Krynica Źródłem Kultury 2025: Krzysztof Cugowski [RELACJA]

Krynica Źródłem Kultury 2025: Krzysztof Cugowski [RELACJA]

Cisza po dobrym koncercie zawsze niesie echo, którego nie sposób zagłuszyć. Gdzieś z tyłu głowy brzęczał jeszcze ostatni akord, a w uszach wibrował ten charakterystyczny „świerszcz” – jakby powietrze nadal niosło skrawki dźwięków, które nie zdążyły ulecieć. W tej pozornej ciszy scena wciąż pulsowała, jakby nie chciała do końca zgasnąć, jakby nie mogła. Stojąc z numerkiem w dłoni, próbowałem rozsupłać to, co przed chwilą miało miejsce – uchwycić tę ulotną granicę między muzyką a jej brakiem.

Ciepło wnętrza mieszało się z chłodnymi strużkami powietrza wpadającymi przez otwierane drzwi. Ludzie wokół odzyskiwali głos, a może to ja odzyskiwałem słuch. Ktoś dzielił się wrażeniami, ktoś inny wgapiał się w telefon, wylogowany już z koncertowego świata. To, co trwało we mnie, nie było już muzyką, lecz jej cieniem – konturem wypalonym na tle ścian. Trzymał się mnie jeszcze i trzymał, jakby to, co działo się na scenie, wcale nie chciało jeszcze ze mną skończyć.

Krzysztof Cugowski… | Fot. Grzegorz Korzec Fotografia

Pięćdziesiąt pięć lat zdzierania gardła. Nie wiem, dlaczego ostatnio tak często o nim myślę. Może przez krynicką imprezę, którą znowu przyszło mi opisać – po mojemu, w starym stylu. Może przez jego głos, który wciąż ma to coś – tę elektryzującą strunę, poruszającą w nas echa dawno zapomnianych dni. A jednak tutaj, w tym miejscu, gdzieś między pierwszym a ostatnim dźwiękiem, nie mogłem uwolnić się od pewnej natrętnej myśli. Co tak naprawdę słyszę? Może prawdę, może fałsz. Może miłość odnalezioną przypadkiem, a może ucieczkę od niej – celową, jak przed pętlą, która, gdy zaciśnie się zbyt mocno, odbiera ostatni dech wolności. A może tę zerojedynkową, zamrożoną w cyfrowych klatkach, przefiltrowaną przez ekrany – taką, która z biegiem czasu niczego więcej nie uczy, poza tym, co wiedziała, kiedy była młoda…

— Jaki numerek? — zapytał szatniarz, wyciągając rękę w moją stronę.

— Trzydzieści siedem — odpowiedziałem machinalnie.

Szatniarz uniósł brwi, patrząc najpierw na mnie, potem na brelok, który nadal trzymałem w dłoni.

— Trzydzieści siedem? Na pewno? — spytał z lekkim rozbawieniem.

— Racja. To chyba już bardziej z głowy niż z breloka — mruknąłem.

— Spokojnie. Ponoć wiek to tylko liczba, nie? — rzucił szatniarz, odwracając się, by sięgnąć po właściwy płaszcz. — Jak widać i słychać, „pięćdziesiąt pięć” i daje radę.

… i Zespół Mistrzów | Fot. Grzegorz Korzec Fotografia

I to jak… Muzyka cichła w mojej głowie, ale jej posłuch wciąż unosił się w powietrzu. Wiek to tylko liczba – zawsze był tylko liczbą. Każdy dzień przechodzi w następny bez echa, każdy krok zdaje się powtarzać ten poprzedni. Ale to tylko złudzenie. W przypadku Krzysztofa Cugowskiego wiek naprawdę jest tylko liczbą – niczym więcej. Jego głos wciąż brzmi tak, jakby chciał coś ocalić – coś ulotnego. Coś, co my, uwięzieni w biegu codzienności, przestaliśmy dostrzegać. Prawdy, o których zdążyliśmy już zapomnieć.

Foto: Grzegorz Korzec Fotografia, Video: Bartosz Szarek

Filmoteka dts24

217 Videos