Nigdzie nie można bardziej godnie żyć…

Nigdzie nie można bardziej godnie żyć…

Uciekamy. Bardzo często uciekamy od podejmowania spraw trudnych. Tacy jesteśmy. Boimy się wielu rzeczy, a chyba najbardziej poważnej choroby, cierpienia i umierania. Ten lęk trzeba rozumieć, bo przeraża nas śmierć. Bardzo często właśnie z powodu lęku pierwszą reakcją na nietypowe objawy zdrowotne jest ucieczka, lekceważenie, odsuwanie diagnostyki. Nie chodzimy do lekarzy, nie poddajemy się podstawowym badaniom. To poważny błąd.

Im szybsza diagnoza, tym większa gwarancja skutecznego leczenia. Wielu z nas tego doświadczyło. Przecież nawet w stanach poważnych i zaawansowanych chorób medycyna potrafi wyleczyć lub znacznie wydłużyć komfort życia przez długie lata. Wiemy, a jednak uciekamy. Taki atawizm. Podobnie jest z hospicjum. Dla wielu to jakieś smutne i przerażające miejsce. Tkwią w przekonaniu, że to umieralnia bez przyszłości. To zwykła nieprawda. Tu ludzie żyją! Żyją godnie i bez cierpienia do ostatnich chwil. Warto sobie uświadomić, że w tych konkretnych, terminalnych sytuacjach nigdzie nie można bardziej godnie żyć. Bo życie bez bólu to godne życie. Hospicjum to dom słońca i życia! Warto o tym pamiętać. Warto ludziom to powtarzać. Hospicjum to dom życia! Sądeckie Hospicjum jest takim domem.

Choć ekonomiści wolą mówić o wzroście produktu krajowego brutto (PKB), o bieżących cenach masła, marchewki i mięsa oraz średniej krajowej zarobków, to tak naprawdę z perspektywy humanistycznej, socjologicznej i etycznej podstawowym wyznacznikiem poziomu cywilizacyjnego danego kraju jest opieka nad tymi, którzy źle się mają. Skuteczna pomoc słabym, bezbronnym, chorym i umierającym jest bez wątpienia jedną z najistotniejszych miar dobrze zorganizowanego społeczeństwa i odpowiedniego działania państwa. Nie przez przypadek też wraz z odzyskiwaniem przez Polskę niepodległości i widocznym wzrostem poziomu życia w naszej ojczyźnie na przełomie XX i XXI wieku zaczęły pojawiać się inicjatywy społeczne ukierunkowane na pomoc najbardziej potrzebującym. Powstawały stowarzyszenia i organizacje oferujące pomoc niepełnosprawnym, bezdomnym, bezradnym, chorym. Pojawiły się inicjatywy budowy hospicjów. Tak było w całej Polsce. Nie inaczej działo się w Nowym Sączu. Dzisiaj Sądeczanie są bardzo dumni z sądeckiego hospicjum. Widać to po licznych inicjatywach wspierających. Piękne to i wzruszające.

Dwa okazałe, bliźniacze budynki z bliską perspektywą dalszej rozbudowy są jednym ze znaków firmowych opieki medycznej w Nowym Sączu. Te bliźniaki po lewej stronie ulicy Nawojowskiej są znane niemal wszystkim Sądeczanom. Tu znajduje się 71 łóżek dla chorych w stanach terminalnych. 35 z nich to łóżka hospicyjne, a w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym jest łóżek 36. Pobyt pacjentów jest komfortowy. Sale tylko dwuosobowe z pełnym węzłem sanitarnym. Profesjonalna, całodobowa opieka medyczna oferowana przez wykwalifikowany personel skoncentrowana na uldze w cierpieniu, na likwidacji bólu. Do dyspozycji chorych i ich rodzin jest ośmiu lekarzy, pielęgniarki, fizjoterapeuci, psycholog, kapelan, opiekunki medyczne, terapeuta zajęciowy, logopeda, opiekunki osób starszych, higieniczna obsługa obiektu, sprawna trzyosobowa administracja. Łącznie 60 etatów plus osoby na zleceniach i kontraktach. A przecież na tym nie koniec. W nieodległej perspektywie jest rozbudowa o kolejnych ponad 50 miejsc. To 44 łóżka dla pacjentów zakładu opiekuńczo leczniczego, bo osoby długoterminowo chore i niesamodzielne, a niekoniecznie onkologiczne, to aktualnie największe wyzwanie. Pozostałych 10 miejsc to planowane pokoje jednoosobowe o podwyższonym komforcie, z możliwością całodobowego pobytu osoby najbliższej w sytuacjach granicznych. Takie są plany, które nabierają konkretnych kształtów dzięki prezydentowi Ludomirowi Handzlowi po grudniowej decyzji Rady Miasta o użyczeniu Towarzystwu Przyjaciół Chorych Sądeckie Hospicjum kolejnych 20 arów gruntu.

Liczby są imponujące. Wszak nie o cyfry chodzi. Chodzi o ludzi. Sądeckie hospicjum w trakcie swojej działalności zaopiekowało się ponad trzema tysiącami chorych. Każdy chory i jego rodzina to osobna historia. Niejedna z tych historii jest wzruszająca. Choćby ta z bezdomnym z ośrodka Brata Alberta. Jego współbracia równie bezdomni i jak on biedni, przynieśli mu gipsowego górala i postawili przy łóżku, żeby nie był sam. Chory bardzo związał się z góralem. Kiedy umierał miał wreszcie przy sobie kogoś bliskiego. Trzymał swą słabnącą rękę na jego gipsowej głowie…

A oprócz chorych, którzy przecież są najważniejsi, są też hospicyjne anioły. Nie ma hospicjum bez armii aniołów, czyli ludzi dobrej woli. Nie można ich wszystkich wymienić. Nie da się (no może poza ogólnopolskimi twarzami Marka Sierockiego i Mateusza Ziółko), bo jest ich tysiące. Anioły to i chóry anielskie. Warto je pokazać. Chór pierwszy: anioły bogate, które prowadzą wielkie biznesy, a ich serca są dobre. Drugi chór to anioły wśród powszechnie szanowanych obywateli: lekarze, nauczyciele,  prawnicy, księża itp. Są też chóry bardzo liczne, a bardziej anonimowe. Tych jest najwięcej. Na co dzień żyją skromnie z niskiej pensji lub emerytury. Te tysiące aniołów co roku wrzucają do puszek swoje najcenniejsze dwa grosze w trakcie „Pól Nadziei”. Ostatnią akcję wspierało ponad 400 wolontariuszy, a zebrano 172 tys. Są też tysiące aniołów przekazujących swoje 1,5 proc. na naszą działalność w 2025 roku to niebagatelne 732 tys.

Sądeckie Hospicjum to nie budynki. To nawet nie Towarzystwo Przyjaciół Chorych. Takie kategorie są niewystarczające. Dziś o sądeckim  hospicjum trzeba myśleć w kategoriach fenomenu społecznego i świadomej solidarności. Zbiórki do puszek na pogrzebach zamiast kwiatów, rzesze wolontariuszy, anonimowi darczyńcy w tysięcznych liczbach. Dobrzy, wrażliwi Sądeczanie. Armia ludzi dobrej woli. Armia zbawienia.

Leszek Zegzda
Fot. Arch. dts24
*Autor jest członkiem zarządu Towarzystwu Przyjaciół Chorych Sądeckie Hospicjum

Czytaj specjalne wydanie dts ZDROWIE

[pobierz za darmo]

Filmoteka dts24

217 Videos