Mariusz Brodowski lubi w swojej twórczości ulicznej zaskakiwać oraz prowokować do dyskusji. Tym razem wymyślił, że będzie codziennie pił kawę na chodniku, a przy okazji zapraszał przechodniów do rozmowy. Jak przebiega ta akcja i co właściwie ma na celu? Zapytaliśmy o to Mgr Morsa, kiedy akurat przyjmował gości serwując im ciastka.
– Pewnego razu, jakiś tydzień temu pomyślałem, że wyjdę przed galerię i będę siedział po prostu nic nie robiąc. Taka była pierwsza moja myśl. Wyszedłem, aby obserwować ludzi o godzinie piętnastej, kiedy stoją w korku. O tej porze na ulicy Długosza bywają ogromne korki. Miałem nie robić nic, ale okazało się, że nie potrafię tak siedzieć zbyt długo – wyjaśnia Mgr Mors.
Pomysł przeszedł więc pewne udoskonalenia, aby przybrać dzisiejszą formę. – Poszedłem więc po kawę i bardzo mi się to spodobało. Mam chwilę dla siebie, nie muszę nic robić poza piciem wspomnianej kawy. Tak wpadłem na pomysł, aby następnego dnia kogoś do siebie zaprosić. Napisałem więc na Instagramie, że stawiam kawę. Kolejne dni mijały i właściwie codziennie do mnie ktoś podchodził przed galerię – opowiada Mariusz Brodowski, do którego w poniedziałek przysiadł się historyk dr Jarosław Jakubowski i masażystka Kasia z Krynicy Zdroju.
– Nie ma to większego przekazu czy sensu. Po prostu siedzimy i patrzymy na ludzi. Dzieją się jednak rzeczy niezwykłe. Poznaje nowe osoby, które przechodzą, po czym się zatrzymują. Są uśmiechy, ale są też różne hasła – dodaje nowosądecki artysta. Jakie to hasła? – „Takim to dobrze, bo nic nie robią”. Jednak jest też drugie i bardziej popularne. „Przyszedłbym, ale nie mam czasu”. – podsumowuje.
Czytaj także: Biblia opisuje plagi egipskie, a my poznajemy te na Kaduku






































































































































































































































