Nieudana metamorfoza. Zamiast więcej – mniej włosów, łzy i interwencja policji w salonie fryzjerskim

Nieudana metamorfoza. Zamiast więcej – mniej włosów, łzy i interwencja policji w salonie fryzjerskim

Chciała poprawić swój wygląd i poczuć się lepiej dzięki przedłużeniu włosów. Dziś – jak twierdzi – zmaga się z ubytkami włosów, zniszczoną fryzurą i rozczarowaniem. Jak relacjonuje, wszystko zaczęło się w salonie w Nowym Sączu cieszącym się bardzo dobrymi opiniami klientów. Z kolei właścicielka tego miejsca zapewnia, że informacje, które przekazuje redakcji jej klientka są nieprawdziwe i mają charakter pomówień.

Do redakcji dts24 zgłosiła się mama młodej kobiety, której córka zdecydowała się na przedłużenie włosów. Zdenerwowana opowiadała o ogromnych kosztach metamorfozy oraz o niestosownym, w jej  mniemaniu zachowaniu właścicielki salonu. Po rozmowie skontaktowaliśmy się bezpośrednio z poszkodowaną, która szczegółowo przedstawiła swoją historię. Jej początek miał miejsce w lutym, kiedy to Czytelniczka postanowiła skorzystać z usług salonu Awangarda.

– Zdecydowałam się na ten salon ze względu na wiele pozytywnych opinii na temat świadczonych tam usług. Nie spotkałam się z żadną negatywną recenzją, dlatego wybrałam właśnie to miejsce – mówi.

Włosy przed, w trakcie i po ściągnięciu:

Zabieg i koszty

Poszkodowana twierdzi, że przed zabiegiem nie przeprowadzono u niej rzetelnej konsultacji trychologicznej ani analizy stanu włosów. Same włosy kosztowały 6 tysięcy złotych. Łącznie z wykonaną usługą i kosmetykami kwota wzrosła do ponad 7 tysięcy złotych. Efekt? – jak opisuje – to poważne zniszczenie naturalnych włosów, ich wypadanie wraz z cebulkami oraz konieczność leczenia u specjalistów. Problemy, których nikt w salonie nie potrafił – lub nie chciał – rozwiązać pojawiły się niedługo po wizycie u fryzjera.

– Wiedziałam, że przedłużanie włosów to kosztowny zabieg, ale ze względu na swoje kompleksy zaufałam salonowi, który miał dobre opinie. Zapłaciłam ponad 7 tysięcy złotych, choć podobna usługa w innych miejscach kosztuje mniej – mówi nasza czytelniczka. Zapewniano mnie, że włosy pochodzą z Włoch, że są wysokiej jakości. Jak się okazało, były to pasma słowiańskie, jedynie przerabiane w kraju śródziemnomorskim dodaje.

Jak podkreśla, był to jedyny salon w Nowym Sączu, gdzie efekty wyglądały dobrze, a opinie były tylko pozytywne.

Po zabiegu klientka otrzymała instrukcje dotyczące pielęgnacji włosów oraz kosmetyki – szampon, odżywkę, olejek i szczotkę – które zostały wliczone w cenę usługi. – Wszystkie opłaty regulowałam kartą, więc mam potwierdzenie wydatków. Łączny koszt usługi wraz z produktami przekroczył 7 tysięcy – dodaje.

–  Kiedy wróciłam do salonu na tonowanie włosów, nikt podczas wizyty nie sygnalizował nieprawidłowości. Wszystko wydawało się w porządku – mówi

Jak relacjonuje nasza Czytelniczka, wkrótce zaczęły się problemy. Zaczęły wypadać nie tylko doczepiane pasma, ale także naturalne włosy.

– Przed zabiegiem pytałam czy doczepiane pasma mogą wypadać razem z naturalnymi włosami. Osoba wykonująca zabieg stanowczo zaprzeczyła. Stało się jednak inaczej. Myślałam, że w renomowanym salonie wszystko będzie w porządku, ale po zabiegu czułam się źle. Moje naturalne włosy były proste i cienkie, a doczepiono mi falowane, o zupełnie innej strukturze. Czułam, że to do mnie nie pasuje – wyznaje w rozmowie.

Gdy włosy zaczęły wypadać, a skóra głowy wyglądała źle, naszej rozmówczyni nie było w Nowym Sączu z powodu obowiązków służbowych, więc nie mogła natychmiast udać się do salonu. – Byłam wtedy poza Nowym Sączem, ale gdy tylko mogłam, zgłosiłam się do salonu. Każdego dnia wypadało mi od dwóch do pięciu pasm, zawsze razem z moimi naturalnymi włosami. Gdybym wiedziała, że do tego dojdzie, nigdy nie zdecydowałabym się na zabieg – wyznaje.

W drugiej połowie maja zapadła decyzja o ściągnięciu doczepianych włosów. Za tę usługę klientka nie zapłaciła.

