Krynica Źródłem Kultury 2025: Kult [RELACJA]

Krynica Źródłem Kultury 2025: Kult [RELACJA]

Zdaje mi się, że tak było, choć to może być wyłącznie iluzja. Każde moje doświadczenie po koncercie Kultu przypomina próbę opowiedzenia komuś dziwnego, pełnego paradoksów snu. Aby jednak oddać jego istotę, słowa musiałyby przemienić się w sam sen – przejąć jego kształt, kolory i emocje. To logicznie niemożliwe, lecz nie jest absurdem. Dla mnie nie ma znaczenia, czy poczuję to, co czuł autor, gdy tworzył swoje dzieło – istotne jest, że dzięki czyjejś twórczości przeżywam coś autentycznego i prawdziwego, coś, co na chwilę lub na zawsze zredefiniuje moje własne życie.

Tłum był bardziej niż spory, a wirująca wokół energia rozmów i śmiechu utrudniały odnalezienie kogokolwiek, zlewając się w płynną bezkształtną masę. Spojrzałem na zegarek. Jeszcze chwila. Jeszcze chwilę tkwiłem w tym gwarze, sam na sam z własnymi myślami, otulony mieszanką oczekiwania i lekkiej ekscytacji. Rozglądałem się za znajomym – wielkim fanem Kultu, który miał w końcu sprawić mi frajdę i zjawić się tutaj – w pijalni Głównej w Krynicy-Zdroju.

Kult | Fot. Konrad Obidziński

W jego oczach Kult nie był jedynie zespołem – był zjawiskiem, rytuałem, który trzeba przeżyć, by naprawdę zrozumieć; który, jako jeden z nielicznych, potrafi ofiarować coś zupełnie oderwanego od naszego aktualnego stanu. Ich numery, choć osadzone w prostym rytmie, mogą targnąć duszą niewygodnymi emocjami, przemienić się w triumfalny zryw – lub przeciwnie, sprowadzić na dno refleksji. Kult, jak mało która formacja, uosabia tę paradoksalną prawdę. Ich muzyka nigdy nie była dla mnie jedynie echem chwilowego nastroju, lecz misternym kolażem – zbiorem elementów, które jednocześnie definiują i wymykają się definicji.

W tym swoistym balansowaniu na krawędzi emocji – chaosu i porządku, Kult tworzy coś, co wykracza poza granice zwykłej piosenki. Nie jest to uniwersalny język – to raczej coś tajemnego, zarezerwowanego dla nielicznych, wojowniczego i w pewnym sensie elitarnego. Coś, co chwyta i wywyższa duszę, obdarowując ją pełnią, bądź bez oznak hamowania wbija się w nią i kruszy. To sztuka wymagająca, jak gra w szachy czy miłość – pełna napięcia, trudna, a zarazem niesamowicie pociągająca.

Kult | Fot. Konrad Obidziński

Czy mógłbym spróbować opisać słowami gorączkę i pasję, które widzę w twórczości Kultu od lat – w ich scenicznym stawaniu się i upadkach? Oczywiście, że tak – mógłbym – ale słowa zawsze pozostaną cieniem, nieudolną próbą uchwycenia istoty każdego fenomenu. Każdej wartości. Każde moje doświadczenie po koncercie Kultu przypomina próbę opowiedzenia komuś dziwnego, pełnego paradoksów snu. Aby jednak oddać jego istotę, słowa musiałyby przemienić się w sam sen – przejąć jego kształt, kolory i emocje. To logicznie niemożliwe, ale nie jest absurdem. Czyż nie lepiej zatracić się w iluzji, niż spisać kolejną pełną komunałów relację, wytartych frazesów: jałowych ech cudzych interpretacji? Zasłyszanych powtórzeń?

— Serwus, nie uwierzysz, co mi się śniło, stary? — rzucił zdyszany znajomy, zanim jeszcze zdążył usadzić się obok, z lekkim uśmiechem, jakby już czytał odpowiedź w moich oczach.

Zdaje mi się, że tak było, choć to może być wyłącznie iluzja.

Foto: Konrad Obidziński, Video: Bartosz Szarek

Filmoteka dts24

217 Videos