Mateusz Ziółko: czuję się już trochę “chłopakiem z Sącza”

IK: Podobno w czasie epidemii artyści czują się bezrobotni i podobno wyjątkiem jest Mateusz Ziółko, który bardzo dużo pracuje na „etacie” ojca i gospodarza domu, a „po godzinach” – nad nowym albumem studyjnym… Opowiedz jak Ci się pracuje na obu „etatach” w tym szczególnym, trudnym dla nas wszystkich czasie?

MZ: No tak… na brak zajęć nie mogę narzekać, głównie za sprawą pełnego etatu „ojca Mateusza” :). Miniony rok wszystko w naszym domowym życiu powywracał do góry nogami. Po wprowadzeniu lockdownu, w marcu, dowiedziałem się, że wszystkie plany zawodowe: koncerty, wyjazdy, nagrania, zostają odwołane, lub przesunięte na bliżej nieokreślony termin. Krótko mówiąc – w jednej chwili tracisz pracę i zostajesz zmuszony do zorganizowania całego życia rodzinie i dzieciom, łącznie z ich nauką w domu. To jest zajęcie wymgające zaangażowania prawie 24 godziny na dobę. To rzeczywistość, której nikt z nas kompletnie się nie spodziewał, ani nie był w stanie wyobrazić sobie w niej samego siebie. Mogłem pozwolić sobie na to, aby w pełni zająć się domem tylko dlatego, że moja żona maksymalnie zaangażowała się w pracę, żebyśmy po prostu wydolili finansowo. Bogu dzięki, że pracuje w branży, która (co prawda ledwo), ale przetrwała kryzys w minionym roku. Co do pracy nad płytą – nie był to dla mnie mega – płodny czas. Prawdę mówiąc nie wystarczało mi energii i zapału do muzyki, żeby pracować w studiu, które zresztą mam u siebie w domu. Ale dzięki temu, że trochę „obraziłem się” na muzę, przewartościowałem całe swoje życie i najważniejsze: doszedłem do wniosku, że muzycznie już nie chcę iść w tym kierunku, który obrałem kilka lat temu przy swojej pierwszej płycie. 

IK: Kto lepiej gotuje w domu Ziółków: Marianna czy Mateusz?

MZ: Zawsze kochałem dobre jedzenie i z czasem zacząłem bawić się w kuchni w gotowanie. Okazało się, że nawet nieźle mi to wychodzi. Może dlatego, że to przecież sfera, w której można się twórczo spełnić i w której jedynym ograniczeniem jest twoja wyobraźnia. I tak się utarło, że „Ziółek” zawsze coś dobrego upichci. A teraz, kiedy byłem w domu praktycznie non-stop, niemal całkowicie przepadłem w kuchni. Chyba gotowanie stało się substytutem muzyki, w której zawsze twórczo się spełniałem, z taką różnicą, że z gotowania korzysta ze smakiem cała rodzina. Nie wiem kto lepiej gotuje. Nie mnie to oceniać, ale żona mówi, że mam czuja w kuchni, więc chyba daję radę.

IK: Jaka jest Twoja popisowa potrawa? 

MZ: W ostatnim czasie specjalnością mojej domowej kuchni jest pizza. Kilka miesięcy zajęło mi żeby sobie opracować idealny przepis na ciasto i  najlepszy sposób pieczenia. Efekt jest taki, że ostatnio mój syn – Jaś skwitował: „tato, twoja pizza to jest 9/10, a tylko we Włoszech na wakacjach jedliśmy taką 10/10”. Wygląda zatem, że niedaleko mi do ideału. Przepis niech pozostanie sekretem, mogę tylko zdradzić, że robię ciasto tylko na mleku, bez kropli wody. To oczywiście kompletnie “niewłoskie” podejście do tematu, ale co tam…. przecież to jest nasza, Ziółkowa autorska pizza. 

IK: Od kilku lat mieszkasz w Nowym Sączu. Czujesz się już trochę „chłopakiem z Sącza”? Co Ci się najbardziej podoba w tym zakątku Polski?

