Leszek Mazan: Nie ma jak nom, fajermanom

Leszek Mazan: Nie ma jak nom, fajermanom

Urodził się pod wieżą ćwiczeń strażackich, ale strażakiem nie został. Jest za to Honorowym Hejnalistą Mariackim. Po ojcu, poruczniku pożarnictwa, członku ZWZ – AK i Strażackiego Ruchu Oporu „Skała”, został mu sentyment do strażaków i wiele anegdot. Rozmowa z Leszkiem Mazanem, synem Stanisława Mazana

– Urodził się pan w Nowym Sączu przy ulicy Grybowskiej. Co to za budynek?

– Budynek straży pożarnej. Ale śmiało mogę powiedzieć, że urodziłem się pod wieżą ćwiczeń strażackich. Górowała nad miastem nawet nieco bardziej niż wieża kościelna. Kiedy postanowiono ją zburzyć, podniósł się straszny wrzask, strażacy za nic nie chcieli, by ją rozbierano. Było nawet takie przedstawienie w teatrze lalek pod tytułem „Arka Noego”, gdzie śpiewano, że zburzyli wieżę i że „zmartwienie ma pan major, cholera go wciąż bierze, bo jak szkolić strażaków, gdy rozebrano wieżę?”. Nie pamiętam tego miejsca, bo szybko nas stamtąd wyrzucili. W nocy z 14 na 15 października 1943 roku ojca aresztowano, a mamę razem z rodziną przeniesiono do baraków przy ulicy Śniadeckich. Miałem zaledwie rok. O ojcu dowiadywałem się od mamy, jego kult w domu był obecny; zdjęcia ojca, jak pani widzi, wciąż wiszą u mnie na ścianie. Każdy z siedmiorga moich wnuków wie, kim był pradziadek.

– Realność (nieruchomość) przy ulicy Grybowskiej wraz placem, została kupiona przez miasto w 1913 roku za kwotę 67 000 koron. Mogła pomieścić w sobie sypialnie dla 13-14 strażaków i mieszkanie dla instruktora (komendanta). Jak ojciec znalazł się w Nowym Sączu?

– Ojciec pochodził z Rzeszowa, szkołę średnią kończył w Krośnie, a do Warszawy pojechał uczyć się w Centralnej Szkole Pożarniczej. Potem został zastępcą komendanta Portowej Straży Pożarnej w Gdyni, gdzie zastała go wojna. Wiem, że brał czynny udział w obronie Gdyni i Oksywia, a kiedy został aresztowany, musiał wyjechać pociągiem wysiedleńczym do obozu przejściowego w Częstochowie. Już wtedy miał kontakty z podziemiem, przeprowadzał ludzi przez zieloną granicę. W 1943 roku zajął się tworzeniem Szkoły Pożarniczej w Starym Sączu, której został komendantem. Tam pod szyldem działalności szkoleniowej, prowadzono działalność konspiracyjną. Na bazie tej szkoły powstał Sądecki Obwód Strażackiego Ruchu Oporu „Skała”. Ojciec wraz z moją mamą mieszkali wtedy w budynku straży przy Grybowskiej, gdzie się urodziłem w 1942 roku.  Po ojcu została mi sympatia do strażaków i każdemu się chwalę, że jestem pierwszym w dziejach Honorowym Hejnalistą Mariackim. Spełniam do tego tytułu wszystkie warunki, z tym najważniejszym – nie umiem grać na trąbce.

– Strażacy przychodzili do Waszego domu? (…)

Całą rozmowę przeczytasz bezpłatnie w specjalnym wydaniu DTS – kliknij i czytaj online za darmo: 

 

Reklama