Rozmowa z Danielem Lisakiem, kierownikiem Krynickiej Organizacji Turystycznej.

- Jadąc przed Nowym Rokiem do Krynicy, miałam poczucie, że Krzyżówka jest jak szafa z „Opowieści z Narnii”. Za nią zaczyna się zupełnie inny świat. Dookoła było szaro, a u was biało od śniegu. Ale teraz tu jest jak w szklanej kuli śnieżnej. Da się w ogóle z niej wydostać?

- Mówienie w zimie, że zaskoczył nas śnieg, jest pozbawione sensu, ale mimo to powiem, że takiej ilości śniegu dawno nasze uzdrowisko nie widziało. Fala opadów tak naprawdę zaczęła się 2 stycznia, więc goście, którzy przyjechali do nas na święta i sylwestra, nie mieli problemu z wyjazdem. Zima, zaskoczyła tak naprawdę mieszkańców. Pierwsze dni intensywnych opadów były dla kryniczan rzeczywiście paraliżujące. Teraz służby porządkowe, można powiedzieć, sytuację mają opanowaną. Codziennie wieczorami wywożą tony śniegu, by można było swobodnie przechadzać się po deptaku. Opady są mniej intensywne, więc goście planujący tu ferie spokojnie do nas dojadą. Prognozy są dla wszystkich optymistyczne. W te ferie odwilż nam nie grozi.

- Kryniczanie są gotowi na przyjęcie turystów?

- Bez względu na warunki pogodowe branża hotelowa jest zawsze przygotowana na przyjęcie turystów. To oni decydują, w jakim standardzie chcą wypoczywać. Jeśli ktoś nie jest wytrawnym narciarzem i szuka lepszych warunków, wybierze pewnie obiekty wielogwiazdkowe. One też są najlepiej przygotowane jeśli chodzi o zapewnienie atrakcji w chwili, gdy pogoda nie sprzyja jeździe na nartach. Krynica to kurort najlepiej przygotowany dla przyjęcie rodzin z dziećmi. Obiekty wielogwiazdkowe zapewniają najmłodszym nawet całodniowe animacje, takie „hotelowe przedszkola”. Doświadczenie podpowiada, że jeśli dziecko jest zadowolone to i rodzic jest szczęśliwy. W tych hotelach ma gwarancję, że nawet jeśli aura nie będzie sprzyjać, podczas tygodniowego pobytu – bo takie najczęściej się sprzedają – miło spędzi czas i wypocznie.

- O wyborze miejsca pobytu decyduje jednak częściej zasobność portfela.

- Jeśli ktoś dysponuje mniejszym portfelem, też jest w komfortowej sytuacji. W następnej kolejności w Krynicy oblegane są pensjonaty i hotele mniej gwiazdkowe, ale z pełnym wyżywieniem. Dalej kwatery, które albo proponują „gołe” noclegi bądź ze śniadaniem, oraz coraz liczniejsze apartamenty. Turyści, szczególnie ci nastawieni nie tylko na narty, ale podróżujący dla poznawania nowych smaków, świadomie wybierają te opcje. Dzięki temu codziennie mają możliwość korzystania z szerokiej bazy gastronomicznej Krynicy.

- Które punkty kulinarne na mapie uzdrowiska na pewno warto odwiedzić i dla jakich smaków?

- Najbardziej prestiżowym punktem jest restauracja Cichy Kącik, gdzie można zasmakować w staropolskiej kuchni przy dźwiękach góralskiego zespołu, grającego na żywo. Warta uwagi jest również restauracja Dwóch Świętych w Pensjonacie Małopolanka na deptaku. Polecam spróbować tam placek ziemniaczany po krynicku. Restauracja w swojej ofercie ma także bogaty wachlarz win z całego świata. Polecam wstąpić też do Kawiarni Maleńka, która znajduje się tuż obok, na zapiekankę prostu z pieca i pierogi. Jeśli ktoś szuka regionalnych smaków, to na pewno powinien też odwiedzić Karczmę Łemkowską Kłyniec w hotelu Nikifor, gdzie serwowana jest kuchnia łemkowska z tradycyjną potrawą opalanok i tatarem.

