Majowy sukces Łukasza Pławeckiego nie przeszedł bez echa w bokserskim świecie, a na efekty nie trzeba było długo czekać. Sądecki mistrz świata federacji WBF, zamiast spokojnie odcinać kupony od wywalczonego pasa, błyskawicznie znalazł się na celowniku zagranicznych promotorów. Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika, że do sztabu „Boom Booma” spłynęło właśnie zaproszenie do rozmów, które mogą doprowadzić do hitowego starcia na międzynarodowej arenie.
Wielki boks sam upomniał się o Polaka, a w roli jego rywala typowany jest Viddal Riley. Brytyjczyk to absolutny fenomen współczesnego ringu – potężny influencer, generujący milionowe zasięgi w mediach społecznościowych, a szersza publika może kojarzyć go m.in. z bliskiej współpracy z gwiazdą YouTube’a, KSI. Co najważniejsze jednak, Riley to przede wszystkim niepokonany pięściarz (14-0). O tym, jak bardzo jest groźny, polscy kibice przekonali się na początku kwietnia, kiedy na gali w Londynie wypunktował Mateusza Masternaka, odbierając mu tytuł mistrza Europy. Tym samym stał się obecnie oficjalnym pretendentem do wakujących pasa światowego championa w wadze junior ciężkiej.
Na liście jego potencjalnych rywali ponoć znalazło się nazwisko właśnie Łukasza Pławeckiego. To starcie elektryzuje promotorów po obu stronach ringu. Anglik wnosi do gry nie tylko potężne sportowe wyzwanie, ale też gigantyczną machinę marketingową i ogromne budżety. Dla sądeckiego „Boom Booma” to życiowa szansa, bowiem wejście na rynek brytyjski oznaczałoby walkę przy dużych trybunach i globalnej oglądalności. Z naszych zakulisowych informacji wynika, że organizatorzy celują z terminem wstępnie w grudzień tego roku.
Negocjacje w boksie zawodowym bywają jednak niezwykle wyboiste, a na stole leży zbyt wiele, aby decyzje zapadały z dnia na dzień. Czy Łukasz Pławecki podejmie rękawicę i zaryzykuje wszystko w walce z niepokonanym brytyjskim prospektem? Jedno jest pewne – sądecki mistrz świata WBF po raz kolejny udowadnia, że interesują go wyłącznie wielkie wyzwania. Będziemy na bieżąco monitorować sytuację i sprawdzać, czy tegoroczny hit ostatecznie stanie się faktem.
Czytaj także: Tomasz Baliczek we władzach Polskiego Związku Sportów Saneczkowych




































































































































































