MZ: Zanim się tutaj przeprowadziliśmy, mieszkaliśmy prawie siedem lat w Krakowie. To był mój pomysł żeby tutaj zamieszkać. Zawsze lubiłem Nowy Sącz. Dobrze się czułem w tych okolicach. Może dlatego, że jestem góralem… Pochodzę z Zubrzycy na Orawie, więc góry są częścią mnie. Wśród nich czuję się najlepiej. A do Nowego Sącza mam sentyment, bo tutaj przecież spotkałem miłość swojego życia. Poza tym to miasto daje mi wszystko, czego potrzebuję: bliskość rodziny, spokój, a z drugiej strony – możliwość rozrywki dla dzieciaków, łatwość kupienia wszystkiego, co potrzebne do funkcjonowania, dobrą edukację dla moich synów. To taka idealna hybryda sielskiego spokoju i możliwości jakie daje życie blisko miasta. Zatem zdecydowanie mogę  powiedzieć, że czuję się już trochę chłopakiem z Sącza. Szybko się tutaj zaklimatyzowałem i nie wyobrażam sobie, póki co, lepszego miejsca aby osiąść na stałe z rodziną. 

IK: Masz czterech synów. Grają? Śpiewają?

MZ: Wszyscy mają muzyczny talent, ale nie każdy z nich chce iść w tą stronę. Nie zmuszam ich do muzykowania. Chcę, żeby moje dzieci były szczęśliwe w tym co robią i żeby realizowały swoje pasje, a nie robiły coś tylko dlatego, że rodzicom podoba się akurat taka, a nie inna wizja dziecka. Najbardziej zaangażowani muzycznie są dwaj najmłodsi synowie (8 i 6 lat). Starszy jest w drugiej klasie szkoły muzycznej i gra na bębnach, a młodszy, chyba po tatusiu, regularnie łapie za mikrofon i naprawdę nieźle śpiewa. Czasem w domu mamy bardzo wyjątkowe koncerty naszego małego duetu :). To bardzo zabawne i przynosi nam wszyskim mnóstwo radości.

IK: Wychowałeś się w rodzinie, w której było dużo muzyki, a później trafiłeś na muzyczną rodzinę Twojej żony – Marianny. Muzykami są jej rodzice, ona sama świetnie śpiewa. Nie korci czasem Państwa Ziółko i Sokołowskich, aby kolędować wspólnie nie tylko w domowym zaciszu?

MZ: No jasne że korci. Już nie jeden raz taki pomysł pojawił się na rodzinnych spotkaniach, ale nie mogę na razie ujawnić szczegółów, bo nie będzie wtedy niespodzianki… 

Niespodzianka od autorki:

Drogi Czytelniku. Początek wywiadu z Mateuszem Ziółko, który właśnie przeczytałeś wcale nie jest początkiem rozmowy jaką z nim przeprowadziliśmy. Gdy kompozytor utworu muzycznego chce, aby wykonawca wrócił do początku, umieszcza w zapisie nutowym zapis: da capo al fine. My również pozostawiamy taką wskazówkę, z zastrzeżeniem, że początek znajdziesz w sobotę. A w nim ważne słowa o miłości, o Bogu i o tym dlaczego warto dobrze żyć…

Szukaj “Wolnej Soboty” już 16 stycznia w dts24!

Iwona Kamieńska

 

Mateusz Ziółko, urodził się 20 czerwca 1986. Pochodzi z Orawy. Jest zwycięzcą III edycji programu „The Voice Of Poland” i zdobywcą nagrody w konkursie „Superdebiuty 2014” podczas 51. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu.  W 2008 roku zajął czwarte miejsce w programie TVN „Mam Talent”. W 2012 roku wraz z zespołem wziął udział w kolejnym telewizyjnym show – „Must Be the Music – Tylko muzyka”, emitowanym przez telewizję Polsat, gdzie dotarł do półfinału. W 2013 roku zwyciężył w „The Voice of Poland” – programie TVP2, a w 2018 – w finale dziesiątej edycji programu rozrywkowego Polsatu „Twoja twarz brzmi znajomo”. Główną wygraną – czek o wartości 100 tys. zł – wywalczoną znakomitym głosem i niebywałym talentem aktorskim, przekazał Towarzystwu Przyjaciół Chorych Sądeckie Hospicjum. Jego występ w roli Zbigniewa Wodeckiego został obejrzany ponad 10 mln razy w serwisie YouTube. Na swoim koncie ma wydany w 2017 roku debiutancki album studyjny pt.: ,,Na nowo”, który zyskał status złotej płyty. Od kilku la mieszka w Nowym Sączu, skąd pochodzi jego żona – Marianna Sokołowska.

zdjęcie w nagłówku: kadr z teledysku

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.