Krzysztof Pawłowski: moja teczka z IPN wyląduje w koszu

Doktor Krzysztof Pawłowski, założyciel nowosądeckiej Wyższej Szkoły Biznesu, senator I i II kadencji i jeden z inicjatorów powołania w Nowym Sączu Klubu Inteligencji Katolickiej, z nietypową dla siebie tremą składał do IPN wniosek o udostępnienie dokumentów zawierających
informacje o esbeckich donosach dotyczących jego działalności. Obawiał się, że może wśród donosicieli znaleźć nazwisko kogoś, z kim pracował, kogo szanował i komu ufał. Znalazł nazwisko jednego z kolegów z pracy. I znalazł coś jeszcze: garść dowodów na to, że funkcjonariusze
bezpieki kompletnie spartaczyli donosicielską robotę za jaką im płacono.

Renault2

Niewielu jest sądeczan, którzy nie znają rektora Krzysztofa Pawłowskiego, wciąż tytułowanego rektorem, choć pożegnał się z tą funkcją w 2007 roku. Zanim jednak zaczął budować od podstaw uczelnię, która przysporzyła Nowemu Sączowi dumy, tworzył laboratorium fizyki grafitu, Klub Inteligencji Katolickiej w Nowym Sączu, działał w „Solidarności” i w Partii Chrześcijańskich Demokratów. W 1981 roku, w zakładach elektrod węglowych wspierał strajkującą załogę. Wszystko, co było dla niego ważne, kwalifikowało go do tego, aby znaleźć się w kręgu zainteresowań bezpieki.

Gdy zastanawiał się, czy zajrzeć do „teczek”, w których wymieniane jest jego nazwisko, myślał o historii Pawła Jasienicy, polskiego historyka, pisarza, publicysty „Tygodnika Powszechnego”.

Z ujawnionych w roku 2002 akt IPN wynika, że około roku 1965 wśród donoszących na Jasienicę
pojawiła się agentka o pseudonimie „Ewa”. Donosicielce udało się zbliżyć do „figuranta” maksymalnie jak tylko można było. Zakochał się. Poprosił ją o rękę. Powiedziała „tak”. Podobno nigdy wcześniej nie doszło do ślubu agentki z inwigilowanym. Po ślubie „Ewa” zmieniła pseudonim ale donosiła nadal, już na swojego męża.

Dr Pawłowski nie obawiał się, że wśród donosicieli będzie ktoś aż tak jemu bliski jak „Ewa” Jasienicy, ale spodziewał się, że będzie bolało, jeśli okaże się, że donosili przyjaciele.

Dobrze, że zajrzał do swojej teczki. Upewnił się bowiem, że przyjaciół miał prawdziwych. Po raz drugi dobrze, bo można było się trochę pośmiać się z niekompetencji tych, którzy próbowali powstrzymać marsz do wolnej Polski.

Na Krzysztofa Pawłowskiego donosił agent o pseudonimie „Chemik”. Już na pierwszych dwóch stronach dokumentów podpisanych przez „Chemika” są dwa koszmarne byki. Sądeckie Zakłady Elektrod Węglowych przemianował na Sądeckie Zakłady Elektroniczne, a KIK -na Klub Myśli Politycznej.

„Inspirował do podjęcia strajku w dniu 14 grudnia 1981 roku….” - pisze „Chemik” o Pawłowskim. Dalej relacjonuje bardziej szczegółowo: „z uzyskanych danych wynika, że 14 grudnia 1981 roku od godziny 8. nie podjęli pracy pracownicy trzech wydziałów (…) liczących około 200 osób. Powodem strajku były żądania zwolnienia internowanych pracowników (…) Ryszarda Zagórskiego, Tomasika Marka oraz Grzegorza Sajdaka… Z uzyskanych danych wynika, że najbardziej aktywni w akcji strajkowej (…) byli obywatel Marian Sęk oraz pracownik o imieniu Staszek (nazwisko w trakcie ustalania). Przed śniadaniem dyrektor (…) Adam Migacz podjął z załogą wydziału rozmowy, w wyniku których przystąpili do pracy po śniadaniu o godz. 10.30. Praca ich jednak nie była efektywna i wielu pracowników markowało jedynie pracę. (…) Jak wynika z uzyskanych danych, nie pracowała również część pracowników ZOBR (Zakładowy Ośrodek Badawczo Rozwojowy
– przyp. red). Pracownicy ZOBR obywatele Jachimowicz i Pawłowski Krzysztof przychodzili na oddział półtechniki i produkcji doświadczalnej wyrażając poparcie dla strajku i wypowiadając się do strajkujących pracowników by wytrwali i trzymali się…”

Kim był „Chemik”? A może jeszcze jest? Doktor Pawłowski prosi, aby nie ujawniać jego nazwiska.
- To znajomy z pracy. Spotykaliśmy się, byliśmy po imieniu. Nie widziałem go na pewno od 28 lat – mówi.

Na pytanie o emocje odpowiada bez zastanowienia:

- Żal mi tego człowieka, bo jeśli żyje, żyje z pamięcią, że donosił na kolegów, bo na pewno na innych też…

Dokumenty produkowane przez „Chemika” i jego mocodawców wylądują w koszu.

- Są dla mnie bezwartościowe. Ale uświadamiają, że donosiciele UB musieli być użyteczni na siłę i że byli kompletnie nieprofesjonalni. Miałem o nich lepsze zdanie. Byłoby o czym pisać i nas czym pracować…. Gdy angażowałem się w tworzenie Klubu Inteligencji Katolickiej, ludzie pytali mnie „po co?”. Odpowiadałem wówczas, że z takich organizacji ma wyrosnąć kadra dla przyszłej wolnej Polski, a moim marzeniem jest, aby moja córka doczekała tej wolnej Polski – mówi.

Dodaje na koniec wertowania teczek IPN, że poczuł ulgę. Nie donosił na niego nikt z KIK. Nikt z Wyższej Szkoły Biznesu. Nikt z „Solidarności”.

Tekst: Iwona Kamieńska

FOT: Paweł Leśniak

Wykorzystano nagranie dla Regionalnej Telewizji Kablowej 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

MAGIK MAŁA

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.