- Można jeszcze na ferie znaleźć w Krynicy wolne miejsca noclegowe?

- Okres ferii rozpatrujemy w cyklu sześciotygodniowym. Na szczęście ktoś kiedyś słusznie zdecydował, aby różne województwa miały ferie w różnym czasie. Dzięki temu zimowe kurorty, jak Krynica, nie są przez dwa tygodnie sparaliżowane. A tak dawniej bywało. Pamiętam czasy, kiedy na stacjach narciarskich nie dało się jeździć, bo takie były kolejki do wyciągów. Teraz branża turystyczna czerpie większe korzyści. Na pewno nie ponosi nakładów finansowych na marketing przed tzw. warszawskimi feriami. Obłożenie w tym czasie jest stuprocentowe, a rezerwacje są robione dużo wcześniej. Zawsze życzymy sobie, aby ferie zaczynały się od warszawskich, bo to dobry start. Nie lubimy, gdy ferie zaczynają się od Małopolski.

- W tym roku tak się zaczęły.

- Na szczęście sprzyja nam aura. Mieszkańcy Małopolski z uwagi na niewielkie odległości do Krynicy, planowali wyjazd na ferie w ostatniej chwili. Jeżeli warunki do jazdy na nartach były dobre, to na dzień przed podróżą rezerwowali nocleg i zwykle nie mieli z tym problemu. W tym roku z uwagi na sporą ilość śniegu już wcześniej warto było zrobić rezerwację. Podczas ferii małopolskich ruch na stacjach narciarskich jest mniejszy i można się wyszaleć. Podczas ferii warszawskich robi się tłoczno.

- Od czego rozpocząć białe szaleństwo?

- W gminie Krynica jest sześć stacji narciarskich o łącznej przepustowości około 34 tysięcy narciarzy na godzinę. Mit o kolejkach odchodzi do lamusa. W tym momencie Krynica dysponuje blisko czternastoma tysiącami miejsc noclegowych. Przy takiej przepustowości narciarzy, musiałoby się zdarzyć, że w jednym czasie wszyscy wybiorą jedną stację, by nastąpił kompletny paraliż. A to mało prawdopodobne, zwłaszcza, że teraz każdy ma możliwość sprawdzenia w internecie, jak wygląda bieżąca sytuacja na stokach. Kiedy turyści przychodzą do nas i pytają, jak rozpocząć przygodę z nartami, zwykle proponujemy zachować pewną kolejność wyboru stacji. Na początku sezonu nawet wytrawni narciarze powinni się rozgrzać na mniej wymagających trasach. Bezpiecznie jest więc rozpocząć zabawę od stacjach rodzinnych. Takie dwie stacje są w Tyliczu: Tylicz-Ski i Master-Ski. Ta ostatnia zdobyła nawet kilka razy tytuł najlepszej małej stacji narciarskiej w Małopolsce. Następnym krokiem może być Henryk-Ski. Stacja znajduje się w centrum Krynicy. Została właśnie wydłużona do samej Góry Krzyżowej, a jej trasa zjazdowa liczy już 1,8 kilometra. To druga trasa zjazdowa pod względem długości na terenie gminy. Dalej warto pojeździć na Słotwinach, gdzie są dwie stacje: Słotwiny i Słotwiny Arena. Ta druga przez ostatnie lata mocno inwestuje. Na szczycie kolejki Słotwiny Arena powstaje właśnie platforma, gdzie będzie można odbyć spacer w koronach drzew. Ostatnim etapem przygody narciarskiej w Krynicy jest Jaworzyna Krynicka, gdzie znajduje się najdłuższa oświetlana trasa w Polsce. Ma 2,6 kilometra. W sumie Jaworzyna Krynicka posiada 10 kilometrów ratrakowanych tras. To najbardziej wymagająca stacja.  Najczęstszym więc błędem popełnianym przez turystów, którzy uważają się za wytrawnych narciarzy, jest to, że sezon rozpoczynają od Jaworzyny Krynickiej i od razu wykupują karnet na tydzień szaleństwa. Tymczasem, bez rozgrzewki już w pierwszym dniu potrafią nabawić się kontuzji, a nawet złamań.

- Jest skipass, który obowiązuje na wszystkie krynickie stacje?

