Międzygalaktyczna ekipa Lema w Nowym Sączu… TO stawia do pionu!

L.E.M. Nowy Głos Nowy Sącz

Parę miesięcy temu, kreśląc słów kilka na temat „Amatorów” do kolejnego numeru miesięcznika „Kino”, nie zdawałem sobie jeszcze sprawy, że wkrótce doświadczę podobnego otrzeźwienia. Że oto opowieść Iwony Siekierzyńskiej, którą tak zachwycałem się po jednej z projekcji w nowosądeckim „Sokole”, niejako rozsadzi ramy ekranu, przeniknie do rzeczywistości, mojej rzeczywistości – i postawi mnie do pionu.

A miało mnie tam nie być. Miałem być gdzie indziej. Robić co innego. Błahego. Przyziemnego. Żadnego. Miałem zadowolić się zdawkowymi banałami post factum: „że odbyło się”, „że dali radę”, „że było pięknie”… Szczęśliwie ominęła mnie premiera. Szczęśliwie, gdyż uczestnicząc dzień wcześniej w czwartkowej próbie generalnej, oprócz samego spektaklu, doświadczyłem czegoś więcej. Czegoś, co wykracza ponad – że tak się nieładnie wyrażę – „finalny produkt sceniczny”.

Byłem i widziałem na własne oczy czyste piękno zbiorowej wyobraźni – dumne, pełne pasji, nieskażone emocjonalnym szantażem i tanim sentymentalizmem. Na deskach jednej sceny rozegrała się historia wielu. Historia, która wymagała nie tyle „wspaniałej” reżyserii, „dobrego” scenariusza czy „ponadprzeciętnego” warsztatu aktorskiego. Wymagała również empatii, wytrwałości i samopoświęcenia wszystkich zaangażowanych w projekt – twórców, odtwórców, przyjaciół.

Wejście w cudze buty, zrozumienie sposobu myślenia bohaterów, ich wrażliwości i artystycznych światów dało tutaj pole do osobistego zastanowienia, ale i pretekst do szerszej debaty na temat samospełnienia i godności osób z niepełnosprawnościami. U Znanieckiego, mimo sporej obsady, nie sposób było uświadczyć choć jednej osoby pozostawionej samej sobie. Monika Kuszyńska, Iga Caban, Gabriela Koral, Karolina Paech, Karolina i Łukasz Geryń wystąpili na jednej scenie z podopiecznymi Stowarzyszenie Rodziców, Przyjaciół, Dzieci i Osób Niepełnosprawnych „Promyk” i dali nieprzeciętny popis operowo-teatralny w wyjątkowy sposób łączący futurystyczne uniwersa Lema z plastyką i dźwiękiem.

„Nowy głos: L.E.M.” to porywający przykład spektaklu zaangażowanego, skutecznie zacierającego granice między rzeczywistością i fikcją. Jakkolwiek by tego nie interpretować i nie wynosić na wielorakie płaszczyzny znaczeniowe. Podczas czwartkowych kuluarów, aktorzy wpuścili mnie do swojego życia, tego zawodowego, ale i osobistego, a przynajmniej do jego prawdopodobnej i możliwej wersji. Dzieła Lema, polskiego pisarza gatunku fantastyki naukowej, ale także filozofa, futurologa oraz krytyka, na czas niespełna godzinnego spektaklu stały się tworzywem i wyrazem ich własnej sztuki. Optyką przedstawiającą nowe artystyczne światy zgodnie z ich odczuciami i wrażliwością.

Projekt Znanieckiego był cudownym, rozgrzewającym serca doświadczeniem. A gwoli ścisłości zwieńczeniem warsztatów realizowanych przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca we współpracy z Fundacją Jutropera, którego pilotażową edycję, w związku z przypadającą w tym roku 100. rocznicą urodzin Stanisława Lem, poświęcono w całości jego twórczości.

Jednak to nie dorobek Lema w „Nowym głosie: L.E.M.” wybijał się na plan pierwszy, lecz osadzenie jego dzieł w ściśle określonych przez Znanieckiego kontekstach. To z jednej strony fundamenty jednostkowej i totalnej „pracy aktora nad rolą” – ale aktora jako naturszczyka, aktora-debiutanta, aktora jako osoby z niepełnosprawnościami.

Z drugiej – sprawdzone zasady działania profesjonalnego teatralnego teamu oraz mechanizmów produkcji stojących za sukcesem danego spektaklu. Jednak sztuka „stawania się” u Znanieckiego to nie arena twardych, oczywistych umiejętności czy dysponowania sobą w taki sposób, w jaki wymaga tego scena. To przede wszystkim przyśpieszony kurs empatii i samopoświęcenia. Wprowadzając do teatru osoby z różnorakimi niepełnosprawnościami, reżyser-autor nie traktuje ich jako tzw. „słupów”, tła, elementów scenografii. Wręcz przeciwnie – podkreśla ich indywidualność, zaciera granice między klasycznie rozumianymi kategoriami pełno- i niepełnosprawności, udowadniając tym samym, że niemożliwe nie istnieje.

I odbyło się. I dali radę. I było pięknie. Czapki z głów dla międzygalaktycznej ekipy Lema. Jesteście astronomami! Życzę samych dobry powodów, by trzymać głowę wysoko i w chmurach i patrzeć jeszcze wyżej. I traktować to jedynie jako punkt wyjścia.

Fot. Kinga Ptak/Małopolskie Centrum Kultury SOKÓŁ w Nowym Sączu, Iwona Kamieńska/dts24

Czytaj też:

Wyższa Szkoła Biznesu – NLU. Trzydzieści lat. 17 tysięcy dyplomów. To miejsce ma moc

 

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.