Nie mam oporów przed promowaniem kiszonego ogórka

Nie mam oporów przed promowaniem kiszonego ogórka

Aleksandra Gąsior (@aleksandrags), twórczyni internetowa znana ze swojej miłości do ogórków, opowiada o przywiązaniu do rodzinnych stron, pasji i Amerykanach, którzy odkrywają polską kuchnię.

– Pochodzisz z Dobrej, ale obecnie mieszkasz w Warszawie, czy mimo to bywasz jeszcze
w tych stronach?

– Tak, jestem bardzo często. Myślę, że raz na miesiąc, a jak już przyjeżdżam, to zostaję na tydzień albo dłużej. W zasadzie prowadzę takie podwójne życie – zarówno w Warszawie jak i w Dobrej mam swoje podstawowe rzeczy do codziennego funkcjonowania, ale zdecydowanie bardziej wolę mieszkać w Dobrej niż w Warszawie.

– Co sprawia, że Dobra jest tym miejscem, gdzie ci lepiej?

– Samo otoczenie. Beskid Wyspowy jest na wyciągnięcie ręki. Uwielbiam jeździć na rowerze, chodzić po górach – zostało mi to we krwi. Poza tym wydaje mi się, że spokój i brak pośpiechu. W Dobrej znasz tak naprawdę wszystkich. Do kogo nie pójdziesz dostaniesz pomoc – nie masz problemu iść pożyczyć od sąsiada sól, czy zapytać o jajka. W Warszawie nie jest to takie oczywiste – mieszkając na dużym osiedlu znam tylko jedną sąsiadkę.

– Twoi odbiorcy byli w niemałym szoku, gdy okazało się, że pochodzisz z jakiejś małej
miejscowości na południu Polski.

– Od samego początku komunikowałam, że jestem z Dobrej i te osoby, które mnie obserwują dłużej wiedziały skąd pochodzę, bo często pokazywałam na swoim profilu nasz region, ale faktycznie w miarę wzrostu mojego konta dołączyło do mnie dużo obserwatorów i przestało to być takie oczywiste. Niemniej, nigdy nie wstydziłam się tego, skąd pochodzę, a wydaje mi się, że wiele osób ukrywało lub ukrywa to, że pochodzi z małej miejscowości. Ludzie mogą być zszokowani, że nie mam oporów przed pokazaniem lokalnych tradycji, mówieniem gwarą czy właśnie promowaniem samego ogórka kiszonego.

– To przywiązanie do rodzinnej miejscowości jest bardzo ważne, bo przecież każdy znany i popularny twórca internetowy skądś pochodzi i to często nie są Warszawa czy Kraków. Ty jesteś twórczynią, która się tego nie boi. Regularnie w swoich mediach społecznościowych prowadzisz profil, na który zagląda średnio ponad 200 tysięcy osób.

– Profil na Instagramie posiadam już bardzo długo, w zasadzie od czasów, gdy medium to było po prostu miejscem do wrzucania zdjęć. Pamiętam jeszcze, kiedy Instagram był dostępny tylko na iPhonach. Mnie nie było na taki telefon wtedy stać, więc uprosiłam koleżankę, żeby założyła mi profil u siebie i wysłałam jej zdjęcia, które ona dodawała na moje konto. Na początku wrzucałam głównie buty. W pewnym momencie bardzo się w to wciągnęłam i uzbierałam ich pokaźną kolekcję. Połączyło się to z moim wyjazdem do pracy do Niemiec. Tam dużo firm obuwniczych zaczęło mnie zauważać, bo w tym dość
hermetycznym środowisku buty zbierali głównie mężczyźni – niewiele było dziewczyn, które
interesowałyby się sneakersami. Z czasem zaczęłam dostawać propozycje współpracy od coraz bardziej znanych marek, które zwracały uwagę innych odbiorców – m.in. ogólnoświatowy sklep Farfetch dwa razy poprosił mnie o wywiad. Buty zbieram nadal, ale już mniej intensywnie.

– Ile tych par butów teraz masz?

– Dawno tego nie liczyłam, ale myślę, że około 350 par. Utrzymuje się to od dłuższego czasu
w tych okolicach – części się pozbywam, niektóre pary rotuję więc ilość się wyrównuje.
Wydaje mi się, że nie jest to już tak impulsywne jak było – nie muszę mieć wszystkich
limitowanych wydań, które są dostępne na rynku. Ja też nigdy na tych butach nie zarabiałam,
nie handlowałam nimi. Tutaj zawsze chodziło o moją pasję – zbierałam je dla siebie.

– Masz odpowiednią ilość miejsca na te wszystkie pary?

– Mam buty w garderobie, ale też w specjalnie przeznaczonym do tego magazynie. W
pewnym momencie stało się to kłopotliwe. Przy przeprowadzce tata musiał po mnie
przyjechać do Wrocławia ogromnym busem, żebyśmy przetransportowali te buty. Tak że
było to i jest nadal problematyczne.

– Wspomniałaś, że buty nie są już na pierwszym planie na twoim profilu. Zastąpiło je
coś innego – są to ogórki. Co się wydarzyło? Jak to się stało, że zaczęły one być
kojarzone z Tobą?

Więcej przeczytacie w najnowszym numerze Dobrego Tygodnika Sądeckiego – TUTAJ.

Czytaj też: ,,Przypisano nam grzechy ojca”. Rodzina Tadeusza Dudy zabiera głos rok po brutalnej zbrodni

Fot. arch. prywatne

Filmoteka dts24

211 Videos