– Kiedy weszłam do salonu na ściągniecie moich doczepów, zostałam miło przyjęta. Właścicielka – trycholog z wykształcenia, była pewna siebie i kompetentna. Zbadała moją skórę głowy specjalnym urządzeniem i wykonała zdjęcia. Choć skóra wyglądała już wtedy lepiej, gdybym nie zdecydowała się na zdjęcie doczepów, mogłoby dojść do łysienia plackowatego – opisuje.

Klientka zażyczyła sobie zwrotu połowy kosztów (zgodnie z reklamacją jest to 3 tysiące złotych). Właścicielka poleciła wpisać do dokumentów, że „konsultacja została przerwana”.  Gdy klientka wspomniała o pozostałościach kleju i dalszym wypadaniu włosów, została oskarżona o kłamstwo.

–  Pracownica zdejmująca moje doczepy potwierdziła, że nie było kołtunów we włosach, co świadczyło o odpowiedniej pielęgnacji. Konsultowałam się również z trychologiem, który stwierdził widoczne ubytki tam, gdzie było najwięcej doczepianych pasm.

– Podczas rozmowy w pewnym momencie właścicielka próbowała mnie odepchnąć, a telefonem uderzyła w twarz. Wezwano ochronę. Szefowa zaproponowała, aby wszystkie pracownice opuściły salon, pozostawiając mnie samą. Udało mi się wyjść. W międzyczasie wezwano policję. 

Ochroniarze uspokoili obie strony, a policjanci przeprowadzili interwencję, rozmawiając zarówno z poszkodowaną, właścicielką i pracownicami salonu. Właścicielka twierdziła, że to klientka obraziła jej zespół, natomiast poszkodowana mówiła o upokarzających komentarzach i lekceważącym traktowaniu. Właścicielka zaprzeczyła jakoby doszło do rękoczynów i oskarżyła klientkę o  nieuprawnione nagrywanie. Wszystkie pracownice potwierdziły wersję właścicielki.

Poszkodowana udała się na Szpitalny Oddział Ratunkowy, by zabezpieczyć dowody. Na twarzy pozostał ślad po uderzeniu.

– Personel był zaskoczony, że taka sytuacja mogła mieć miejsce w renomowanym salonie. Lekarz jednak zachował się nieuprzejmie i ograniczył się do stwierdzenia, że „uderzyła mnie fryzjerka”. 

Sytuacja została zarejestrowana przez kamery, jednak właścicielka twierdzi, że monitoring działa tylko online i nie ma zapisu zdarzenia. Policjant obecny na miejscu potwierdził, że rejestrator lub karta SIM muszą istnieć, a dostęp do nagrań może mieć w chwili obecnej jedynie prokuratura.

Co z tym monitoringiem?

–  Właścicielka salonu twierdzi, że monitoring działa online, jednak w dniu ściągnięcia doczepów, parę godzin po wizycie, kiedy rozmawiałam z nią przez telefon, powiedziała mi, że zna cała sprawę bo wszystko sprawdziła na kamerze. Tylko jak, skoro kamery działają online? Co ważne w trakcie pobytu w salonie telefonem nagrywała (dźwięk i obraz) mnie jedna z pracownic, bez mojej zgody.

Czytelniczka skonsultowała się z producentem włosów i skierowała do niego pytanie o szczotkę zakupioną w salonie. W informacji zwrotnej usłyszała, że tego typu przedmiot nie nadaje się do pielęgnacji doczepianych włosów.

Klientka złożyła więc reklamację i skonsultowała się z rzecznikiem praw konsumenta, który doradził formalne zgłoszenie sprawy. Rzecznik poinformował także, że to nie pierwsza tego typu sytuacja związana z tym salonem.

O stanowisko w sprawie poprosiliśmy właścicielkę salonu. Oto treść jej odpowiedzi.

Szanowna Pani Redaktor,
Uprzejmie dziękuję za przesłaną wiadomość oraz przekazane informacje.

Informuję, iż w odpowiedzi na przedstawione przez Panią pomówienia kierowane przez osobę prywatną Panią **** ***** w najbliższym czasie zostanie przesłane do pani stanowisko naszej pani mecenas. Wobec Pani **** ***** zostały wszczęte działania zmierzające do wytoczenia postępowania cywilnego z tytułu bezpodstawnych oskarżeń, zniesławienia, naruszenia dóbr osobistych oraz próby wyłudzenia środków finansowych. Przekazywane przez nią informacje, są całkowicie nieprawdziwe i mające na celu zdyskredytowanie wizerunku firmy oraz mojej osoby, noszą znamiona pomówień, które będą dochodzone na drodze prawnej.

W związku z powyższym, uprzejmie proszę o wstrzymanie się z jakąkolwiek publikacją lub komentarzem dotyczącym tej sprawy do momentu uzyskania rozstrzygnięcia sądowego. Po zakończeniu postępowania, niezwłocznie przekażę Pani wyrok oraz kompletne stanowisko naszej strony wraz z dokumentacją sprawy.

Z poważaniem,
Monika [nazwisko do wiadomości redakcji]
właściciel
Awangarda Group

 

 

Filmoteka dts24

218 Videos