różnych mechanizmów finansowych.
To ma oczywisty kontekst związany ze sprawą zarzutów prokuratury i możliwości wstrzymania finansowania w projektach UE. Z tej sprawy wystaje prokuratorka europejska i OLAF. Taki zapis sprawia, że można robić to po cichu, bez politycznego rozgłosu.
Potem poszły już wystąpienia radnych. Pan Radny Ziaja staje się głównym aktorem, bo jest tak teatralny i jednocześnie próbuje „przeskoczyć skocznię”. Jego namiętność bywa trudna do zniesienia. Projektuje swoje wystąpienia w oparciu o… Właśnie o kogo? Po długim namyśle wyszedł mi Benito Mussolini. Ale jest i nasz polityk, którego naśladuje Pan Ziaja. Chodzi o Grzegorza Brauna. Tylko on mówi lepiej po polsku, bo Pan Ziaja czasami plącze się w tym rozpamiętaniu.
Pan Ziaja zastosował prosty zabieg. Kto nie głosuje za budżetem, ten jest przeciwny inwestycjom na poszczególnych osiedlach. Zaczął je wymieniać hurtowo. Akcentował te słowa tak wyraźnie i tak mocno, że generował wyrzuty sumienia nawet u mnie. A każda inwestycja osiedlowa była jak w cios w serce. Pan Kądziołka był niewzruszony, ale Pani Mularczyk zaczęła się łamać. Ostatecznie nie oddała głosu.
W międzyczasie wystąpiła Pani Skarbniczka, tłumacząc po raz wtóry te 150 milionów. Powiedziała jednak coś, co mną wstrząsnęło. Uroczo i ujmująco podziękowała naszym Pisowcom za „okruchy miłości”. Jakie to poetyckie. Nie pasuje jakoś do księgowej. Ale tak dowiodła po raz kolejny, że jest owładnięta miłością. A spódnicę powinna oddać na licytację WOŚP&Caritas. Wiele młodych sądeckich dziewcząt chciałoby wystąpić w takiej kreacji na weselach.
Jak napisałem wcześniej, nie było szczególnych fajerwerków na tej sesji. To dla Kurka źle, ale jest to powód do mojej indywidualnej dumy. Oni czytają Kurka! Wstrzymują się od performansów. Na pewno Pan Prokopowicz stał się powściągliwy. A nawet Pan Gieniec. Chociaż ten ostatni powinien przemyśleć używanie mimiki i gestykulacji.
Pan Gieniec wygłosił także niezwykle przekonującą mowę na temat aktu „wstrzymania się” od głosu. Był tak przekonujący w tym, że wszyscy radni powinni się wstrzymać od głosu. A wstrzymywanie się od głosu jest aktem najwyższej odpowiedzialności. To takie sokratejskie. Pan Gieniec ma zacięcie filozoficzne i to mi bardzo imponuje i przekonuje.
Nie zawiódł oczywiście Pan Radny Artur Czernecki. Wyłowiłem kilka perełek. Jakże on lubi przemawiać z rozmachem. A przy tym „przemawia” całym ciałem. To jest połączenie Bustera Keatona z… Kurka wodna! — Rowana Atkinsona, ale także z domieszką Ala Pacino w nietrzeźwości.
Pan Czernecki oświadczył uroczyście: „Dzisiaj stoimy na progu rozwoju miasta Nowego Sącza”. Mocna sprawa z tym „progiem rozwoju”. Potem oświadczył, że „ten budżet powstał kosztem rodzin i kosztem dzieci”. Też mocne.
I nagle zaprotestował przeciwko „edukacji tak zwanych inżynierów czarnoskórych” w naszym mieście. Potem już się nie patyczkował z opozycją. Według niego opozycja chce zrobić mieszkańców „w balona”. No i wyszło, że wszystkich nas czekają akty oskarżenia: „dzisiaj pan, a jutro pan”. Zarzuty dostaną wszyscy, wcześniej czy później. Tak wieszczył Pan Czernecki. Czy chodziło mu radnych, czy o wszystkich mieszkańców miasta?
