Posłowie odwiedzą Maszkowice w poszukiwaniu sposobu na biedę. Sąsiedzi romskiej osady szukają sposobu na ukrócenie bezkarności i palenia lodówek

Posłowie odwiedzą Maszkowice w poszukiwaniu sposobu na biedę. Sąsiedzi romskiej osady szukają sposobu na ukrócenie bezkarności i palenia lodówek

W połowie kwietnia sejmowa Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych ma odwiedzić gminę Łącko. Po raz pierwszy w tej kadencji. Posłowie będą zastanawiać się co zrobić, aby Romom z osiedla w Maszkowicach żyło się lepiej. Problem z którym zmierzą się parlamentarzyści dotyczy jednak nie tylko Romów z Maszkowic. Na to, że coś się zmieni czekają też od długich dziesięcioleci sąsiedzi romskiej osady.

Ponad trzy tysiące ludzi zrzesza profil w mediach społecznościowych pod nazwą „Stop cygańskiej bezkarności w gminie Łącko. „Władze gminne nie reagują więc bierzemy sprawy w swoje ręce. Jesteśmy tu po to, aby jak najwięcej obywateli Polski, zobaczyło co się tutaj dzieje” – piszą administratorzy profilu. Co się dzieje w Maszkowicach? Odpowiedź na to pytanie nie jest wcale prosta.

Dzieje się bieda

Można tę biedę zobaczyć nawet z drogi, przejeżdżając trasą wiodącą z Nowego Sącza w stronę Łącka. W domach wykonanych własnoręcznie przez Romów, z materiałów „zdobycznych”,  bez zachowania zasad bezpieczeństwa konstrukcji, bez dostępu do bieżącej wody, bez toalet, bez wentylacji, za to z zagrzybionymi ścianami i sufitami wychowują się dzieci.  „Warunki socjalno-bytowe mają bezpośrednie przełożenie na stan zdrowia mieszkańców, większość z nich cierpi na przewlekłe choroby, w tym dolegliwości układu oddechowego” – czytamy w informacji z dotychczasowych prac komisji sejmowej zajmującej się problemem mniejszości narodowych. „Lokalne władze samorządowe uzasadniają brak inicjatywy w zakresie trwałej poprawy sytuacji bytowej Romów i Romek (…) sprzeciwem społeczności większościowej oraz bezczynnością samych Romów. Takie podejście prowadzi do trwającego już od wielu lat impasu. Romowie nie mogą we własnym zakresie poprawić warunków socjalno-bytowych panujących na osiedlach. Nie mają do tego ani środków finansowych, ani możliwości prawnych, gdyż nie dysponują tytułami prawnymi do nieruchomości” – czytamy dalej.

Jesienią ubiegłego roku stwierdzono, że na osiedlu jest 57 samowoli budowlanych . „Łączna suma grzywien nałożonych na mieszkańców osady wynosi 570 300,30 zł. W czterech przypadkach Naczelnik Urzędu Skarbowego z uwagi na bezskuteczność egzekucji umorzył postepowania wobec wyegzekwowania nałożonych grzywien. Ponadto Komornik Sądu przy Sądzie Rejonowym w Nowym Sączu z uwagi na bezskuteczność egzekucji (…) umorzył prowadzone postępowanie egzekucyjne…” – informuje Pełnomocnik Wojewody Małopolskiego Tomasz Ocetkiewicz w piśmie skierowanym 7 listopada 2024 r. do Rzecznika Praw Obywatelskich dopytującego o sytuację w Maszkowicach.

W ubiegłym roku Gmina Łącko zakupiła dwa „domki holenderskie” dla romskich rodzin z Maszkowic. Dwa to kropla w morzu potrzeb.  Jak zaspokoić to morze potrzeb w obliczu utwierdzanych od dziesięcioleci stereotypów dotyczących tej mniejszości, w obliczu wielopokoleniowego bezrobocia i utrwalonego od kilku pokoleń przyzwyczajenia do tego, że głównym źródłem utrzymania dla romskich rodzin jest pomoc społeczna?

Pytanie pozostaje bez odpowiedzi odkąd osada w Maszkowicach istnieje.

Co jeszcze dzieje się w osadzie?

Pali się

Pali się trawa, słoma, palą się też pralki i lodówki. W kilku romskich rodzinach znaleźli się „eksperci” od recyklingu. Zwożą do osady zużyty sprzęt RTV-AGD, który później palą, żeby z niego odzyskać metale na sprzedaż. Z dwukomorowej starej lodówki można odzyskać około 1,5 kg miedzi, a kilogram miedzi można sprzedać za 30 złotych. Dużo miedzi można wydobyć również z pralek, zmywarek, suszarek bębnowych… Przerabiając tonę elektrośmieci można wyłuskać więcej złota, niż podczas przetworzenia tony rudy złota. A oprócz miedzi i złota w sprzętach tego typu jest srebro, platyna, metale ziem rzadkich. Spalaniu elektrośmieci towarzyszy gęsty, toksyczny dym.

