Marlena walczy o życie i o to, by jej syn nie został sam. Wrogiem jest glejak. Pomóż!

Marlena ma 41 lat, nastoletniego syna, zamiłowanie do rockowej muzyki, zawód księgowej, złośliwy nowotwór i statystycznie kilka, ewentualnie kilkanaście miesięcy życia. W jej mózgu rozwija się glejak wielopostaciowy IV stopnia WHO, co daje kiepskie rokowania. Ma niewiele czasu, by zebrać pieniądze, które mogą uratować jej życie. 

Największą motywacją do walki z chorobą jest troska o syna. Marlena Kamińska samotnie wychowuje 16-latka. Jeśli jej zabraknie, chłopak może trafić do domu dziecka.

GoldenEgo

41-latka pochodzi z Nowego Sącza. Kilkanaście lat temu wyjechała na studia do Warszawy, a później zamieszkała w Piasecznie. Dostała pracę jako księgowa. Pierwszy cios nadszedł w 2010 roku. Wtedy nowotwór zaatakował mózg Marleny, jednak jego postać była łagodniejsza i kobiecie udało się pokonać chorobę.

- Przez te wszystkie lata regularnie robiłam badania i do tej pory wszystko było OK. Aż do sierpnia 2018 r., kiedy  zaczęłam odczuwać silne bóle głowy i tracić czucie w lewej ręce. Ponownie trafiłam pod opiekę doc. Przemysława Kunerta w CSK w Warszawie przy ul. Banacha. Badanie histopatologiczne zoperowanego guza nie pozostawiało złudzeń - wspomina Marlena.

Jak przyznaje, diagnoza ,,ścięła ją z nóg". Glejak, z którym się zmaga, to najbardziej złośliwa odmiana nowotworu mózgu. W listopadzie sądeczanka zakończyła radioterapię, a niedługo skończy się też jej chemioterapia w Centrum Onkologii. Możliwości medycyny w Polsce na tym się kończą.

Jest jednak nadzieja poza granicami naszego kraju.

- Zakwalifikowałam się na immunoterapię w specjalistycznej klinice w Kolonii – Immunokologisches Zentrum Köln. To nowa metoda leczenia, która wykorzystuje specjalnie zmutowane komórki pacjenta, by walczyć z nowotworem. W przybliżeniu polega na „pobudzaniu” układu odpornościowego do walki z chorobą - wyjaśnia Marlena.

Precyzyjny sposób leczenia nie wyniszcza całego organizmu. Konieczne będzie jednak kilka wyjazdów do Niemiec, a koszty terapii są ogromne i zdecydowanie przekraczają możliwości sądeczanki i bliskich jej osób.

Podczas pierwszej wizyty od pacjenta pobierany jest materiał, który pozwoli na przygotowanie odpowiedniego leku. Podczas kolejnej podawany jest już gotowy medykament, który ma zmobilizować organizm do walki z guzem.

Dzięki wsparciu ludzi o dobrych sercach Marlena może pozwolić sobie na pierwszą wizytę. Dało to ogromną nadzieję zarówno jej, jak i jej synowi. Choć informacja o trudnej sytuacji sądeczanki rozchodzi się z prędkością światła, choćby poprzez facebookową akcję #MamFakaDlaGlejaka, to do właściwego leczenia i końca terapii brakuje jednak jeszcze ogromnej kwoty.

Liczy się każdy dzień i każda złotówka. Obecnie to jedyna szansa, by 41-latka mogła wygrać z chorobą, a czas ucieka.

Pieniądze na leczenie Marleny można wpłacać TUTAJ. Na stronie zbiórki da się też na bieżąco śledzić, jak wzrasta zebrana kwota.

- Moje życie zależy od każdej złotówki, którą możesz ofiarować na leczenie. Proszę, nie pozwól, by mój syn został na świecie sam. Daj mu szansę, by dalej miał matkę. To moja ostatnia szansa - apeluje Marlena Kamińska.

źródło i fot.: siepomaga.pl

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie