Łącko: Lua - imię na pamiątkę słoniątka dla dziewczynki, która nie boi się marzyć

Od niedawna figuruje w Biurze Rekordów, jako najmłodsza Polka, która wspięła się na Kilimandżaro. Choć ma dopiero jedenaście lat, to odwagi i determinacji może pozazdrościć jej niejeden dorosły. Lualeni Elektra Mozdyniewicz mieszka w Zagorzynie (gmina Łącko) i ma już za sobą kurs nurkowania, skok ze spadochronu oraz podróże do ponad dwudziestu krajów.

Lua, bo tak mówią na nią znajomi i rodzina, pasję do podróży wyssała z mlekiem matki. Pierwszą zagraniczną wycieczkę odbyła już w wieku czterech miesięcy. Mama zabrała ją wtedy do Egiptu i wbrew pozorom, pani Elizie udało się zwiedzić z maleńką córeczką bardzo dużo.

Obecnie ogromną pasją Lualeni są wycieczki górskie. Sporo czasu, zarówno w lecie jak i w zimie spędza w Tatrach. W wieku 6 lat udało się jej zdobyć Rysy, a potem całą Orlą Perć i inne polskie szczyty. Dziewczynka była już także na masywie Mont Blanc w Alpach i na Górze Waszyngtona w USA, a zimą - czyli wtedy gdy trasa jest trudniejsza - weszła na górę Fudżi w Japonii. Podczas wyprawy do Afryki udało się jej wejść na Kilimandżaro, dzięki czemu została wpisana do Biura Rekordów, jako najmłodsza Polka, która zdobyła tę górę.

Dziewczynka dokonała niezwykłego osiągnięcia mając dokładnie 10 lat i 6 miesięcy. Szczyt Uhuru, na który wspięła się Lualeni, ma wysokość 5895 metrów n.p.m. Warto dodać, że Lua dostała się tam, korzystając z trudniejszej trasy - Drogi Machame Route zwanej "Whisky Route". Wszystko zostało oczywiście odpowiednio udokumentowane. Wiek Lualeni i fakt dotarcia na szczyt w dniu 24 stycznia 2017 został potwierdzony przez naczelnika Parku Narodowego Kilimandżaro, a także dyrektora generalnego Zarządu Parków Narodowych w Tanzanii.

W zasadzie nie było żadnych specjalnych przygotowań. Może przez to, że Lualeni jest osobą ruchliwą i uprawiającą rożne sporty, więc fizycznie była przygotowana - zdradza Eliza Mozdyniewicz, mama 11-latki. - Jeśli chodzi o przygotowania finansowe, to trwały u niej od zawsze. "Świnkę skarbonkę" napełniała całe swoje życie - śmieje się kobieta.

Prawdopodobnie także wcześniej zdobywane przez Lualeni szczyty, można uznać za rekordowe osiągnięcia, jednak aby to udowodnić trzeba sporych środków finansowych. Zarówno mama, jak i córka uznały, że korzystniejsze będzie jednak gromadzenie pieniędzy na kolejną wyprawę.

Lua kocha podróże. Na razie udało się jej odwiedzić około dwudziestu państw, ale marzy o zwiedzeniu wszystkich krajów świata. Najczęściej podróżują z mamą i tatą - nie lubią zorganizowanych wycieczek, które narzucają sporo ograniczeń i są też droższe. 11-latka wszędzie radzi sobie doskonale, nie boi się zapytać o drogę, choćby w obcym kraju, a na drugim końcu świata potrafi w momencie znaleźć towarzystwo do zabawy.

Podróże nie są jednak jedyną pasją Lualeni. Dziewczynka uwielbia też sport. Chętnie jeździ na rowerze i rolkach, a w zimie na nartach i łyżwach. Przez kilka lat trenowała karate, ale niestety z powodu braku czasu musiała zrezygnować. Nie straszne jej też wszelkie sporty ekstremalne. Na co dzień jeździ na motocrossie. Posiada też międzynarodowy certyfikat nurka PADI. Licencję udało się jej zrobić w Zanzibarze, a na egzaminach radziła sobie lepiej niż wielu dorosłych.

Z kolei prezentem na dziesiąte urodziny Lualeni był skok ze spadochronem z 4 tysięcy metrów.

- To uczucie jest nie do opisania. W ogóle się nie bałam - zdradza 11-latka. Dziewczynka chciała się też od razu zapisać na kurs skoczka, jednak ograniczenia wiekowe i wzrostowe jej na to na razie nie pozwalają, tak jak i na wymarzoną motolotnię. Lua próbowała swoich sił także w kitesurfingu, ale i tu mimo opanowania techniki, niestety wzrost i waga nie pozwoliły jej na uprawianie sportu w pełni.

- Lualeni bardzo lubi także wszystko, co jest związane z muzyką: taniec, śpiew, wyjazdy na koncerty duże i małe. W szkole muzycznej I stopnia gra na fortepianie i perkusji. Tańczy w zespole regionalnym. Uczęszcza na zajęcia teatralne - wymienia Eliza Mozdyniewicz. W domu Lua też potrafi znaleźć sobie ciekawe zajęcia, lubi pracować w ogrodzie, gotować i piec.

Kiedy jednak zapyta się Lualeni o jej największe marzenie, to dziewczynka wyznaje, że bardzo chciałaby mieć swojego konia. Uwielbia jazdę konną i wszelkie zwierzęta.

- Jeszcze nie wiem, kim chciałabym być, jak dorosnę, ale byłoby super, gdyby to było związane ze zwierzętami - zdradza Lua. Jej najlepszym przyjacielem jest 70 kilogramowy pies Angus - dog niemiecki.

Dziewczynka przyznaje też, że w drodze do szkoły nie potrafi przejść obojętnie obok żadnego zwierzaka, a zwłaszcza bezpańskiego.

Jeszcze większym marzeniem Lualeni, bardziej ambitnym i niestety mniej osiągalnym ze względów finansowych, jest Korona Ziemi, czyli zdobycie najwyższych szczytów poszczególnych kontynentów. Mama jednak wciąż powtarza dziewczynce, że trzeba wierzyć w swoje marzenia i walczyć o ich spełnienie. Zwłaszcza, że po konkretnym przygotowaniu i z predyspozycjami córki warto byłoby spróbować.

Z grona rówieśników Lualeni wyróżnia się nie tylko poprzez niezwykłe zainteresowania i osiągnięcia - także jej imię jest bardzo nietypowe. Jak się okazuje, dziewczynka otrzymała je po małym słoniątku z Kenii. Jego mamę zabili kłusownicy i zwierzę cudem zdołało ocaleć. Imię osieroconego słonia tak utkwiło w pamięci pani Elizy, że ciągle pojawiało się w jej głowie, kiedy przyszedł czas wyboru imienia dla dziecka. Kobieta w tamtym momencie nawet nie pamiętała, gdzie je słyszała po raz pierwszy.

- Imię Lualeni wydawało mi się takie bardzo kobiece, więc postanowiłam je dać córce, a na drugie, dla równowagi, dostała silne imię Elektra - wyjaśnia Eliza Mozdyniewicz.

- Wszyscy są bardzo zdziwieni, kiedy się przedstawiam. Pytają skąd takie imię, albo na przykład czy to jest mój pseudonim i czy urodziłam się w Polsce - mówi Lualeni.

- Lua była kiedyś na Spotkaniu z Filmem Górskim w Zakopanem, a że kolekcjonuje autografy swoich idoli, poprosiła o autograf Krzysztofa Wielickiego - opowiada pani Eliza. - Gdy usłyszał jej imię, zaczął mówić i wpisywać dedykację po angielsku. Także po angielsku  zapytał Lualeni skąd przyjechała, a Lua: "I’am from Zagorzyn". Odpowiedź bardzo go zdziwiła , a Lua dodała po Polsku  "niedaleko Zakopanego" - śmieje się kobieta.

Kiedy Lualeni dowiedziała się, skąd pochodzi jej imię, zamarzyła, by pojechać do Afryki i poznać osieroconego słonia. Uznała, że nie bez powodu dzieli z nim imię i postanowiła działać w Kenii jako wolontariusz. Niestety, okazało się, że z powodu wieku oraz braku kenijskiego obywatelstwa nie będzie to możliwe. Dziewczynka jednak nie zraziła się i znalazła inną drogę pomocy zwierzętom: swoją afrykańską wyprawę opisuje w książce, a ewentualny dochód ze sprzedaży chciałaby przeznaczyć na rzecz osieroconych słoniątek.

Lualeni Elektra Mozdyniewicz bez wątpienia jest wyjątkową dziewczynką. Mimo tak wielu zainteresowań świetnie radzi sobie w szkole i udaje się jej pogodzić większość pasji z codziennymi obowiązkami. Uparcie dąży do spełniania swoich marzeń, w czym zawsze wspierają ją rodzice i rodzina. - Prędzej chyba można wymienić to, czego by nie chciała zrobić niż to, czego chce spróbować. Ograniczenia ma tylko ze względu na wiek, wolny czas i finanse - podsumowuje pani Eliza.

 


MAGFOTO

Wypowiedz się w tej sprawie