Pan Radny Prokopowicz użył w swoim niezwykle powściągliwym wystąpieniu słowa bardzo zaskakującego. Stwierdził, że mieszkańcy Nowego Sącza nie są „niepełnosprytni”. Ja już napisałem list do profesora Bralczyka. Poprosiłem o interpretację. Zaapelowałem też, żeby to słowo wprowadzić do słowników i powszechnego użycia. Mówi się o kimś, że jest inteligentny. Że jest niegłupi. A lekceważy się i pomija znaczenie sprytu w życiu. A przecież w kawałach o Polaku, Rusku i Niemcu to właśnie polski spryt bywał najważniejszy.
No i mocno przysolił Pan Prezydent Artur Bochenek. Oświadczył, że radni są niedouczeni. Sprytni są z natury, ale niedouczeni, bo nie rozumieją budżetu. Wskazał od razu na Pana Radnego Targosza, że on jest taki niedouczony i że zostanie skierowany na przymusowe szkolenie, które będzie pokrywane z budżetu miasta. Podobno ustalili to już z przewodniczącym rady Krzysztofem Głucem.
No ale nie ma takiej pozycji w budżecie miasta na 2026: „przymusowe szkolenie radnych”. Nie żebym się czepiał, ale to jest niekonsekwencja. Zgłaszam zatem swoją pierwszą poprawkę do budżetu. A na szkoleniu w pierwszej ławce zasiądą radni Ziaja I Targosz.
No i wreszcie zabrał głos radny Dyda — tak „króciutko”. Powiedział, że budżet miasta pozwala realizować kluczowe inwestycje i „realizację marzeń ludzi w stosunku do miejsca, gdzie mieszkają”. A radni z PiS będą teraz głosować przeciw punktom, które sami zawarli w budżecie. Dodał, że to „dziwne”. A mnie się wydaje, że to jego wypowiedź była kluczowa, a nawet rozstrzygająca.
Pan Radny Dyda zdecydowanie zbyt rzadko zabiera głos. A budżety gminy powinny stawać się rękojmią spełniania ludzkich marzeń w miejscu zamieszkania. Należy humanizować budżety. Należy je doprawiać szczyptą miłości i marzeń. A ten budżet ma takie cechy. Przygotowywała go w końcu Pani Skarbniczka.
A Pani Ewa Stasiak-Kubacka znów milczała. Przemówi głośno, gdy będą chcieli budować spalarnię albo oczyszczalnię, biogazownie, albo jakąś sortownię. W budżecie nie ma takiej pozycji, dlatego milczała. A gdyby tak Newag wrócił do pomysłu budowy spalarni? Całkiem możliwe, że tym razem Pani Stasiak Kubacka poparłaby tę inicjatywę. Można przecież zmienić zdanie. A lokalizacja? Przecież ona narzuca się sama. Stara Sandecja jest miejscem najlepszym dla takiej biogazowni.
No dobrze, chcę postawić pytanie otwarte: czy budżet na 2026 spełnia ludzkie marzenia w miejscu zamieszkania? Nasze sądeckie marzenia. Oto jest pytanie!
Przegłosowano budżet większością. Czy to znaczy, że spełnia marzenia. Oznacza to, że każdy mieszkaniec może znaleźć w tym budżecie coś dla siebie w miejscu zamieszkania, na konkretnych osiedlach.
Przychodzą na myśl polskie powiedzenia: „małe, a cieszy”, „jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma”. „lepszy rydz niż nic.” „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.”
Po namyślę i napisaniu tej „relacji” uważam, że to nie była nudna sesja, a pełna pasji i namiętności, oczywiście trzeba to umieć wyłowić. A sesja trwała całe 8 godzin.
Adam Kurek
Czytaj też: Święta bez lukru. Z myśleniem, z historią, z uważnością i ze świątecznym wydaniem DTS!


































































































































































































