W ostatnich dniach standard mieszkaniowy lokatora wiaty na przystanku MPK, usytuowanej w Nowym Sączu u wylotu ul. Dunajcowej na ul. Krakowską, znacznie się obniżył. Jeszcze w poniedziałek (3 lutego) lokator zajmował domek wolnostojący, zadaszony, choć bez okien bocznych i dachowych, ocieplony za to od spodu matą termoizolacyjną. Przed wejściem stały dwie pełne miseczki: jedna z mlekiem, a druga z karmą w postaci stałej.
W środę (5 lutego) standard lokalu został zredukowany do pokrywki od kartonu, wprawdzie wyłożonej ciepłym pledem, ale nie zadaszonej i nie chroniącej od lodowatego tego dnia wiatru. Z dwóch miseczek na pokarm ostała się jedna z resztkami karmy dla kota w postaci paru granulek.
Co takiego dramatycznego zdarzyło się w ciągu 2 dób, że kot postradał niemal cały dobytek ruchomy, jak – nie przymierzając – powodzianie z południa Opolszczyzny i Dolnego Śląska w lecie zeszłego roku?
Sprawka to służb oczyszczania miasta, administratora przystanku, rozpanoszonej chuliganerii czy ideowego przeciwnika rodzaju kociego?
Miseczka mleczka
O ile zdołaliśmy się dowiedzieć, to historia kota z przystanku jest taka, że nie wadząc nikomu, nocował sobie na ławce, a kiedy okoliczni pasażerowie zauważyli, że przywiązał się do tego miejsca, ktoś miłościowy przyniósł kojec, żeby nie wiało mu spod spodu. A potem ktoś inny albo ten sam – nawet domek, aby nie wiało mu też z pozostałych kierunków.
A jeśli już zapewnia się komuś dach nad głową, to gościnność nakazuje zaoferowanie mu wiktu. I obok domku pojawiła się miseczka pełna mleczka. A ponieważ wiadomo, że koty nie samą cieczą żyją, obok postawiono drugą miseczkę ze strawą w formie stałej. I obie zawsze były pełne, bo do pierwszej, anonimowej dla nas osoby, która objęła kota kuratelą dołączyli następni ludzie dobrej woli, toteż pod domkiem dla kota pojawiły się kartony mleka na zapas. I ten, kto zauważył, że pupil z przystanku wychłeptał zawartość miseczki, dolewał następną porcję.
I wydawało się, że jeśli wszystko będzie przebiegać w dotychczasowym tempie, to zapewne z końcem kwietnia, kiedy zrobi się naprawdę ciepło, dobytek ruchomy kota wzbogaciłby się o lodówkę na mleko, a przynajmniej torbę termiczną z suchym lodem.
Kot
Już kiedyś koci przystanek przeżył wizytę nieproszonych gości, a mianowicie pijaczków osiedlowych lub wędrownych. Nie żeby zrobili kotu coś złego, co to, to nie, ale pozostawili na jego rewirze ślady bytności w postaci pustych flaszek. Rano klienci MPK, którzy przybyli na przystanek, komentowali, że widać kot wpadł w złe towarzystwo. Ale nawet ci miłośnicy napojów wyskokowych uszanowali mir domowy kota – w odróżnieniu od tych bestii w ludzkiej powłoce, które ostatnio pozbawiły go mieszkania!
Przy okazji możemy zdementować insynuację, że ten kot to menel. Nieprawda, bo najwyraźniej posiada dobre maniery – np. myje się własnojęzycznie. Np. w ostatni poniedziałek sytuacja wyglądała tak, że skrajna lewa część ławki na przystanku była zajęta przez domek kota, a on siedział sobie na drugim końcu i lizał łapki i inne części ciała, pozostawiając podróżnym tyle wolnego miejsca, że nadal mieściło się parę osób. I w ogóle nie prychał na ich towarzystwo.
I odrzucamy posądzenie, iż ten kot to dziki lokator. Wcale nie, bo z godnością i łagodnością znosi wszystkie karesy, którymi pragną go ugłaskać przygodni pasażerowie.
Miejmy nadzieję, że tym razem nie znajdzie się kolejny lub ten sam dewastator, który nie bacząc na błagalne napisy „Domek dla kota, prosimy nie usuwać”, widoczne zarówno na poprzednim lokum, jak i na obecnym legowisku, znowu spróbuje urządzić kotu eksmisję. A przypominamy, że są one zabronione w okresie 1 listopada do 31 marca!




























































































































































































































