Sądecczyzna stała się w ostatnim czasie miejscem, które przyciągnęło ponad 70 czarownic, które zamiast na miotle czy tłuczku latają samolotami i szybowcami. Od czwartku (12 września) trwa w Łososinie Dolnej jubileuszowy Aerosabat, czyli zlot niezwykłych polskich pilotek. Wśród nich znajdują się wielokrotne mistrzynie Polski, Europy i świata. Na lotniczym sabacie nie zabrakło również szczególnej kobiety jaką jest Adela Dankowska, która otrzymała najwyższe na świecie wyróżnienie dla szybownika – medal Lilienthala.
Wszystko rozpoczęło się od zawodów szybowcowych kobiet, po których organizowane były ogniska oraz spotkania towarzyskie, w trakcie których prowadzone były długie rozmowy o lotnictwie, doświadczeniach i umiejętnościach. Z czasem te spotkania przerodziły się w coś większego. Tak powstała idea Aerosabatów, które w tym roku świętują swój 25 jubileusz.
Jak podkreślała Anna Szczepanik-Dziadowicz, jedna z organizatorek wydarzenia, spotkanie to przyciągnęło wiele znakomitości. Oprócz Adeli Dankowskiej, która 15 razy pobiła rekord świata, a 42 razy rekord Polski, na Sądecczyźnie pojawiły się również Lidia Kosk i Anita Wodkowska, czyli matka i córka, która przyjęła rodzinną pasję do lotnictwa.
–Moje dzieci spędzały czas na lotnisku praktycznie od zawsze. Anita całe swoje dziecięce lata tam przebywała i właściwie do 14 roku życia bardzo nie chciała tego robić. Jednak wtedy pojechała ze mną na Mistrzostwa Polski do Włocławka i patrzyła jak ja skaczę. To właśnie chyba to ją zainspirowało, bo po powrocie namawiała mnie aż do momentu gdy skończyła 16 lat i mogła rozpocząć karierę spadochronową – opowiada Lidia Kosk.
Anita Wodkowska ma obecnie na swoim koncie ponad 37 medali narodowych w tym tytuł mistrzyni świata, Europy i sześciokrotnej mistrzyni Polski.
Trochę później niż Anita, do lotnictwa poczuła ,,to coś” inna wybitna pilotka – Elżbieta Urbanowicz.
–Lotnictwem zainteresowałam się gdy chodziłam do szkoły średniej. Jak wchodziłam do budynku, to widziałam latające szybowce oraz samoloty. Wtedy myślałam, że trzeba mieć jakieś wyższe wykształcenie, żeby zacząć latać. Jednak instruktor, pan Bronisław Burakiewicz, przyszedł do naszego technikum i dał skierowania. Ci, którzy byli chętni zostawali odsyłani na badania lotnicze i po uzyskaniu z nich pozytywnego wyniku rozpoczęłam najpierw szkolenie podstawowe szybowcowe i w późniejszych latach szkolenie samolotowe – opisuje Elżbieta Urbanowicz.
Na jubileuszowym Aerosabacie nie mogło zabraknąć kolejnej ze stałych bywalczyń czyli mjr Straży Granicznej Bożeny Falcman, która pracowała w SG ponad 24 lata, a obecnie od 1 marca przebywa na emeryturze. Pełniła służbę w wielu miastach w Polsce głównie przy wschodniej granicy kraju. Pracowała w Rzeszowie, Lublinie, Gdańsku i Białymstoku.
–Jest to spotkanie z kobietami. Kobietami, które są w lotnictwie, były w lotnictwie. Kobietami, które mają ogromnie dużo wspomnień i doświadczeń. Dzielimy się różnymi informacjami w tym zakresie, a przede wszystkim rozmawiamy o lotnictwie – o tych czasach gdy zaczynałyśmy się szkolić i tych obecnych – mówi Bożena Falcman.
Kalendarz polskich pilotek, a idąc za nazwą samego wydarzenia można również stwierdzić, czarownic XXI wieku pękał w szwach. Czasu miały niewiele więc każda godzina ich pobytu w naszym regionie była wypełniona po brzegi. Jednak dla lotniczek to jeszcze nie koniec przygody z Sądecczyzną. Oficjalne zakończenie Aerosabatu będzie miało miejsce jutro (15 września). Wtedy to uczestniczki zlotu upamiętnią postać Janiny Lewandowskiej, jedynej kobiety zamordowanej w Katyniu.


























































































































































































































