Wdychają go wszyscy – nie tylko lokalni „spece” od recyklingu. Sąsiedzi romskiej osady widząc słup czarnego dymu dzwonią po straż pożarną.

A my nierzadko spotykamy się z agresywnymi reakcjami na nasze działania w tym miejscu – mówią strażacy. Wolą mówić anonimowo, bo zdarzało się, że witano ich wyzwiskami, a po paru incydentach obrzucenia strażaków kamieniami wprowadzono zasadę, że wyjazdy na osiedle romskie odbywają się w asyście policji.

Prezes Królewskiej Fundacji Romów, Bogdan Trojanek dwa lata temu w rozmowie z redakcją dts24 stwierdził, że najsensowniejszym sposobem na wyjście z impasu, w którym tkwi społeczność Maszkowic, byłoby przesiedlenie romskiej młodzieży poza romską osadę.

Tam będzie zawsze bałagan. Mieszkańcy nie są przychylni Romom, a wójt zabiega o wyborców. Jasno chcę zaznaczyć, że jestem przeciwny temu, żeby tam były spalane śmieci. Ale proszę zobaczyć: od 2001 roku, kiedy uruchomiono program romski, tam w osadzie nie ma żadnej poprawy bytowej. Byłem wielokrotnie u wójta, rozmawiałem z nim, tłumaczyłem, że starsi ludzie nie chcą się przeprowadzać, ale młodzież trzeba wyprowadzić, przesiedlić, żeby mieli kolegów. Żadna gmina nie chce przyjąć Romów – stwierdził.– Najłatwiej narzekać na Cyganów, że palą śmieci. Trzeba postawić kontenery i nauczyć odpowiedzialności. Wysyłać straż gminą, by sprawdzała, czy umowa jest dotrzymywana.

Szkopuł w tym, że aby „wyprowadzić” młodych Romów, trzeba byłoby im kupić, wyposażyć i urządzić lokum w innym miejscu. To kosztowna inwestycja.  Romowie się do niej nie dołożą. A taki, który przekona starszych Romów, że palenie ognisk z lodówek i pralek i trucie siebie i sąsiadów to kiepski pomysł – jeszcze się nie znalazł.

–  Nie mogę oprzeć się wrażeniu że prawo nie zawsze działa w sposób równy wobec wszystkich. Nie oczekujemy nic nadzwyczajnego (mówię w imieniu władz łącka, samorządu gminy i mieszkańców). Tylko tyle, że ci, którzy w gminie mieszkają i oczywiście są mile widziani, będą przestrzegać norm prawnych, moralnych i społecznych. Te normy przez część społeczności osiedla romskiego w Maszkowicach nie są przestrzegane w sposób notoryczny – powiedział dziś (3 kwietnia) wójt Łącka Jan Dziedzina w rozmowie na antenie radia RDN.

Pomysły władz gminy i samorządu na to jak ukrócić proceder wyczerpały się. Próbowano odciąć drogę dojazdową wiodącą do romskiego osiedla przez prywatny grunt stawiając na niej szlaban. Ale dym nad Maszkowicami nadal gryzie ludzi w oczy.

Jak często i jakie są koszty strażackich i policyjnych interwencji służb w Maszkowicach? Początkiem lutego wystosowaliśmy pytania w tej sprawie do służb prasowych Straży Pożarnej i Policji. Pozostały do dziś bez odpowiedzi. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że nikt nie jest w stanie wyodrębnić interwencji przeprowadzonych w romskiej osadzie spośród wszystkich jakie odnotowano w wiosce. Skali zjawiska można się więc domyślać na podstawie fotograficznych i filmowych relacji jakimi zasypują sieć ludzie z Łącka i okolic.

Filmy z ogniem w roli głównej pojawiają się w sieci po kilka razy w miesiącu,  niekiedy codziennie, a między nimi – kronikarskie doniesienia ze strażackich akcji w których ludzie ubrani w kombinezony ochronne zabezpieczają beczki z nieznaną substancją zwiezione do osady w niewiadomym celu.

Raz na trzy-cztery lata gośćmy w gminie sejmową Komisję do spraw Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Mam nadzieję, że tym razem problem zostanie systemowo rozwiązany – mówi wójt Łącka.

Czekamy na Wasz głos w dyskusji: [email protected]

do tematu wrócimy

Czytaj też:

zdjęcia: RPO; FB

Filmoteka dts24

217 Videos