- Małe stacje nie chcą wejść w tę kooperację, bo im się to po prostu nie opłaca. Wydaje mi się jednak, że to kwestia czasu, kiedy Słotwiny Arena wykupią wyciąg Słotwiny, a docelowo także Jaworzynę Krynicką. Wówczas obowiązywałby skipass na te wszystkie stacje, które zostałyby ze sobą połączone. To miałoby wpływ nawet na odkorkowanie Krynicy. Narciarze lokalni nie musieliby wjeżdżać do uzdrowiska, tylko jechaliby na Słotwina i tam kupując skipass jeździliby na dwóch wyciągach na Słotwinach, a później zjeżdżali na Jaworzynę Krynicką. Na mapie Polski bylibyśmy numerem jeden jeśli chodzi o warunki dla narciarzy.

- To jednak melodia przyszłości.

- Myślę, że nie taka odległa. Branża turystyczna po cichu, ale mocno kibicuje właścicielowi Słotwiny Arena.

- Nie mam już ochoty jeździć. Co w takiej sytuacji zaproponuje mi Krynica?

- W tym roku mamy piątą już edycję koncertów Krynica Źródłem Kultury. Impreza powstała z potrzeby zatrzymania turystów w uzdrowisku, kiedy przez pięć lat z rzędu zimy były bardzo ciepłe, a stacje narciarskie pozbawione sprzętu do naśnieżania przy wyższych temperaturach. Teraz wszystkie stacje narciarskie mają już odpowiednie armatki śnieżne. O ile jednak wcześniej turyści dzwonili do nas, pytając, jaka jest sytuacja na stokach, tak od trzeciej edycji dzwonią, w pierwszej kolejności pytając o to, czy w tym roku też będą koncerty. Krynica Źródłem Kultury to był przełom jeśli chodzi o ofertę kulturalno-rozrywkową Krynicy.

- A jeśli chodzi o inne aktywności, które są alternatywą dla jazdy na stokach, co Pan zaproponuje?

- Szacujemy, że 80 procent turystów przyjeżdżających do Krynicy to jednak narciarze zjazdowi. Ale nie wszystko wokół nart się kręci. Szukający innych aktywności mogą spróbować na przykład narciarstwa biegowego. Po sukcesach Justyny Kowalczyk to bardzo popularny sport. Swoją przygodę z nim można rozpocząć od wypożyczenia nart na stadionie piłkarskim, pod sankostradą obok lodowiska, gdzie przygotowane są ślady wokół boiska. Ta pętla ma około 400 metrów. Pod okiem instruktora można nauczyć się techniki jazdy. Następnie można podjechać pod Jaworzynę Krynicką do leśników. Leśny Zakład Doświadczalny przygotował trzy trasy – pierwsza ma pół kilometra, druga -2,4, a trzecia – 3 kilometry. Kolejne miejsce z trasami biegowymi godne polecenia to osada domków w lesie w Tyliczu, gdzie też można wypożyczyć sprzęt.

- Jednak wszystko kręci się wokół nart…

- No tak. Chciałem jeszcze wspomnieć o skiturach, z którymi coraz częściej przyjeżdżają do nas turyści. Ale jeśli tak bardzo chcemy ściągnąć narty, to piechotą też możemy pokonywać górskie szlaki. Możemy też zamiast nart założyć łyżwy. W Krynicy mamy dwa lodowiska – jedno kryte w okolicach sankostrady, drugie otwarte na osiedlu Czarny Potok. Jednak atrakcją, która obok stoków narciarskich, cieszy się największą popularnością są oczywiście kuligi. Organizują go aż trzy biura turystyczne. Wyjeżdża się wieczorem saniami z pochodniami, przemierza szczyty gór i dociera do miejsca, gdzie organizowane jest ognisko przy muzyce góralskiej. Turyści między sobą żartują, że w Krynicy są trzy nakazy: nakaz jazdy na nartach, nakaz zabawy na koncertach Krynica Źródłem Kultury i nakaz uczestnictwa w kuligu.

Fot. Andrzej Klimkowski

Pobierz bezpłatnie cały numer:

 

 

ESPECTO

Wypowiedz się w tej sprawie